Jesteś terapeutą?

Dlaczego ludzie nie dotrzymują danych sobie obietnic? - wywiad z psycholożką Dominiką Maliszewską

To normalne, że ludzie czasem nie dotrzymują słowa. Problem pojawia się wtedy, gdy uparcie powtarzają obietnice, których nie spełniają, i nie wyciągają z tego wniosków...

Artykuł na: 23-28 minut psychologia
Zdrowe zakupy

Dominika Maliszewska  Dominika Maliszewska psycholożka, certyfikowana psychoterapeutka Gestalt. Blisko 20 lat pracowała z pacjentami w poradniach i szpitalach, jako psychoterapeutka pomaga ludziom przezwyciężać kryzysy i rozwijać się. Jest twórczynią Pracowni Psychoterapii "PoWoli", specjalizuje się w pracy z osobami wysoko wrażliwymi. Współpracuje także z Centrum Integracji Psychicznej i Somatycznej w Warszawie.

Agnieszka Podolecka: Wchodząc w nowy rok, wiele osób składa sobie różne obietnice dotyczące wprowadzenia zmian w swoim życiu, a potem na ogół ich nie dotrzymuje. Dlaczego przyrzekamy sobie, że coś zrobimy, a potem z tego rezygnujemy?

Dominika Maliszewska: Myślę, że zjawisko niespełnionej obietnicy ma głębokie korzenie. Przychodzi mi do głowy biblijny obraz pierwszych rodziców, którzy – zwiedzeni obietnicą – sięgają po zakazany owoc, aby "być jak Bóg", co kończy się ostatecznie utratą pierwotnego szczęścia w raju.

Większość osób doświadczyła takiego stanu, w którym ich nadzieje czy pragnienia zostały zawiedzione. Kiedy jesteśmy niemowlętami, zależnymi od naszych opiekunów, przeżywamy mniejsze lub większe frustracje, gdy matka nie reaguje na nasze potrzeby. Albo wprost przeciwnie – czujemy się jak w raju, gdy odpowiedź na sygnalizowane potrzeby jest adekwatna i szybka.

Ponieważ dziecko nie odróżnia jeszcze siebie od matki, bo jest z nią w symbiotycznej jedności, ma złudzenie omnipotentnej kontroli i dysponowania mocą matki jak własną. Wiemy jednak, że w określonym czasie musi nastąpić separacja, nauka samodzielności, i wtedy "raj" zostaje utracony.

Podobna sytuacja ma miejsce około 12. miesiąca życia, gdy dziecko zaczyna chodzić i szybko uczy się mnóstwa nowych umiejętności – przeżywa prawdziwy "romans ze światem" i ma poczucie, że wszystko może. Niestety wkrótce doświadcza zderzenia z własną słabością i ograniczeniami, bo nadal jest zależne i kruche.

To są bardzo ważne i potrzebne dla rozwoju etapy życia. Paradoksalnie właśnie optymalne nacieszenie się tymi złudzeniami w dzieciństwie daje szanse na to, że jako osoby dorosłe łatwiej pogodzimy się z tym, iż nie istnieje magiczna moc i nie ma ludzi o nieograniczonych możliwościach.

Problem pojawia się wtedy, gdy nieświadomie powtarzamy dziecięcy schemat, np. mając iluzję posiadania magicznej mocy lub istnienia raju na ziemi. Czekamy, że zmiana dokona się bez wysiłku z naszej strony – dana obietnica jako taka poprawia nam samopoczucie, ale sama się nie spełnia, więc jesteśmy rozczarowani.

AP: To ciekawe, przecież gdy spełniamy obietnicę daną sobie albo komuś innemu, czujemy się lepiej.

DM: Oczywiście, mamy wiele korzyści z dotrzymywania obietnic, np. wzrost zaufania do siebie, potwierdzenie własnej wiarygodności w oczach innych, poczucie sprawczości i kompetencji, podtrzymanie dobrej samooceny.

AP: Skąd zatem te obiecanki cacanki?

DM: Myślę, że są takie momenty w życiu, kiedy jesteśmy bardziej podatni na składanie tego rodzaju obietnic. W okresie świąteczno-noworocznym ożywają nasze dziecięce potrzeby i marzenia. Sprzyja temu rodzinny charakter świąt, magiczny klimat kreowany w mediach, sklepach i na ulicach, tradycja związana ze składaniem życzeń i obdarowywaniem prezentami.

Łatwo więc ulec złudzeniu, że "dobre czasy" z dzieciństwa powrócą lub że możemy teraz zrekompensować nasze niezaspokojone dziecięce potrzeby. Rodzi się nadzieja, że wszystko jest osiągalne, jeśli się tylko tego chce, że nasze życzenia zostaną spełnione. Jednak rzeczywistość okazuje się inna.

Atmosfera w naszych domach często nie przypomina tej pokazywanej w reklamach, czas spędzany z rodziną obnaża nasze wady i braki budowania bliskości na co dzień. Jednocześnie jesteśmy świadomi tego, że mija kolejny rok naszego życia, że postarzeliśmy się i wielu rzeczy nie udało się nam zrealizować.

To okres podsumowań, które nie zawsze wypadają tak dobrze, jak byśmy chcieli. Noworoczne obiecywanie może więc być czasem sposobem na radzenie sobie ze stratami.

Wydaje się, że sprzyjają mu też inne okresy, w których coś się kończy, a coś zaczyna, na przykład pretekstem do składania sobie obietnic bez pokrycia lub robienia wielkich planów są urodziny czy zbliżające się wakacje. Obietnica na rok 2021

AP: Mimo danej sobie obietnicy nie chudniemy, bo nie chcemy lub nie jesteśmy w stanie zrezygnować ze słodyczy albo nie umiemy zmobilizować się do ćwiczeń. Nie zrywamy kontaktów z toksycznymi ludźmi. Nie zmieniamy pracy, bo choć nie znosimy tej, którą mamy, boimy się, że w nowej wcale nie będzie lepiej. Skoro mamy świadomość, że nie wywiązujemy się z obietnic, które sami sobie dajemy, po co w ogóle coś sobie obiecywać?

DM: A ja spojrzałabym na to inaczej: może właśnie to, że taka sytuacja powtarza się cyklicznie, jest sygnałem, nad którym warto się zastanowić, bo niesie on ważną informację o nas samych. To normalne, że zdarza się nam z różnych powodów nie dotrzymać słowa.

Problem pojawia się wtedy, gdy uparcie powtarzamy obietnice, których nie spełniamy, i nie wyciągamy z tego wniosków. Niestety podjęcie refleksji nad sobą nie jest metodą powszechnie i chętnie stosowaną.

Częściej uruchamiamy mechanizmy obronne, które chronią nas przed lękiem czy poczuciem winy. Wtedy łatwiej nam znaleźć bardzo racjonalny argument tłumaczący niepowodzenie czy przerzucać winę na innych, usprawiedliwiać się niekorzystnymi okolicznościami zewnętrznymi albo nawet "zapomnieć" o obietnicy.

Problem, który stanowi przyczynę takiego zachowania, pozostaje więc niezauważony. Czasem bardzo trudno to zrobić bez pomocy kogoś bliskiego albo psychoterapeuty. 

AP: "Chcę się zmienić" – od tego można zacząć, prawda? Tylko że wprowadzenie zmiany wiąże się z ciężką pracą, wymaga ogromnego wysiłku.

DM: Tak, myślę, że wzięcie odpowiedzialności za siebie to początek drogi do zmiany. Z tym ciężarem w praktyce bywa różnie. Czasem faktycznie jest bardzo trudno, a czasem to tylko wyobrażenie ogromnego wysiłku.

"Nie myślałam, że to będzie tak proste!", "Dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej?" – tak wiele osób reaguje po wprowadzeniu obiecanej sobie zmiany. Zwykle najwięcej wysiłku kosztuje nas decyzja o zmianie i opuszczenie znanej, bezpiecznej strefy, w której tkwiliśmy przez lata.

Gdy nie mamy porównania, innego doświadczenia, nie potrafimy wyobrazić sobie lepszej dla siebie sytuacji, boimy się nieznanego. Warto spojrzeć na zmianę jako proces, a nie jednorazowy skok na głęboką wodę: przymiarka do zmiany, próba, eksperyment – to małe kroki, które dają duże efekty.

Efektem będzie nie tyle diametralna zmiana naszej sytuacji zewnętrznej, ile odzyskanie wewnętrznego poczucia skuteczności i wpływu na otoczenie. Kiedy skonfrontujemy się ze swoim lękiem i "przeżyjemy" tę sytuację, kolejne kroki pójdą łatwiej.

Na czym miałby polegać taki eksperyment? Przykładowo, jeśli ktoś obiecuje sobie, że przejdzie na dietę warzywną (a od lat podstawą jego wyżywienia są węglowodany), może zacząć od jednego dnia warzywnego w tygodniu. Dla naszego umysłu taka próba jest mała, co zwiększa szanse na jej powodzenie.

Pomoże ona zmierzyć się z głodem, emocjami, strukturą dnia, ilością wysiłku, dopasowaniem sposobu żywienia do diety reszty domowników itp. Udaje się wtedy na podstawie próby przewidzieć ewentualne trudności, jakie czekają nas w pracy nad zmianą.

Oczywiście nie w każdej sytuacji taką próbę można zrobić. Bardziej jest pomocna w uczeniu się nowych nawyków niż w przeprowadzaniu zmian w relacjach.

AP: Co ludzie najczęściej sobie obiecują?

DM: Dość często obietnice dotyczą porzucenia nałogów, zmiany stylu życia lub nawyków. Czyli chcą schudnąć, zacząć biegać, zdrowo się odżywiać, mniej pracować, kłaść się spać przed północą, mniej korzystać z mediów społecznościowych, rzucić palenie, wydawać mniej pieniędzy na głupstwa, wcześniej wstawać, robić regularnie badania lekarskie itp.

Inny rodzaj obietnic to postanowienia dotyczące relacji międzyludzkich: np. poświęcać więcej czasu na spotkania z przyjaciółmi, częściej odwiedzać rodzinę, zerwać toksyczne relacje, więcej rozmawiać z dziećmi, nie dawać się wykorzystywać, mniej się kłócić z partnerem.

I wreszcie obietnice dotyczące zmian życiowych, takich jak znalezienie nowej pracy czy rozwód. Obietnice z grupy mniej realistycznych dotyczą zmiany siebie w sensie emocjonalnym czy osobowościowym, np. "nie będę się przejmować", "nie będę się złościć", "będę twarda", "już nigdy się nie zakocham" itd.

 Potrzebujemy innych ludzi, aby siebie poznawać, rozwijać się i otrzymywać wsparcie – z tych samych powodów my jesteśmy potrzebni innym 

AP: Poruszyła pani kilka ważnych kwestii: zdrowsze życie, wyjście z toksycznych relacji i nałogów, zmiana stosunku do świata. Jeśli nie mogę czegoś zmienić, to powinnam zmienić swój stosunek do spraw i osób, które mnie irytują. Co ludzi powstrzymuje przed zmianą?

DM: Chęć zmiany w sobie lub stosunku do świata to punkt wyjścia, ale kwestia realizacji zmiany jest bardziej skomplikowana. Z całą pewnością chcemy być zdrowsi, mieć lepsze relacje, pozbyć się nałogów i postrzegamy to jako dobre, ale jednocześnie istnieje w nas wiele pragnień i potrzeb konkurencyjnych lub sprzecznych, których w danym momencie nie jesteśmy świadomi.

Oto przykład: chcemy odnieść sukces zawodowy, ale już niekoniecznie chcemy rywalizować i być obiektem zazdrości kolegów, gdy awansujemy.

Student ostatniego roku chce jak najszybciej uzyskać dyplom i niezależność, ale niekoniecznie chce wyjść spod skrzydeł rodziców i wziąć odpowiedzialność za swoje życie, więc opóźnia obronę pracy.

Kobieta chce zerwać toksyczną relację z mężczyzną, ale niekoniecznie chce doświadczać samotności, więc podtrzymuje w sobie nadzieję, że mężczyzna się zmieni.

Chcemy uwolnić się od znajomej, która nas wykorzystuje i zabiera nam czas, opowiadając o swoich problemach, a jednocześnie chcemy czuć się komuś potrzebni.

Chcemy spędzać każdy weekend razem z partnerem i równocześnie chcemy mieć czas na własny rozwój.

Warto uświadomić sobie, że istnieją w nas takie sprzeczności, a każdy wybór wyklucza inną opcję. Ta potrzeba, z której nie zdajemy sobie sprawy, może budzić w nas opór przed zmianą.

Jeśli zaś chodzi o zmianę stosunku do irytujących nas spraw czy osób, to pierwszym krokiem może być przyjrzenie się sobie pod kątem irytującej nas cechy. Jeśli drażni mnie np. czyjeś lenistwo, może to oznacza, że sama nie pozwalam sobie nigdy na odpoczynek i się przepracowuję?

 Często kluczem do zmiany jest doświadczenie w dobrej relacji szacunku, zrozumienia i empatii

AP: Jak dokonać zmian? Trzeba mieć świadomość swoich ograniczeń i poszukać osób, które mogą nam pomóc?

DM: U podstaw każdej zmiany siebie leży akceptacja. Tak zwana paradoksalna teoria zmiany mówi o tym, że zmieniamy się dopiero wtedy, gdy stajemy się sobą. To brzmi prosto, ale jest niełatwe. Pełna świadomość tego, kim jesteśmy, i konfrontowanie się z prawdą o sobie wymaga dużej odwagi, a także zrezygnowania z postawy oceniającej na rzecz życzliwości dla siebie – inaczej wciąż będziemy się bronić albo zaprzeczać.

Nie chodzi o pobłażanie swoim błędom i ograniczeniom, tylko o ich zaakceptowanie, co jest pierwszym krokiem do prawdziwej zmiany. Niełatwo też dostrzec samemu własne zasoby i zalety, jeśli nie są one odzwierciedlone przez naszych rodziców.

Potrzebujemy innych ludzi, aby siebie poznawać, rozwijać się, otrzymywać wsparcie i potwierdzenie – z tych samych powodów my jesteśmy potrzebni innym. Zmienianie siebie w samotności, według określonego planu, to karkołomna praca i często nierealna, bo bywa, że układamy plan na miarę zupełnie kogoś innego, a nie osoby, którą jesteśmy.

Uczestnicząc np. w grupie wsparcia, szybko przekonujemy się, że inni mają problemy podobne do naszych, mierzą się ze znanymi nam uczuciami, że wszyscy mamy swoje ograniczenia i popełniamy błędy. Przyznanie się do słabości czy poproszenie o pomoc albo o potwierdzenie naszych zalet to czasem większy wysiłek niż mozolna praca nad swoim charakterem bądź złym nawykiem.

Wspomniałyśmy tu o toksycznych relacjach. To nie jest tylko kwestia niedotrzymanych obietnic, problem jest poważniejszy. Długotrwałe pozostawanie w toksycznej relacji i zależności od osoby, która nas krzywdzi, często oznacza, że doświadczyliśmy jakiegoś rodzaju przemocy czy zaniedbania w dzieciństwie i po prostu nie znamy innych wzorców relacji.

Nie zawsze chodzi o to, aby analizować "trudne dzieciństwo". Często kluczem otwierającym drzwi do zmiany jest doświadczenie w dobrej relacji szacunku, zrozumienia, empatii, wyraźnych granic.

Za tym idzie odzyskiwanie poczucia własnej godności i ważności jako osoby, uświadomienie sobie swoich potrzeb, uczenie się ochrony siebie, stawiania granic, samoopieki. Jeśli zaś chodzi o kwestię zranień z dzieciństwa i relacji z rodzicami, pomocna okaże się współpraca ze specjalistą. Kontakty międzyludzkie

 Ważne jest zrozumienie, że nasze dziecięce potrzeby nie mogą zostać w pełni zaspokojone w dorosłych relacjach

AP: Zdarza się, że ktoś jest w toksycznej relacji i chciałaby z niej wyjść, ale mimo składanych sobie obietnic nie udaje mu się zerwać z partnerem czy partnerką. Ten problem może dotyczyć zarówno osób pozostających w stałym związku, jak i osoby będącej w związku tą trzecią, czyli np. kochanki mężczyzny, który obiecuje, że się rozwiedzie, ale tego nie robi.

DM: Powiem to samo, co wcześniej: jeśli sytuacja się powtarza i mimo kilkukrotnych prób odejścia nie robimy tego, to znaczy, że korzeń problemu tkwi głębiej. Potrzeba tu autorefleksji i uznania, że jesteśmy bezradni wobec problemu i musimy sięgnąć po pomoc.

Niestety w praktyce to proste rozwiązanie jest trudne w realizacji. Dla wielu osób wiązałoby się z głębokim doświadczeniem wstydu, którego raczej wolałyby uniknąć.

Wróćmy do dziecięcej rzeczywistości utraconego "raju". Jeśli we wczesnym okresie rozwoju opieka nad nami była niedostateczna lub zbyt krótka, to zawsze będziemy pragnąć "nakarmienia" miłością, co w praktyce oznacza znalezienie drugiej połówki, kogoś, kto odczytuje nasze oczekiwania bez słów, poczucie, że jesteśmy dla kogoś najważniejsi i wyjątkowi, doświadczenie, że ktoś się dla nas poświęca, rezygnując z czegoś lub kogoś innego itp.

Wszystkie te potrzeby odżywają w nas natychmiast, gdy jesteśmy w bliskim związku. Im większe mamy trudności z zaspokojeniem wymienionych oczekiwań, tym częściej nieświadomie wchodzimy w relacje z osobami w jakiś sposób "niedostępnymi", od których niewiele możemy dostać, choć sami wciąż dajemy, troszczymy się o nie, czekamy, aż wreszcie odpowiedzą tym samym.

To pragnienie jest tak silne, że często przesłania nawet tak realne fakty, jak przemoc czy zdrada. Czasem musi się wydarzyć coś naprawdę dramatycznego, aby ocenić realnie swoją sytuację. Taka zakochana w partnerze kobieta lub kochanka, o której pani wspomniała, wciąż żywi nadzieję, że otrzyma tę miłość, której dotąd nie dostała. Niestety tak się nie dzieje.

Im szybciej uznamy, że nasze dziecięce potrzeby nie mogą zostać w pełni zaspokojone w dorosłych relacjach, i przeżyjemy żałobę po utraconym dzieciństwie, tym szybciej przestaniemy pukać do zamkniętych drzwi.

Jako dorośli wiemy, że to na nas spoczywa odpowiedzialność za siebie i zaspokajanie własnych potrzeb, że mamy dość zasobów, aby nauczyć się należycie kochać siebie i otaczać się ludźmi, którzy potrafią dbać o siebie i o nas. Ale to daleka droga, trudno ją przebyć bez pomocy kogoś bliskiego, grupy wsparcia lub psychoterapeuty.

AP: Toksyczne relacje można też mieć w pracy. Ludzie obiecują sobie jej zmianę, ale cierpią na syndrom miękkiego fotela. Wiedzą, że im niewygodnie, ale nie wiedzą, czy w następnej pracy będzie im lepiej.

DM: Tak, takie sytuacje w pracy odsłaniają nasze niedostateczne poczucie bezpieczeństwa i niską samoocenę. Przyczyną są czasem problemy z przełożonym, z którym wchodzimy w relacje zależności, analogiczną do relacji z którymś z rodziców.

Możemy wtedy bardzo się starać, zapracowywać, aby zasłużyć na docenienie lub udowodnić, że jesteśmy lepsi niż inni. Jeśli wewnętrznie czujemy się "niewystarczający", a do tego nasza potrzeba bycia ważnymi lub wyjątkowymi jest bardzo silna, łatwo możemy ulec manipulacji i nie dostrzec, że jesteśmy wykorzystywani.

Jeśli dotyka nas niedostatek bezpieczeństwa, możemy godzić się na taki "miękki fotel" nawet kosztem braku zawodowego rozwoju i wykonywania niskopłatnej pracy, poniżej swoich kwalifikacji, bo czujemy lęk przed zmianą lub utratą.

Kontynuując tę metaforę, uważamy, że nawet niewygodny fotel, który jest, zapewnia większe bezpieczeństwo niż wygodna kanapa, której nie ma. Trudno zdobyć się na ryzyko odejścia z pracy, nie mając zaufania do świata – że może przynieść coś dobrego, ani zaufania do siebie – że sobie poradzę.

Chociaż w czasie pandemii sytuacja na rynku pracy jest szczególna, może akurat teraz warto uważnie oszacować ryzyko i przyjrzeć się swoim możliwościom tolerowania dyskomfortu. Czy większym problemem będzie dla mnie dalsze znoszenie wybuchów szefa – bo ponoszę ogromne koszty emocjonalne, czy brak stałego dochodu lub przekwalifikowanie się w niepewnych czasach?

Są to indywidualne sytuacje i wybory, związane z naszymi zasobami, wsparciem, jakie możemy otrzymać, historią życia.

Intensywne emocje nie są dobrym doradcą, gdy coś obiecujemy 

AP: Zmiana stosunku do tego, co nas otacza, do partnera, zbuntowanych nastoletnich dzieci, złośliwych teściów czy współpracowników jest trudna. Nie każdy ma grubą skórę, jak więc zbudować barierę, przez którą nie przebiją się cudze złe emocje?

DM: Tak, w pierwszym odruchu zawsze chcemy się odgrodzić, obronić, znieczulić na ból, nie lubimy swojej wrażliwości. Taka "gruba skóra" pewnie na krótką metę może być pomocna.

Ponadto dysponujemy całym arsenałem mechanizmów obronnych, które włączają się bez udziału naszej woli. Możemy zatem automatycznie zracjonalizować sobie daną stratę, aby nie odczuwać smutku, przyjąć postawę tryumfu lub kontrolować sytuację, zaprzeczać zranieniu, albo wypierać gniew, odwracać uwagę lub rekompensować trudne emocje nadmierną aktywnością w innych obszarach czy wręcz fizjologicznie znieczulić się na ból i odciąć od emocji.

Jednak długotrwałe chowanie się za mechanizmami obronnymi ma też poważne konsekwencje. Z czasem tracimy kontakt ze swoimi prawdziwymi uczuciami, potrzebami, wrażliwością, także na siebie, i możemy zapomnieć, kim naprawdę jesteśmy.

Długotrwałe tłumienie trudnych emocji może też skutkować chorobami psychosomatycznymi. Odcinając się od przykrych emocji, pozbawiamy się też kontaktu z emocjami przyjemnymi i nasze życie może tracić smak, a nasze bliskie relacje – głębię.

Doświadczanie pełni życia to przeżywanie całej gamy swoich uczuć, zarówno przyjemnych, jak i bolesnych. Często wyobrażamy sobie, że nie wytrzymamy jakiegoś bólu, co prawdopodobnie jest związane z tym, że jako dzieci pozostawaliśmy w samotności z naszymi uczuciami, które rzeczywiście często nas przerastały.

Jako dorośli jesteśmy bardziej zdolni do tolerowania uczuć, a przede wszystkim mamy większą możliwość zrozumienia siebie, zareagowania, sięgnięcia po pomoc.

AP: Jak zatem wybrać mądrze cel, złożyć sobie obietnicę i jej dotrzymać?

DM: Mądrość zaczyna się tam, gdzie jest świadomość i spokój. Im bardziej jesteśmy dojrzali, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z własnych ograniczeń, obecnych w nas sprzeczności i gotowości do podlegania zmianom.

Intensywne emocje także nie są dobrym doradcą. Potrzebny jest czas na refleksję i analizę motywów i okoliczności, w których coś obiecujemy.

Zawsze warto postawić sobie pytania o to, czy dany cel jest mój, czy dysponuję odpowiednimi zasobami i wsparciem, aby go osiągnąć, i czy jestem także gotowa bądź gotowy na straty, które mogą być ewentualnym skutkiem realizacji celu.

A jeśli już składamy sobie jakąś obietnicę, to lepiej, gdy dotyczy ona samego dążenia do zmiany, a nie efektu i wyniku, bo to niechybnie grozi rozczarowaniem.

 

Autor publikacji:
Dr Agnieszka Podolecka
agnieszka.podolecka@ktociewyleczy.pl

Dr Agnieszka Podolecka urodziła się w Sri Lance i od najmłodszych lat interesowała się innymi kulturami. Jest orientalistką i afrykanistką. Pracę doktorską napisała na temat szamanizmu południowoafrykańskiego i jego oddziaływania na New Age. Prowadzi badania w RPA, Lesotho. Namibii, Botswanie, Zambii i Zimbabwe. Jest autorką artykułów naukowych i dwóch powieści: "Za głosem sangomy" i "Żar Sahelu"

Zobacz więcej artykułów tego eksperta
Holistic Health 1/2021
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W:
Holistic Health 1/2021
KUP wydanie papierowe KUP wydanie ELEKTRONICZNE
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W
Holistic Health 1/2021
Holistic Health
Kup teraz
Wczytaj więcej
Zapisz się i odbierz wybrany magazyn gratis!
Zapisz się i odbierz prezent
Nasze magazyny
Copyright © AVT 2020 Sklep AVT