Jesteś terapeutą?

Daj szansę swoim emocjom - wywiad z Bartłomiejem Janiakiem

Towarzyszą nam każdego dnia, są naszą naturalną reakcją na zdarzenia, sytuacje i bodźce, jakich doświadczamy. Dlaczego zatem tak często je tłumimy i ukrywamy? Czy uzewnętrznianie emocji może zmienić coś w naszym życiu na lepsze? Czym są zahamowania emocjonalne i jak się ich pozbyć?

Artykuł na: 29-37 minut psychologia psychika
Zdrowe zakupy

Agnieszka Podolecka: Zahamowania emocjonalne sprawiają, że wyrażanie emocji i spontaniczność wydają się czymś niewłaściwym i ludzie za prawidłowe uważają chowanie głęboko swoich emocji, uczuć, a nawet poglądów na życie. Dostosowują się do otoczenia, nawet gdy robią sobie w ten sposób krzywdę. Dlaczego tak jest?

Bartłomiej Janiak: Powszechnie panuje pogląd, że zahamowanie emocjonalne to niewyrażanie emocji i że znacznie lepsze dla człowieka jest okazywanie, jak się czuje. Istnieje jednak grupa ludzi, którzy uważają, że okazywanie emocji jest niebezpieczne i niekulturalne, dlatego lepiej zachować je dla siebie. Oba poglądy mogą być uwarunkowane kulturowo, zależne są również od sytuacji: inaczej zachowa się polityk, którego kariera zależy od wyrażania bądź hamowania emocji, odmiennie przeciętny człowiek w prywatnym życiu. U osób zdrowych, bez zaburzeń psychicznych, emocje są częścią codziennego życia. Bez względu na to, czy chcemy je okazywać, czy nie, siedzą w nas i szukają upustu.

Często demonstrujemy je zupełnie nieświadomie, śmiejąc się, płacząc, gestykulując. We wszystkich kulturach świata w podobny sposób śmiejemy się, smucimy, denerwujemy. Emocje cechuje zatem pewna uniwersalność i powtarzalność, choć ich odbiór przez otoczenie jest różny.Mamy tendencję do tworzenia uogólnień, według których oceniamy emocje innych ludzi, wydaje się nam, że pewne gesty i zachowania oznaczają taki, a nie inny stan ducha, również interpretacja cudzych emocji zależy od naszych życiowych doświadczeń. Często te uogólnienia są źródłem różnych nieporozumień.

Sam jestem najlepszym przykładem. Chodząc po górach, lubię mieć ręce splecione z przodu, taka postawa daje mi poczucie integracji i wypoczynku, tak okazuję zrelaksowanie. Natomiast osoby, które mnie nie znają, widząc taką postawę, mówią mi, że nie musze być spięty i zdołowany, że mam się cieszyć górami.

Zatem nawet w obrębie jednej kultury sposób wyrażania emocji może być różnie rozumiany. W świecie biznesowym panuje pogląd, że należy być opanowanym, gotowym do podejmowania racjonalnych decyzji, opierać się nie na emocjach, lecz na twardych faktach. Z drugiej strony w biznesie jest pewna zgoda na okazywanie emocji negatywnych przez ludzi u władzy: szef może warknąć, nawet podnieść głos, aby przywołać pracowników do porządku, by efektywność ich pracy była większa.

Lepiej okazać złość, mylnie kojarzoną z działaniem, niż bezsilność, którą niesłusznie utożsamiamy ze słabością. Niewiele osób buntuje się przeciw temu, większość uważa, że tak po prostu może być, dostosowują się do humorów szefa, tłamsząc własne emocje. Ludzie niepewni siebie również chowają głęboko swoje emocje, bo boją się krytyki i odrzucenia. Ten strach często dominuje nad potrzebą pokazania, co się czuje.

AP: Skąd się biorą trudności w okazywaniu emocji? Są wynikiem wychowania czy cech wrodzonych?

BJ: Jednego i drugiego. Rodzimy się z pewnym zestawem cech osobowości. Nawet niemowlęta różnią się między sobą, niektóre są spokojne i radosne, inne ciągle płaczą. Część dzieci płacze z powodu głodu czy mokrej pieluchy, część dlatego, że im się nudzi i chcą na rękach rodzica oglądać świat, a jeszcze inne płaczą, bo odczuwają niepokój, gdy są same, i chcą być przytulane.

Powody są różne, podobnie jak reakcje rodziców. Jedni reagują na płacz przytuleniem i uspokajają dzieci, inni się złoszczą i zostawiają płaczące niemowlę samo w pokoju, zamykają drzwi, aby wygłuszyć hałas. A zatem od pierwszych dni życia wrodzone cechy charakteru łączą się z reakcjami rodziców czy opiekunów i wpływają na rozwój dziecka oraz jego emocje i ekspresję uczuć.

Jedną z najwcześniejszych ekspresji emocji jest pokazanie odrazy, obecne już u noworodków w reakcji na kwaśny smak. W drugim miesiącu życia dziecko śmieje się, gdy jest zadowolone, w trzecim miesiącu odpowiada uśmiechem na pewne wydarzenia, które cieszą starsze dzieci, na przykład na zaproszenie do zabawy. Jest też bardzo ciekawe otaczającego go świata, np. chce wyrwać z kontaktu ładowarkę do komputera, bo świeci się w niej światełko, które je fascynuje.

Oczywiście rodzice odciągają dziecko od kontaktu i tu po raz pierwszy w życiu niemowlęcia pojawia się świadomość zablokowanego celu - dziecko odkrywa, że czegoś mu nie wolno, co prowadzi do okazania złości.

Około czwartego miesiąca życia dziecko odczuwa również strach, co jest związane z większą mobilnością, a tym samym większą ekspozycją na zagrożenia i nowości.

W tym samym czasie pojawia się też smutek, kiedy opiekun nie reaguje na wysyłane sygnały. A zatem już w okresie niemowlęcym dzieci doświadczają emocji i je okazują.

Około 18. miesiąca życia pojawiają się tak zwane emocje samoświadomościowe, takie jak zakłopotanie czy zawiść, możemy również zaobserwować, że maluch jest w stanie okazywać współczucie.

W zasobach dziecka, które ma 2-3 lata, pojawia się ponadto duma, wstyd i poczucie winy, czyli reakcja na jego własne ja. Świat w różny sposób reaguje na emocje dziecka, nie zawsze tak, jak by ono chciało.

Przeczytaj: Napięcie emocjonalne: 6 sposobów na obniżenie

Ciekawe badania przeprowadzili Jeanne Brooks-Gunn i Michael Lewis. Okazało się, że matki inaczej reagowały na płacz dzieci 6-miesiecznych, a inaczej na płacz dwulatków. Inna była też reakcja na płacz chłopców i na płacz dziewcząt. Moim zdaniem zachowanie matek pokazało pewien błędny stereotyp, że od chłopców można częściej wymagać, aby sami radzili sobie z problemami i emocjami, dziewczynkom zaś warto okazywać więcej wyrozumiałości i wsparcia, pozwolić na chwile słabości.

AP: Czy sposób wychowania determinuje całe nasze życie?

BJ: Niekoniecznie. Metaforycznie mówiąc, dostajemy pewną trajektorię lotu, ale możemy ten lot modyfikować. Na naszej trasie pojawiają się różne wydarzenia i sytuacje, miłe i niemiłe, na które mamy wpływ albo z którymi musimy się mierzyć, choć nie możemy nic zmienić, zdarzenia sprzyjające rozwojowi i hamujące go.

To, jak na nie reagujemy, na jakie emocje sobie pozwalamy, a jakie tłamsimy, jakich emocji się boimy i staramy unikać, zależy zarówno od naszego charakteru, jak i sposobu wychowania oraz środowiska.

Osoby otwarte i odważne, które w dodatku mają wsparcie rodziny i przyjaciół, na trudności reagują jak na wyzwania i życiowe lekcje. Z kolei osoby nieśmiałe, zakompleksione i stłamszone przez otoczenie, mogą w tych samych sytuacjach odczuwać lęk i zamiatać problemy pod dywan, zamiast je rozwiązywać, albo wpadną w rozpacz. To samo zdarzenie może więc albo wyzwolić ekspresję uczuć, albo je stłumić.

AP: Od najmłodszych lat jesteśmy też uczeni określonych zachowań. Niektórzy rodzice i społeczności uczą empatii, inne okazywania siły. Są rodzice, którzy zamiast zachęcać dzieci do dzielenia się zabawkami, uczą je, jak rozstawiać rówieśników po kątach i okazywać własną siłę.

BJ: Patrząc na rodziców i otoczenie, słuchając ich rad, uczymy się zachowań prospołecznych albo agresji. Uczymy się dzielić zabawkami albo chować je przed innymi. W latach sześćdziesiątych John Bowlby i Mary Ainsworth stworzyli test nieznanej sytuacji, który służy do określania, jaką relację ma rodzic z dzieckiem. Dziecko idzie z mamą do miejsca, które jest mu nieznane. Po pewnym czasie mama wychodzi, dziecko zostaje samo i przychodzi ktoś obcy, po paru minutach matka wraca.

Reakcja dziecka pokazuje jeden ze stylów przywiązania, na przykład bezpieczny, czyli ten, do którego warto dążyć: dziecko czuje się bezpieczne przy matce, potrafi się bawić w nowym miejscu, głośno zgłasza potrzebę powrotu mamy, szuka jej i szybko się uspokaja, kiedy mama wróci. W efekcie dziecko wie, że gdy mama na chwilę wyjdzie, to nic się nie stanie - gdy będzie potrzebna, wróci. Dzieci mające poczucie bezpieczeństwa reagują mniejszym strachem na wyjście mamy czy pojawianie się obcych.

A teraz sytuacja odwrotna, czyli stan lękowy związany z brakiem poczucia bezpieczeństwa. Wynika on z faktu, że mama raz wraca, raz nie, i dziecko nigdy nie wie, czy ona wróci. Wtedy próbuje się przyklejać do mamy, płacze i krzyczy, gdy ona wychodzi, źle reaguje na obcych, a gdy mama wraca, potrzebuje bardzo dużo czasu, aby się uspokoić. Dziecko uczy się, że tylko poprzez bardzo silną ekspresję może otrzymać odpowiedź.

W efekcie wyrasta dorosły, który nie ma poczucia bezpieczeństwa w świecie, nie ufa ludziom i nigdy nie wie, czego się po nich spodziewać. Istnieje jeszcze styl unikający: dziecko dorasta w rodzinie, w której nie zwraca się uwagi na emocje. Rodzice uważają, że najlepiej zostawić płaczące dziecko samo, aby się wypłakało, wywrzeszczało, nie reagują, uważając, że dziecko histeryzuje i próbuje nimi manipulować.

Po jakimś czasie dziecko rzeczywiście przestaje płakać, ale badania pokazują, że poziom hormonu stresu, kortyzolu, jest u tych dzieci tak wysoki, że nie można uznać tej metody wychowawczej za dobrą. Takie dzieci w mniejszym stopniu uzewnętrzniają emocje, nie pokazują lęku, przywiązania, mają ubogą mimikę, bo nauczyły się, że ich emocjonalne potrzeby i tak nie będą zaspokojone.

Taki zimny wychów sprawia, że potem, już w dorosłym życiu, szukają nieświadomie partnerów, którzy są równie szorstcy w obyciu i nie okazują uczuć. Podobnie jak buntownik zazwyczaj szuka buntownika, a osoba introwertyczna i spokojna unika ludzi ekstrawertycznych i imprezowych.

I tu dochodzi do tzw. transmisji pokoleniowej: zablokowani emocjonalnie rodzice wychowują kolejne zablokowane pokolenie nieszczęśliwych dzieci. Na szczęście styl przywiązania nie determinuje nas, w 2012 roku przeprowadzono badania, które pokazały, że pod wpływem osób wychowanych w stylu bezpiecznym, które umieją okazywać emocje i dzielą się dobrymi uczuciami, osoby z pozostałych dwóch stylów wychowania mogą się zmienić. Oczywiście muszą sobie najpierw uświadomić swoje ograniczenia i lęki. No i muszą chcieć się zmienić.

Istnieje jeszcze styl zdezorganizowany, który jest najgorszą opcją: dziecko dorasta w środowisku, w którym każdy, kto się pojawia, robi mu krzywdę. Taki styl uniemożliwia wykształcenie się konstruktywnych form regulowania emocji i prowadzi do problemów adaptacyjnych. W ekstremalnych sytuacjach mówimy o rodzinach patologicznych, pełnych przemocy.

Człowiek pochodzący z takiej rodziny, o ile jest świadomy tej sytuacji, powinien rozważyć psychoterapię, ponieważ niewiele jest osób, które potrafią same przerobić traumę rodzinną i wieść szczęśliwe życie.

AP: Na rozwój naszych emocji mają wpływ nie tylko rodzice, lecz również rodzeństwo, środowisko rówieśników, nauczyciele w szkole, sytuacja socjopolityczna i ekonomiczna.

BJ: Tak, od tego, w jakich warunkach dorastają dzieci, czy żyją w pokoju, czy w strefie wojny, czy ich rodziców stać na wszystko, czy klepią biedę, czy nauczyciele są przyjaźni i sprzyjają ich rozwojowi, czy karcący i niemili, na przykład blokują ich ekspresję twórczą, zależy to, jakimi dorosłymi ludźmi staną się one w przyszłości i czy w dorosłym życiu będą umiały okazywać emocje, czy nie będą ich tłumić i kulić się wewnątrz ze strachu.

Rodzeństwo potrafi się wzajemnie uczyć od siebie empatii, ale też potrafi ćwiczyć się w zadawaniu bólu. Reakcja rodziców może pomóc starszemu rodzeństwu zrozumieć zachowanie młodszego, np. płacz niemowlęcia, a młodszemu rodzeństwu zrozumieć, że starsze musi mieć swoją przestrzeń i nie może włączać młodszego do wszystkich swoich aktywności, np. zabierać na imprezy.

W zależności od tego, czy rodzice postępują mądrze, czy nie, rodzeństwo staje się dla siebie wsparciem lub ze sobą konkuruje. Sprawiedliwe postępowanie i tłumaczenie dzieciom, co robią dobrze, a co źle, również pomaga im zrozumieć swoje emocje i nauczyć się je odpowiednio wyrażać. Myślę, że bardzo ważne jest właśnie to, aby z dziećmi rozmawiać, także o emocjach.

Badania rodzin o wysokich, średnich i niskich dochodach dały ciekawe wyniki. Okazało się, że rodziny, w których ciągle brakuje pieniędzy, mniej rozmawiają z dziećmi niż rodziny dobrze sytuowane. Badania przeprowadzone w 1995 roku przez Betty Hart i Todda Risleya wykazały, że dzieci z biednych rodzin słyszały około 600 słów na godzinę, a dzieci z rodzin zamożnych ponad dwa tysiące.

Również tematyka rozmów była bardziej zróżnicowana w rodzinach zamożnych, większa liczba wypowiadanych słów umożliwiała poruszenie wielu kwestii, w tym dotyczących emocji i uczuć, a rozmowa o emocjach jest jedną z konstruktywnych form ich regulowania.

Zatem dzieci z rodzin biednych mogą dorastać w przekonaniu, że emocje są mało istotne, skoro rodzice nigdy nie poruszali tematów z nimi związanych. Rozmowa jest zatem ważna i warto ją pielęgnować.

AP: Czy wycofani emocjonalnie rodzice mogą wychować otwarte na świat dziecko, które będzie odważne i ciekawe nowych sytuacji?

BJ: Jest to możliwe, ale dość trudne. Spójrzmy na dzieci jak na lusterka biegające po domu, one odzwierciedlają to, co widzą. Ciężko dać coś, czego samemu się nie ma. Rodzice o ograniczonych poglądach na ogół tak wychowują dzieci, że są one zamknięte na inność tak samo jak oni.

Zamknięci emocjonalnie rodzice nie wiedzą, jak wychować dziecko okazujące emocje i uczucia, aczkolwiek wiele osób decyduje się na samodzielną pracę nad sobą lub korzysta z terapii, aby swojemu dziecku dać szansę na lepszy rozwój emocjonalny i stworzyć mu szczęśliwe dzieciństwo.

Przekonania zaczerpnięte od przodków są dla wielu osób bardzo ważne i trudno się z nich wyzwolić. Jeśli w rodzinie z dziada pradziada mężczyźni byli zamknięci w sobie, nie odzywali się przy stole, wychowywali synów surowo i nigdy nie mówili im, że ich kochają, to nie można oczekiwać, że ich potomek nagle stanie się czuły i otwarcie będzie mówił o miłości swoim dzieciom i partnerce. Ale to wcale nie oznacza, że nie może się on zmienić.

Twórca coachingu prowokatywnego, Frank Farrelly, zwykł mawiać, że dopóki serce pompuje krew w organizmie, można nad sobą pracować i wprowadzać zmiany w życiu. Zatem niezależnie od tego, w jakim punkcie życia się znajdujemy i z jakimi sytuacjami się mierzymy, mamy wybór: możemy powielać schematy rodzinne albo je zmienić. To wymaga pracy, ale warto ją wykonać, bo osoby okazujące emocje czują się po prostu lepiej.

Osoby, które zamykają się w sobie, twierdzą, że wszystko po nich spływa jak woda po kaczce, są na dobrej drodze do wszelkiego rodzaju chorób psychosomatycznych. Naukowcy udowodnili bowiem, że emocje zawsze szukają ujścia, a gdy go nie znajdują, nasz organizm po prostu się buntuje. Zbyt długo tłumiona złość czy nieprzerobiona żałoba może być jedną z cegiełek wielu chorób lub prowadzić do uzależnienia od używek, bo one - paradoksalnie - uwalniają nasze emocje albo przynajmniej je zagłuszają.

Mówimy o tak zwanym przerzuceniu przez próg, czyli na przykład osiąganiu stanu odprężenia dopiero po wypiciu lampki wina. Wiemy, czym to się kończy. Emocje, umysł i ciało oddziałują na siebie wzajemnie. Mówimy o jedności psychosomatycznej. Proszę spojrzeć na zwykłe przeziębienie. Stan podgorączkowy i katar wywołują szereg emocji: rozdrażnienie, irytację, smutek. Naczynia połączone, gdzie jedno wpływa na pozostałe.

AP: Zatem warto się zastanowić, jakie emocje odczuwamy, odważnie je nazwać i zaobserwować, czy je okazujemy, czy tłumimy, i dlaczego tak postępujemy.

BJ: Zgadza się. Na początku warto uświadomić sobie, jakie mamy przekonania o emocjach. Najlepiej wziąć długopis i wyszczególnić je na kartce. To bardzo ważne, aby zapisać swoje myśli, ubrać je w słowa i móc potem do nich wrócić. Przykładowo: emocje utrudniają mi funkcjonowanie, bo gdy jestem opanowany, lepiej wykonuję swoją pracę i szybciej awansuję. Albo: uważam, że warto wychować dziecko bez okazywania emocji, bo tylko tak poradzi sobie we współczesnym świecie. Albo wręcz przeciwnie: lubię okazywać emocje, bo bez względu na to, czy pokazuję dobre czy złe, przynosi mi to ulgę i lepiej się czuję.

Maxie C. Maultsby, twórca Racjonalnej Terapii Zachowań, proponuje pięć pytań, które pozwalają określić zdrowe myśli i przekonania. Pierwsze: czy moje przekonanie o emocjach jest oparte na faktach? Drugie: czy moje poglądy na kwestie emocji chronią moje życie i zdrowie? Trzecie: czy moje przekonania pozwalają mi osiągać bliższe i dalsze cele? Czwarte: czy moje przekonania pozwalają mi rozwiązywać problemy i konflikty z innymi ludźmi? I piąte: czy moje przekonania pozwalają mi się czuć tak, jak chcę się czuć?

Należy odpowiedzieć na te pytania "tak" lub "nie". Jeżeli ktoś odpowie przynajmniej na trzy z nich negatywnie, to może mieć do czynienia z ograniczającym przekonaniem, które będzie sabotować jego działania. To, co myślimy i uważamy za prawdę o emocjach, wpływa na nasze zachowanie.

Na przykład hołdując przekonaniu: "nie warto mówić o emocjach, bo są szkodliwe i tylko fakty się liczą", możemy mieć trudności w rozwiązywaniu konfliktów małżeńskich, bo one opierają się w ogromnej mierze na emocjach i odpowiednim ich okazywaniu.

Trudniej też wtedy szczerze rozmawiać i budować zaufanie, bo jak iść ze złamanym sercem do matki czy ojca, którzy nie okazują miłości i wydają się zimni? Przecież tacy ludzie, zdaniem nastolatków, nie są w stanie pojąć, czym jest miłość i złamane serce. Zatem jeśli ktoś nie okazuje emocji, robi krzywdę sobie i swoim bliskim.

Przekonania ograniczające, które mamy o emocjach, można porównać do programu działającego w tle komputera. Pracujemy w Wordzie i złościmy się, że program ten działa zbyt wolno, nie mając świadomości, że w tle działa inny program, który tę sytuację powoduje. Trzeba te blokady usunąć i wtedy wszystko będzie działać tak, jak powinno.

Mówiąc o usuwaniu blokad, mam na myśli zbudowanie przekonania o emocjach, które będzie nas wspierać i dawać swobodę działania. Gdy usuniemy blokady wewnątrz naszej głowy, relacje z bliskimi staną się głębsze, nie będziemy się bać okazywania emocji i oni odwdzięczą się nam tym samym, bo stworzymy bezpieczne środowisko do wymiany uczuć, dzielenia się problemami i radością. Nie będziemy potrzebowali kieliszka wina, by się dobrze bawić i umówić na randkę z osobą, która się nam podoba.

AP: Co zrobić, gdy sami albo z pomocą bliskich czy terapeuty odkryjemy, że tłumimy w sobie emocje?

BJ: Najważniejsze to zdać sobie sprawę, że być może mój sposób myślenia, moje przekonania wcale nie są dla mnie dobre. Wtedy pojawia się otwartość na zmianę. Warto przyjrzeć się relacjom w swojej rodzinie, odkryć, co z zachowań rodziców okazało się dla mnie dobre, a co złe.

Pięknie to określił Stephen Covey, mówiąc, że możesz stać się buforem, który zatrzyma wszystko, co w starszych pokoleniach szkodziło tobie i twoim bliskim. Możesz po prostu zdecydować się działać tak, by kolejne pokolenia nie doświadczały tego, co szkodliwe.

Mówimy tu o świadomej i odważnej decyzji, aby pewnych zachowań nie powtarzać. Dobre wzorce warto zachować. W przypadku szkodliwych należy zastanowić się, jak uniknąć ich powtarzania. Nie jesteśmy swoimi rodzicami, mamy wolną wolę, możemy zmienić swój stosunek do odczuwanych emocji, nauczyć się je opisywać, "przerabiać" złe i dbać o dobre. Jak najbardziej, w przypadku trudności w tych obszarach warto skorzystać z profesjonalnej pomocy terapeuty lub coacha, w zależności z czym się mierzymy.

AP: Dobór słów jest ważny, gdy mówimy o emocjach?

BJ: Bardzo. Stwierdzenie "jestem smutny" nie jest precyzyjne. Pod smutkiem może się ukrywać zawiedzenie, rozczarowanie, poczucie krzywdy. Czyli tak naprawdę nie jestem smutny, lecz pozbawiony energii, bo ktoś zrobił mi przykrość. To samo dotyczy dobrych emocji.

Na przykład radość wiąże się z odczuwaniem również wielu innych emocji, które warto nazwać i pielęgnować. Może to być na przykład wdzięczność czy duma, że udało się nam coś zrobić, komfort psychiczny, bo rozwiązaliśmy jakiś problem, bezpieczeństwo, bo w końcu spłaciliśmy kredyt.

Poprawne nazywanie emocji jest bardzo ważne, pomaga usprawnić nasze funkcjonowanie w świecie. Nauczmy się nazywać emocje i pielęgnujmy te dobre. Jest na to wiele sposobów. Na początek proponuję zrobienie prostego ćwiczenia poprawiającego nastrój, szczególnie gdy czujemy, że znajdujemy się w sytuacji, która wydaje się wroga i nieprzewidywalna.

Każdego dnia warto zapisać trzy rzeczy, które wydarzyły się poprzedniego dnia i za które odczuwamy wdzięczność. Można to zrobić samemu czy samej, warto też pomóc dziecku zrobić to ćwiczenie (polecam). Warto wracać do tych pozytywnych doświadczeń, w ten sposób uczymy się zauważać nie tylko to, co złe, ale też to, co dobre.

Co więcej, opisywanie zdarzeń, zarówno radosnych, jak i nieprzyjemnych, pozwala uwolnić emocje, o których być może trudno jest mówić. Gdy jednak odważymy się je zapisać, to z czasem nauczymy się je też głośno artykułować. Robiąc to ćwiczenie z dzieckiem, nie tylko uczymy je okazywania emocji, ale też lepiej poznajemy swoje dziecko, dowiadujemy się, co jest dla niego ważne.

Nie musimy być wdzięczni wyłącznie za wielkie rzeczy, możemy odczuwać wdzięczność na przykład za to, że dojechaliśmy gdzieś na czas albo ktoś się do nas uśmiechnął lub ustąpił miejsca w autobusie. Osobom zainteresowanym pisaniem o własnych negatywnych emocjach polecam książkę Jamesa Pennebakera "Terapia przez pisanie".

AP: Odczuwając wdzięczność i okazując ją, sprawiam też radość osobom, które się przyczyniły do powstania tej emocji. I w ten sposób wymieniam z ludźmi dobrą energią. Jeśli komuś pomogę, to on w przyszłości chętniej pomoże mnie?

BJ: Zgadza się. Wymiana dobrych emocji sprawia, że czujemy się usatysfakcjonowani i mamy lepszy humor. Wdzięczność i życzliwość jest katalizatorem innych dobrych emocji.

W 2012 roku Kristin Layous zrobiła eksperyment. Podzieliła dzieci w wieku 9-11 lat na dwie grupy. Dzieci z grupy pierwszej miały trzy razy okazać życzliwość, zrobić coś dobrego, np. przytulić mamę, pomóc sąsiadce. Dzieci z grupy drugiej miały odwiedzić wybrane przez siebie miejsce. Po wykonaniu ćwiczenia w obu grupach poczucie zadowolenia u dzieci wzrosło, ale potem dzieci z klasy zostały poproszone o wskazanie, z kim chciałyby spędzać więcej czasu.

Szybko okazało się, że większość wybiera dzieci z grupy pierwszej, czyli tej, która okazywała życzliwość. To pokazuje, że ludzie chcą przebywać z osobami życzliwymi. Zatem to, co robimy i jak okazujemy emocje, wpływa na to, jak otoczenie będzie się do nas odnosić. Relacja człowiek-środowisko jest wielkim darem i warto go pielęgnować w odpowiedni sposób.

AP: Nie można zakręcić kurka ze złymi emocjami i odczuwać tylko dobrych?

BJ: Nie można, emocje płyną z jednego kranu. Bardzo ważna jest świadomość, że kluczem do tego, aby odczuwać dobre i przyjemne emocje, jest akceptacja emocji negatywnych i pogodzenie się z faktem, że zawsze będą się zdarzać przykre sytuacje, które spowodują pojawienie się niechcianych emocji, ale możemy je przepracować i zmniejszyć do minimum.

Wypieranie złych emocji wiąże się niestety z zablokowaniem tych dobrych. Przykładowo, poczucie krzywdy jest często emocją, którą chcemy wymazać, co może blokować nasz dalszy rozwój. Warto przeanalizować i zrozumieć sytuację, nadać jej znaczenie, które pomoże ją zaakceptować.

Niestety zdarza się, że utykamy w pozornie skutecznych strategiach, takich jak zaprzeczenie, udajemy, że nic się nie stało. Czasami wchodzimy w rolę wiecznej ofiary. Wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy, ale żyje w toksycznych relacjach, bo wyciąga korzyści z traumy, na przykład współczucie ludzi z najbliższego otoczenia, którzy wtedy wiele rzeczy robią za nie. Aby przestać być ofiarą i wziąć życie w swoje ręce, trzeba najpierw uczciwie przyznać się do tego, że się nią jest, że w jakiś sposób jest to wygodne.

Następnie trzeba postanowić, że nie będzie się już ofiarą. Każdy ma prawo czuć się źle, mieć poczucie krzywdy, ale to nie oznacza, że nie może sam kształtować swojego życia. Gdy postanowimy, że już nigdy więcej nie chcemy być ofiarą, to w konsekwencji zmienimy lub wręcz zerwiemy relacje z toksycznymi ludźmi i weźmiemy pełną odpowiedzialność za swoje czyny i emocje. Warto też popracować nad wybaczeniem, bo wybaczenie daje nam wolność.

Wybaczenie nie jest darem dla osoby krzywdzącej, ale dla nas samych. Proces wybaczania jest uzależniony od kalibru wyrządzonej krzywdy, bo inaczej podchodzimy do wybaczania żartów i docinków, a inaczej do zdrady lub molestowania. Gdy wybaczamy, oddzielamy się emocjonalnie od ludzi, którzy nas skrzywdzili, a także od emocji, jakie w nas wywoływali, stajemy się wolni.

AP: Z poczuciem winy jest podobnie?

BJ: Tak. Poczucie winy jest zupełnie bezproduktywne, blokuje możliwość rozwoju, często prowadzi do karania samego siebie. Zrobiłem lub zrobiłam coś źle, więc nigdy więcej nie będę okazywać emocji, za karę nie wejdę w nowy związek albo nie będę spotykać się z ludźmi lub odmówię sobie innej przyjemności. Czyli nazywając sprawy po imieniu - autosabotaż. To jest zupełnie bez sensu.

Należy wybaczyć sobie, zrozumieć, dlaczego postąpiło się źle. Poczucie winy jest cennym drogowskazem. Oznacza, że zrobiło się coś, co jest sprzeczne z naszymi wartościami. Jeżeli możesz, to napraw tę sytuację, jeżeli to niemożliwe, zadbaj, aby w przyszłości nic podobnego się nie wydarzyło.

I tu pojawia jedna z piękniejszych prawd o emocjach: emocje przynoszą nam trzy dary. Po pierwsze, zwracają nam uwagę na obszar w życiu, w którym dzieje się coś ważnego. Po drugie, przekazują informację, tak jak w przypadku wspomnianego poczucia winy. Dzięki wdzięczności odkrywamy, że doświadczyliśmy czegoś, co jest dla nas dobre. Możemy tę wdzięczność przekazać dalej.

Odraza mówi nam, że zbliżamy się do czegoś potencjalnie niebezpiecznego i powinniśmy coś zrobić, aby tego uniknąć.

Miłość szepcze: "to jest doskonałe, zostań tu". Po trzecie, każda emocja daje nam energię do działania i właśnie to od nas zależy, jak tę energię wykorzystamy.

AP: Podsumowując: dbajmy o swoje emocje, bo są naszym sprzymierzeńcem, a nie wrogiem. Pozwalajmy sobie na wyrażanie ich. Zaakceptujmy fakt ich istnienia.

BJ: Tak, podpiszę się pod tym. Proszę tylko pamiętać, że w życiu są sytuacje, kiedy warto poczekać z wyrażaniem emocji, jakkolwiek jest ich niewiele. Czasami opanowanie emocji może być pomocne. Wyobraźmy sobie sytuację: ktoś jest w pracy, odbiera telefon i dowiaduje się, że jego partner miał ciężki wypadek i jest w szpitalu.

W takim razie trzeba działać, wsiąść do samochodu, dojechać bezpiecznie do celu, odebrać dzieci ze szkoły, oddać je pod czyjąś opiekę, pojechać do szpitala, załatwić sprawy prawne. Tu nie ma miejsca na działanie pod wpływem silnych emocji. Dopiero potem przychodzi czas na ich uwolnienie.

Doświadczanie emocji to też rozmowa z najbliższymi i dziećmi o ich i swoich uczuciach, uczciwe przyznanie się do lęku, ale i nadziei, a nie udawanie, że nic się nie stało. Dzięki takim rozmowom lepiej radzimy sobie z trudnymi emocjami, uczymy się konstruktywnych form akceptacji i regulacji. Zawsze warto mówić o emocjach, rozumieć komunikaty, jakie wysyłają nam bliscy, zaakceptować całe spektrum pozytywnych i negatywnych emocji. One dają nam siłę.

Autor publikacji:
Dr Agnieszka Podolecka
agnieszka.podolecka@ktociewyleczy.pl

Dr Agnieszka Podolecka urodziła się w Sri Lance i od najmłodszych lat interesowała się innymi kulturami. Jest orientalistką i afrykanistką. Pracę doktorską napisała na temat szamanizmu południowoafrykańskiego i jego oddziaływania na New Age. Prowadzi badania w RPA, Lesotho. Namibii, Botswanie, Zambii i Zimbabwe. Jest autorką artykułów naukowych i dwóch powieści: "Za głosem sangomy" i "Żar Sahelu"

Zobacz więcej artykułów tego eksperta
Wczytaj więcej
Zapisz się i odbierz wybrany magazyn gratis!
Zapisz się i odbierz prezent
Nasze magazyny
Copyright © AVT 2020 Sklep AVT