Jesteś terapeutą?

Pierwszy człowiek wyleczony z HIV

Berliński Pacjent - pod tym pseudonimem przez lata ukrywał się mężczyzna, który jako jedyny zakażony HIV całkowicie wrócił do zdrowia. Prawdopodobnie nie byłoby to możliwe, gdyby nie zachorował na białaczkę: to właśnie przeszczep szpiku uratował mu życie i wyleczył z dwóch poważnych chorób.

04 marzec 2019 Artykuł na: 9-16 minut
odporność pacjent
Zdrowe zakupy

Nazywam się Timothy Ray Brown i jestem pierwszą na świecie osobą wyleczoną z HIV. Podczas studiów w Berlinie w 1995 r. odebrałem pozytywne wyniki testu na obecność wirusa. Zacząłem od niskich dawek azydotymidyny (AZT), ale w następnym roku pojawiły się na rynku inhibitory proteazy i podobnie jak wielu innych zakażonych HIV mogłem wieść względnie normalne życie, równie długie jak w przypadku osób zdrowych1.

Timothy urodził się w Stanach Zjednoczonych, ale niedługo po studiach opuścił Amerykę, by uczyć języka angielskiego w Hiszpanii. Wtedy też, jak sam podejrzewa, zaraził się wirusem. Ale o tym, że jest nosicielem HIV, dowiedział się dopiero po przeniesieniu się do Niemiec. Zamieszkał w Berlinie i podjął studia na uniwersytecie. Po tygodniu od przeprowadzki zaczął gorączkować, poddał się więc badaniom, a wkrótce potem z kliniki leczenia chorób tropikalnych przyszła wiadomość, że wyniki testu krwi wskazują na zakażenie HIV, do którego musiało dojść stosunkowo dawno, jako że w jego krwi stwierdzono niski poziom limfocytów T, wyniszczanych przez ten wirus2.

HIV, czyli ludzki wirus niedoboru odporności (ang. human immunodefficiency virus), to jeden z najbardziej zjadliwych patogenów - odkąd został rozpoznany, zaatakował ponad 70 mln ludzi. Światowa Organizacja Zdrowia donosi, że w 2017 r. na całym świecie żyło prawie 37 mln chorych. W tym samym roku z powodu chorób towarzyszących zakażeniu HIV zmarło milion osób. Wirus przenosi się przede wszystkim za pośrednictwem krwi, nasienia i preejakulatu oraz z mlekiem matki i wydzieliną z pochwy. Obecnie największe ognisko epidemiologiczne znajduje się w Afryce - według danych WHO zarażona jest tam jedna na 25 osób, co oznacza, że dwie trzecie spośród wszystkich nosicieli wirusa HIV na świecie to mieszkańcy tego kontynentu. W Polsce w wyniku samych kontaktów seksualnych dochodzi do prawie 1,5 tys. zakażeń rocznie3.

Kiedy wirusy HIV dostaną się do wnętrza komórek zwanych limfocytami T pomocniczymi (Th), wklejają swój kod genetyczny w ich DNA, zmuszając je do wytwarzania nowych wirusów. Przyczynia się to do obumierania tych komórek, dlatego zmniejszenie ich liczby wskazuje na obecność HIV4.

Co ciekawe, to nie sam wirus zabija, ale choroby, które rozwijają się w wyniku osłabienia reakcji immunologicznej organizmu. Dla nosiciela HIV lub też osoby chorej na AIDS (zespół nabytego upośledzenia odporności, który może rozwinąć się w wyniku zakażenia wirusem) każda infekcja stanowi zagrożenie życia. W konsekwencji pacjenci umierają z powodu zapalenia płuc, nowotworów lub innych chorób. Dotychczas nie wynaleziono skutecznego sposobu na HIV, istnieją jednak leki antyretrowirusowe, które służą m.in. zmniejszeniu wiremii, czyli obecności wirusa we krwi, a tym samym ograniczają jego oddziaływanie na organizm. Dzięki temu AIDS nie jest już zaliczany do chorób śmiertelnych, tylko do przewlekłych. Timothy przyjmował takie leki i przez 10 lat wydawało się, że będzie się cieszył długim, względnie normalnym życiem. Jednak w 2005 r. nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia1.

Groźna białaczka

W czasie krótkiego pobytu w Nowym Jorku, dokąd wybrał się na ślub przyjaciół, Timothy bez przerwy odczuwał zmęczenie. Nie zmieniło się to po powrocie do Berlina: gdy pojechał na rowerze do restauracji oddalonej od miejsca pracy o półtora kilometra, musiał z niego zsiąść w połowie drogi. Zaniepokoił się tym, ponieważ wcześniej pokonywał takie dystanse bez problemu. Natychmiast skontaktował się ze swoim partnerem Michaelem, który również był zakażony HIV. Postanowili bezzwłocznie udać się do lekarza.

Dowiedziałem się, że mam anemię. Przetaczano mi przez kilka dni krew, a ponieważ to nie pomogło, skierowano mnie do onkologa, który oznajmił, że według niego nic poważnego mi nie dolega. Mimo to zostałem poddany bardzo bolesnej biopsji szpiku kostnego. Wróciłem w poniedziałek na dalsze leczenie. Wtedy lekarz powiadomił mnie, że mam ostrą białaczkę szpikową (AML) i wymagam hospitalizacji. Zdecydowałem się na znajdujący się w pobliżu mojego mieszkania pewien berliński szpital. Lekarz zadzwonił do doktora Gero Huettera, który powiedział: przyślijcie go1.

Dzień później Timothy stawił się w szpitalu. Najpierw został poddany zabiegowi cewnikowania serca, a następnie serii dożylnych wlewów. Przeprowadzono je w czterech jednotygodniowych cyklach, między którymi były kilkutygodniowe przerwy. Po pierwszej serii chemioterapii Timothy czuł się dobrze, ale po drugiej rozwinęła się grzybicza infekcja płuc. Na szczęście udało się ją wyleczyć. Niestety po trzecim cyklu chemioterapii doszło to tak poważnego zakażenie krwi, że lekarze byli zmuszeni wprowadzić Timothy'ego na 24 godziny w stan śpiączki farmakologicznej. Gdy sytuacja została opanowana, dr Huetter doradził mu, by zrobił sobie wakacje. Timothy udał się więc na urlop do Włoch. Wcześniej jednak pobrano próbkę jego krwi, by można było poszukać w bazie Niemieckiego Czerwonego Krzyża potencjalnego dawcy szpiku1,2.

Nowotwory krwi nie są częstymi chorobami współtowarzyszącymi zakażeniu HIV. Ponieważ jednak wirus atakuje układ odpornościowy, pacjent staje się w zasadzie podatny na każdą chorobę. Ostra białaczka szpikowa to dość rzadkie schorzenie: atakuje mniej więcej 4 na 100 tys. osób5. W jej przebiegu dochodzi do nieprawidłowego kształtowania się z komórek macierzystych szpiku kostnego płytek krwi, krwinek białych i krwinek czerwonych. Krwinki nie tylko nie spełniają wtedy swoich funkcji (obrona organizmu przed infekcjami, transport tlenu, współuczestnictwo w gojeniu ran), ale też nie ulegają apoptozie (planowanej śmierci), a namnażając się, stanowią zagrożenie dla całego organizmu. Jednym z wyraźniejszych objawów choroby jest anemia6. Ostrą białaczkę szpikową w niektórych przypadkach można skutecznie leczyć za pomocą przeszczepu komórek macierzystych ze szpiku kostnego od zdrowego dawcy, jednak znalezienie go, czyli tzw. krewniaka, jest niezwykle trudne.

Timothy miał szczęście: próbki krwi prawie 300 osób spośród zarejestrowanych w banku dawców wykazały zgodność z jego próbką. W związku z tym dr Huetter postanowił rozwiązać 2 problemy naraz, co wiązało się z koniecznością znalezienia w grupie "krewniaków" dawcy genetycznie pozbawionego pewnego białka występującego w komórkach układu odpornościowego. Chodziło o białko, które ludzki wirus niedoboru odporności wykorzystuje, by podłączyć się do komórki i rozpocząć proces namnażania.

Pomoc z Dalekiego Wschodu

Rasayana to system zabiegów wywodzących się z ajurwedy, których celem jest budowanie odporności organizmu. Grupa naukowców ze Sri Lanki postanowiła sprawdzić skuteczność rasayany jako terapii adjuwantowej (wspomagającej) w leczeniu zakażenia HIV.

Do badania zaproszono 27 ochotników z pozytywnymi wynikami testu na obecność wirusa, których podzielono na 2 grupy:

  • grupie A podawano dwa razy dziennie mieszankę ranahamsa rasayana razem z mlekiem krowim i cukrem
  • grupa B miała kontynuować terapię konwencjonalną Po 90 dniach okazało się, że u ochotników z grupy A liczba limfocytów Th zwiększyła się niemal o połowę.

Dla autorów badania to dowód, że ajurweda jest pomocna w leczeniu HIV7. Zdaniem indyjskich ekspertów panchgaviya, czyli terapia darami krowy (mleko, masło, twaróg, mocz i kał), może być ponadto stosowana w leczeniu takich chorób jak cukrzyca, nowotwory i AIDS8

Powtórne narodziny

Udało się znaleźć odpowiedniego dawcę, który wyraził zgodę na ewentualny przeszczep. Nie wydawał się on jednak konieczny, ponieważ białaczka ustąpiła. Dlatego też Timothy odmówił poddania się zabiegowi - zamierzał utrzymać HIV w ryzach za pomocą leków antyretrowirusowych. Jego decyzja była przemyślana - zanim ją podjął, skonsultował się z kilkoma osobami i odkrył, że ok. 50% pacjentów poddanych przeszczepowi szpiku umierało w tamtych czasach niedługo po zabiegu.

Ale wkrótce nastąpił nawrót nowotworu i Timothy zdecydował się na terapię komórkami macierzystymi1. Dzięki temu w jego organizmie miały powstawać prawidłowe krwinki i płytki krwi. Ale jak po każdym przeszczepie, również w tym przypadku pacjent musi przyjmować leki immunosupresyjne do końca życia, co oznacza osłabienie układu odpornościowego i większą podatność na infekcje. Mimo to Timothy odstawił leki antyretrowirusowe i poddał się zabiegowi 6 lutego 2007 r. Dzień ten uważa za datę swoich powtórnych narodzin.

Poprawa nastąpiła niemal od razu. Trzy miesiące po przeszczepie w jego organizmie nie było śladu po HIV. Ustąpiło ciągłe zmęczenie, podjął pracę, a nawet zapisał się na siłownię. Jednak już pod koniec roku, po podróży do Stanów Zjednoczonych, zachorował na zapalenie płuc, a białaczka zaatakowała ponownie. Kilka tygodni później przeprowadzono więc kolejny przeszczep, wykorzystując szpik od tego samego dawcy. Zamiast poprawy nastąpiło jednak pogorszenie stanu zdrowia, Timothy miał omamy i problemy ze wzrokiem. Doszły do tego trudności z poruszaniem się, więc skierowano go na terapię do centrum rehabilitacji dla osób po ciężkich urazach mózgu1. Lekarze podejrzewali, że białaczka zaatakowała układ nerwowy.

Skierowali mnie na biopsję mózgu, a przy okazji przebadali mi krew pod kątem HIV. (...) Nie znaleźli ani komórek nowotworowych, ani wirusa, co było bardzo dobrą wiadomością (...). W zasadzie tkanka, którą badali, jest jednym z głównych rezerwuarów HIV, ale nie potrafię policzyć, ile jeszcze biopsji wykonano, ile kolonoskopii2.

Wydawać by się mogło, że tak wspaniała wiadomość, jak pokonanie jednego z najbardziej zjadliwych wirusów, szybko obiegnie świat, a bohater tej historii stanie się niejako medycznym celebrytą. Tymczasem Timothy bardzo dbał o swoją prywatność. W mediach znany był jedynie jako Berliński Pacjent. Dopiero po kilku latach zgodził się upublicznić swoje nazwisko i wizerunek. Niedługo potem, w 2010 r., zdecydował się powrócić do USA. Od tamtej pory czynnie bierze udział w życiu publicznym: założył fundację, udziela wywiadów w gazetach i w telewizji, jest zaangażowany w badania nad lekiem i szczepionką na HIV1. Jak sam twierdzi, najtrudniej pogodzić mu się z myślą, że jest zdrów, podczas gdy inne osoby z pozytywnym wynikiem testu na obecność wirusa - w tym jego partner - wciąż czekają na skuteczną terapię2.

Lekarstwo dla wszystkich

Minęło już prawie 11 lat, odkąd Timothy poddał się przeszczepowi. Mimo że dwa największe problemy zdrowotne zniknęły z jego życia, pozostały inne, z którymi medycyna niezupełnie potrafi sobie poradzić. Żeby wypełnić ubytki w mózgu po biopsji, wszczepiono mu napełniony powietrzem balonik. To jednak nie zastąpi utraconej części organu - Timothy do dziś ma trudności z utrzymaniem równowagi. Ponadto przyjmuje tzw. PrEP, czyli lek zmniejszający ryzyko zakażenia HIV2. Terapia nie jest uciążliwa, polega na przyjmowaniu raz dziennie tabletki, w której znajdują się dwie substancje czynne (tenofowir i emtrycytabina)4.

Timothy nie jest jedyną osobą, która została poddana przeszczepowi komórek macierzystych z nadzieją jednoczesnego wyleczenia HIV. Ale czas pokazał, że tylko w jego przypadku udało się to zrobić skutecznie. Dlatego chce poświęcić swoje życie ratowaniu innych, co oficjalnie deklaruje:

Fundacja Timothy'ego Raya Browna i Światowy Instytut AIDS zainicjowały The Cure Report, przewodnik po badaniach skupiających się na wyleczeniu HIV i stworzeniu szczepionki przeciw temu wirusowi oraz na dostarczaniu na bieżąco informacji o postępach w badaniach. Nie spocznę, dopóki HIV nie zostanie pokonany!1

Julia Cember

Holistic Health
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W:
Holistic Health 2/2019
KUP wydanie ELEKTRONICZNE
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W
Holistic Health 2/2019
Holistic Health
Kup teraz
Wczytaj więcej
Poczekaj, może to cię zainteresuje
Close icon
Nasze magazyny