Jesteś terapeutą?

Mały Jaś i Wielka Machina NFZ

Jaś nie jest małym chłopcem, o nie. Jaś jest całkiem poważnym facetem, ma swoje kieszonkowe, własny telefon, a nawet psa, z którym wychodzi codziennie rano na spacer. No cóż, poważne obowiązki, jak przystało na poważnego dziewięciolatka. Jaś chodzi do szkoły, uczy się przyzwoicie i jak każdy chłopiec w tym wieku ma przygody: obdrapane kolana, kilka siniaków, podarte spodnie. Na ogół nic wielkiego. Ale to w czwartek, to naprawdę było coś.

29 listopad 2019
Artykuł na: 6-9 minut pacjent dziecko

To była ich pierwsza samodzielna wyprawa nad Rzekę. Co prawda rodzice zabronili chodzić Jasiowi nad Rzekę, a zwłaszcza ślizgać się po lodzie, ale w tak piękny, mroźny dzień nic nie mogło się stać. Niby zbliżała się wiosna, ale tu przy brzegu mróz jeszcze trzymał. Poza tym wszyscy chłopcy z klasy się ślizgali i nigdy nic się stało.

Człowiek jest jednak bezsilny wobec przeciwności losu. Jaś nie oddalił się od brzegu daleko, ale wystarczyło, by przemoczyć buty (niestety całkiem nowe) oraz spodnie, i kurtkę też. Bał się. Och, jak bardzo. Najpierw tego, że się utopi. Potem gniewu rodziców. Jaś schował się w krzakach i czekał. Nie bardzo wiedział na co. Zdjął mokrą kurtkę, bo była ciężka i nieprzyjemna, i czekał, a świat robił się coraz zimniejszy…

Beata Krudkopad-Szaturska
Pedagog, psycholog i coach relacji. Prowadzi szkolenia w Naczelnej Izbie Lekarskiej, Okręgowych Izbach Lekarskich, szpitalach i przychodniach. Certyfikowany mediator wpisany na listę mediatorów Sądu Najwyższego. Właścicielka firmy Akademia Rozwoju Absolwent (www.absolwent.biz), która oferuje szkolenia z zakresu kompetencji miękkich. Realizatorka ogólnopolskiego projektu "Młody lekarz" dotyczącego funkcjonowania systemu ochrony zdrowia oraz umiejętności komunikacji, współpracy i budowania relacji z pacjentem dla lekarzy rozpoczynających pracę. Specjalista w zakresie odpowiedzialności zawodowej lekarzy. Szukając balansu między pracą zawodową a życiem prywatnym, doskonali swoje umiejętności gry na saksofonie.

Do szpitala przywiozła Jasia karetka pogotowia. Nieprzytomnego i wymarzniętego chłopca zauważyli młodzi ludzie podczas wieczornego spaceru. W drzwiach izby przyjęć spotkali się wszyscy - ratownicy medyczni, rodzice i Jaś, który nadal miał na sobie przemoczone buty i T-shirt. Kurtka została w krzakach nad wodą. Był siny z zimna.

- Trzeba go ogrzać, może chociaż przyniosę gorącą herbatę. W korytarzu jest maszyna z napojami - zaoferował się ratownik medyczny, widząc przerażonych rodziców.
- Nie ma mowy - natychmiast i stanowczo zaoponował Pan Doktor - to nastolatek, nie wiadomo, może pijany, może naćpany, zaraz mi tu rzygać zacznie.
- Jaś nie jest nastolatkiem, jest wysoki jak na swój wiek, ale to mały chłopiec, ma dopiero 9 lat - odparła matka.
- O, to pani nic nie wie o dzisiejszej młodzieży - mówił Pan Doktor - a Jaś siedział i marzł. -

Więc, co? Będzie pan tak patrzył i siedział z założonymi rękami? A co do rzygania, to trudno, pacjenci robią różne rzeczy, prawda? Ale skoro szpital nie ma salowych, to ja posprzątam - odpowiedziała matka i poczuła, jak krew napływa jej do twarzy. Tylko spokojnie. CEL: bezpieczeństwo Jasia. Awantura niczego nie przyspieszy. Współpracuj. Na ewentualne skargi i żale przyjdzie czas.

- Imię i nazwisko - to głos pielęgniarki. Zupełnie wyprany z emocji.
- Moje czy dziecka?
- I jedno i drugie.
- Jan Zwyczajny - spokojnie odpowiedziała matka.
- OK, będziemy to robić równolegle - dodała, patrząc na pielęgniarkę - ja zajmę się swoim synem, a pani będzie zadawać pytania - i zaczęła zdejmować swoją kurtkę, buty i skarpetki.
- Data urodzenia, miejsce zamieszkania, imiona i nazwiska rodziców, nazwisko panieńskie matki (babci), przebyte choroby, przyjmowane lekarstwa…

Matka odpowiadała na pytania, zamieniając mokre ubranie Jasia na swoje suche, jednocześnie próbując wypytać syna o to, jak się czuje i czy nic go nie boli. Jaś reagował na głos matki, ale nie odpowiadał. Był niezbyt przytomny.

A Pan Doktor słuchał, patrzył i milczał.
Dobrze, że chociaż nie przeszkadza, pomyślała matka. Gdyby i on zaczął zadawać pytania, wszystko trwałoby jeszcze dłużej. I dobrze, że udało mi się wypchnąć męża za drzwi, dodała w duchu. W przeciwnym razie byłaby awantura.

Na koniec Pan Doktor wezwał innego lekarza i Jaś został przyjęty na oddział, zbadany, ubrany w ciepłą pidżamę, położony do ciepłego łóżka. Dostał też kroplówkę. Pani Doktor była miła, cierpliwa i kojarzyła się z bezpieczeństwem.

- Niech się pani nie dziwi - odpowiedziała żalącej się matce - taka procedura. Nic nie da się zrobić. NFZ… Bez tych danych nie można przyjąć dziecka na oddział. A nikt nie chce kłopotów, rozumie pani?
- Nie bardzo - odpowiedziała matka. - Zawsze myślałam, że lekarze, szpital, no, że w ogóle służba zdrowia jest po to, żeby leczyć, pomagać… że najważniejszy jest człowiek.

Miła Pani Doktor wzruszyła ramionami i poszła na oddział. Leczyć i pomagać… ale też spełniać wymogi NFZ.

Ta historia mogłaby potoczyć się inaczej. Zdenerwowani rodzice, często nie rozumiejąc zachowania lekarzy, wszczynają awantury. We wzajemnych oskarżeniach, żalach, gniewie umyka to, co najważniejsze: bezpieczeństwo, zdrowie, a nawet życie naszych bliskich.

Co pacjent powinien wiedzieć o relacji z lekarzem, żeby przetrwać?

1. Podobnie jak mama Jasia, skup się na tym, co w danej chwili najważniejsze - na bezpieczeństwie Twoich bliskich.
2. Zarządzaj własnymi emocjami, nie daj się ponieść gniewowi - to niczego nie ułatwi i nie przyspieszy. Nie daj się sprowokować, nie reaguj gniewem. To nie znaczy, że masz być bierna. Bądź stanowcza. Gniew, nawet najbardziej uzasadniony, prędzej czy później doprowadzi do katastrofy - agresji, złośliwości, większego stresu i straty czasu, który powinien być przeznaczony na pomoc potrzebującemu.
3. Staraj się współpracować.
4. Nie próbuj zrozumieć zarządzeń NFZ. Nie rozumieją ich nawet lekarze.

Wczytaj więcej
Polub
Dołącz do nas na Facebooku:
Dołącz do naszego Newslettera i odbierz prezent:
Budujemy Dom
Nasze magazyny