Jesteś terapeutą?

Jak działają sekty i jak się przed nimi chronić?

Można powiedzieć, że chrześcijaństwo początkowo też było sektą, postrzegano je jako odłam judaizmu. Rozmowa z Sylwią Wojtysiak, psychoterapeutką.

Artykuł na: 29-37 minut psychologia psychika
Zdrowe zakupy

Agnieszka Podolecka: W polskim prawodawstwie nie istnieje pojęcie sekty, choć tego typu organizacje w naszym kraju działają. Spróbujmy stworzyć definicję sekty.

Sylwia Wojtysiak: Zdefiniowanie pojęcia sekty jest skomplikowane, trzeba spojrzeć na historię sekt i na etymologię tego słowa. Pochodzi ono z łaciny i oznacza kierunek, drogę, podążanie za kimś, oddzielanie się. Można powiedzieć, że sekta to organizacja nieformalna, skupiona wokół jakichś idei i wartości, które są atrakcyjne dla grupy osób. Organizacja taka istnieje dzięki charyzmie nauczyciela (guru, przewodnika, mędrca), który ma do przekazania ważne prawdy, inspirujące wartości, cechuje się ponadprzeciętnymi zdolnościami lub zaspokaja potrzeby intelektualne i emocjonalne osób, które się wokół niego gromadzą. Tak powstało np. chrześcijaństwo i tak powstają różne grupy zorientowane na rozwój duchowy, intelektualny czy finansowy. Sekta może też powstać jako odłam głównego nurtu, na przykład religijnego, gdy członkowie grupy na czele z liderem postanawiają być wierni nieco innym wartościom niż te, które do tej pory wyznawali.

Dlaczego w ustawodawstwie polskim i wielu innych krajów nie występuje pojęcie sekty i nie ma żadnych obostrzeń dotyczących działania sekt?

Ustawodawstwo polskie zajmuje się jedynie takimi organizacjami jak związki wyznaniowe. Mechanizmy funkcjonowania takich grup są bardzo skomplikowane i zależne od tego, jakie osoby i w jakim celu je tworzą. Charakterystyczne dla sekciarskiego sposobu funkcjonowania jest uznanie, że członkowie danej grupy są w pewien sposób "lepsi" od osób z zewnątrz. Często mają oni swój hermetyczny, zrozumiały tylko dla siebie kod porozumiewania się, pewien język, nazewnictwo zrozumiałe wyłącznie w obrębie danej grupy. Poczucie wyjątkowości jest ściśle związane z wiarą, że docierają do wyższych prawd, w imię których odcinają się od świata zewnętrznego. Wierzą, że tylko ten jeden sposób myślenia jest prawidłowy i prawdziwy. Tak powstają nowe religie, czasami nawet o zasięgu światowym.

Można powiedzieć, że chrześcijaństwo początkowo też było sektą, postrzegano je jako odłam judaizmu. Takich sekt powstawało mnóstwo na początku pierwszego tysiąclecia, ale nikt nie określał ich tym mianem, ludzie po prostu przyjmowali do wiadomości, że istnieją rozliczne nurty religijne, a Bliski Wschód był istną wylęgarnią nowych kultów. Dopiero gdy chrześcijaństwo zaczęło zagrażać potędze Rzymu, przejęto się istnieniem tej grupy religijnej. Ale nawet wtedy nie używano określenia sekta w tak negatywnym sensie jak dzisiaj.

Zgadza się. Dopiero w XI wieku Kościół katolicki zaczął używać tego określenia w stosunku do grup osób, które chciały odejść od Kościoła, czcić Boga i interpretować Biblię na własny sposób. Kościół oraz chrześcijaństwo nadały słowu sekta pejoratywne znaczenie, by zniechęcić swoich wyznawców do różnych ruchów idealistytczno-wyznaniowych, oddzielających się od prawowitej religii. Najłatwiejszą metodą zdewaluowania organizacji lub człowieka jest ogłoszenie światu, że są to przedstawiciele zła, dlatego Kościół przypisywał wszystko, co najgorsze, nowym odłamom chrześcijaństwa. Zarzucał im, że szerzą herezję, uzależniają ludzi od siebie, krzywdzą ich i okradają, że występują przeciw Bogu, co zaprowadzi ich wyznawców na dno piekła.

Paradoksalnie takie postępowanie Kościoła spowodowało, że grupy religijne zaczęły się zamykać, ostrożniej przyjmować nowych członków i zarazem umacniać. Aby wstąpić do grupy, neofita musiał mieć kogoś, kto poręczyłby za niego. W ten sposób chroniono się przed ewentualnymi szpiegami, którzy mogliby dostarczać informacji Kościołowi. W konsekwencji zupełnie przypadkiem doprowadzano do elitarności organizacji. W dodatku strategia Kościoła przyczyniła się do tego, że mechanizm projekcji zła na innych zaczął powszechnie funkcjonować i członkowie sekt byli werbowani wskutek budowania w nich przekonania, że są lepsi od osób, które do sekty nie należą. Tworzono iluzję, że w danej grupie jest bezpieczniej, bo zło jest poza nią, na zewnątrz.

Właściwie dlaczego ludziom tak bardzo zależało na tworzeniu nowych struktur w obrębie chrześcijaństwa?

 Ludzi cechuje naturalna potrzeba łączenia się w grupy, są zwierzętami stadnymi, a stado potrzebuje przywódcy. Właśnie w tym wielkich korzyści upatrują dla siebie ci, którzy mają zdolność przyciągania ludzi, wiedzą, co i jak mówić, by przekonać innych do przyjęcia głoszonych przez siebie poglądów. Dzięki temu sami często zyskują władzę i korzyści majątkowe. Nie każdemu przywódcy chodzi jednak o władzę i majątek. Niektórzy z nich są lub byli idealistami, prowadzi ich pewna hierarchia wartości, poczucie piękna i dobra czy określone rozumienie świata. Przywódca może być jak Jezus, czyli gromadzić ludzi w pożytecznym celu i chcieć zrobić coś dobrego. Organizacji kierujących się takim przesłaniem na przestrzeni wieków było mnóstwo, choćby arianie, którzy powstali już w IV wieku czy katarzy (XI-XIII w.) i albigensi (XII-XIV w.). Kolejne odłamy chrześcijaństwa były konkurencją dla Kościoła rzymskokatolickiego, zagrażały jego władzy, prestiżowi i majątkowi, dlatego zaczął on używać słowa sekta i nadał mu pejoratywne znaczenie. To po prostu leżało w jego interesie. Przedstawicieli nowych ruchów religijnych nazywano heretykami, bluźniercami, innowiercami.

A zatem możemy przyjąć, że sekty to organizacje z charyzmatycznym przywódcą, który ma zdolność gromadzenia wokół siebie ludzi wyznających podobne wartości. Członkowie sekty o charakterze religijnym czczą swego przywódcę, a przynajmniej wierzą, że ma on dostęp do Boga i do wyższej wiedzy nieosiągalnej dla normalnego człowieka. Ale wiemy, że istnieją również sekty o charakterze świeckim, politycznym, gdzie także panuje kult przywódcy, często przypominający religijny.

Oczywiście, sekta jest często organizacją niesformalizowaną. Ważne, by był przywódca z wyjątkową charyzmą, ogromnym autorytetem moralnym i intelektualnym, który potrafił wyjaśnić cel swojego działania. Ludzie uzależniają się od niego emocjonalnie, wydaje się im, że rozumieją, dlaczego organizacja się zawiązała, nie przyjdzie im do głowy, że przywódcą kieruje jedynie mania wielkości i obsesyjna potrzeba kontroli i władzy. Członkowie sekty wierzą w jego zapewnienia, że są wyjątkowi i mają w nim oparcie, a to daje poczucie bezpieczeństwa. Sekty chrześcijańskie, zwłaszcza mniejsze, zdobywają wyznawców, ogłaszając, że nie są zbiurokratyzowane jak kościoły zinstytucjonalizowane, że umożliwiają bezpośrednie obcowanie z sacrum bez pośredników, czyli księży, i bez dogmatów.

Bezpośredni kontakt z Bogiem, własna interpretacja świętych ksiąg, samodzielne myślenie i podważanie kościelnych dogmatów przez wykazanie, że nie mają one potwierdzenia w Biblii, zawsze było zagrożeniem dla Kościoła, więc przez wieki tępił on wszelkie nowo powstające odłamy chrześcijaństwa. Możliwość samodzielnego myślenia i poczucie wolności przyciąga ludzi do sekt. Oczywiście potem okazuje się, że w sekcie istnieje wewnętrzna hierarchia, że za kolejne wtajemniczenia i pięcie się po drabinie na szczyt trzeba sowicie płacić i nie wolno się przeciwstawiać przywódcy. Ale wtedy zazwyczaj jest już za późno na odejście.

Chyba najbardziej znaną sektą religijną jest Religious Technology Center, czyli scjentolodzy. Jak trudno ją opuścić, przekonała się Nicole Kidman, która straciła dwójkę dzieci, bo Tom Cruise postanowił zatrzymać je w sekcie. Katie Holmes udało się uciec z dzieckiem pewnie tylko dlatego, że jej ojciec jest znanym prawnikiem i dobrze ją do tego przygotował. To są znane, przerażające historie, a jednak scjentolodzy wciąż rekrutują nowych członków. Co ludzi do nich przyciąga?

To jest bardzo dobre pytanie. Niewiele wiemy o scjentologach, bo osoby, którym udało się uciec z tej sekty, mówią o niej wyłącznie negatywnie. Nie wiemy, dlaczego ci, którzy są w sekcie, chcą tam pozostać. Osoby, które z niej odeszły, twierdzą, że członkowie są szantażowani i zatrzymywani na siłę. Ale na pewno są wśród nich również jednostki głęboko wierzące w ideologię sekty. Scjentolodzy przekonują, że każdy ma doświadczenia transcendentne z różnych wcieleń. Twierdzą, że każdy człowiek jest z natury dobry, że to cierpienie czyni ludzi złymi, więc im szybciej pozbędziemy się cierpienia, tym prędzej przywrócimy duszy stan jej pierwotnego dobra i spokoju.

Presja na wiernych, by wyzbyli się emocji, jest tak wielka, że scjentolodzy mierzą reakcje na wspomnienia specjalnym urządzeniem, tzw. e-metrem. Jak wiadomo, wszelkie emocje, nawet trudne i bolesne, cierpienie czy rozpacz, są częścią ludzkiego życia i tego, kim jesteśmy i jak postrzegamy świat. Możliwość odcięcia się od emocji może jednak przyciągać ludzi, którzy nie radzą sobie z cierpieniem. Założenie, że cierpienie jest krzywdzące i należy się go pozbyć, nie jest złe, ale już znieczulanie człowieka na wszystko, co go otacza, pomiar emocjonalności i głębi reakcji dehumanizuje.

Obraz

Pixabay / WikiMediaImages

Dlaczego ludzie decydują się płacić za przynależność do organizacji religijnej, skoro jest tyle bezpłatnych religii?

Ludzie płacą za pogłębianie wiedzy religijnej, gdy widzą w tym interes. Pragnieniem wielu ludzi jest samodoskonalenie się, niejedna osoba chciałaby być lepszą wersją siebie. Media zachęcają do samorozwoju i udoskonalania się, a dopóki służy to rozwojowi emocjonalnemu i pomaga w nawiązywaniu wartościowych relacji z ludźmi, jest dobre i potrzebne. Natomiast ludzie o skłonnościach narcystycznych, którzy chcą być kimś wyjątkowym, lepszym niż inni, którzy chcą wspinać się po drabinie społecznej i odczuwać władzę, którzy pragną być zauważeni i docenieni, wstępują do sekt i płacą za awans w ich strukturach, by zaspokoić te potrzeby. I to jest pułapka. Sekta obiecuje wszystko, czego pragną, splendor i władzę, więc są gotowi płacić za zdobycie pozycji. Im jest ona wyższa, tym większe daje poczucie wyjątkowości.

Ludzie myślą: "jestem w miejscu, gdzie kiedyś byli ci, których podziwiałem, a pode mną są tacy, do których sam się wcześniej zaliczałem, ale już z nimi nie jestem". Ten, kto ma pieniądze, ma poczucie prestiżu. Pieniądze dowartościowują, a gdy człowiek ma ich wystarczająco dużo, potrzebuje czegoś więcej, więc za te pieniądze kupuje kolejny stopień wtajemniczenia. Wiadomo jednak, że guru jest tylko jeden i nie można zająć jego miejsca. Cały ten mechanizm jest iluzją, opiera się na nieprawdziwym postrzeganiu siebie oraz na złudnych przekonaniach dotyczących przywódcy, traktowanego jak świętość. Osoby, które tkwią w sekcie, nie wychodzą z niej, gdyż nie umieją dostrzec, że ich przywódca jest zwykłym człowiekiem.

"Ideał" musiałby sięgnąć bruku, by wierny uznał, że wszystko, w co wierzył do tej pory, było bez sensu - od idealizacji często przechodzi się do dewaluacji, jeśli nie widzi się realnie człowieka i jego możliwości. Musiałby dostrzec, że wcale nie jest gorszy od guru i że osoba, w której pokłada nadzieję, wcale nie ma wiedzy i umiejętności nie do zdobycia. Ci, którzy wychodzą z sekt, posiedli wiedzę na swój temat i na temat przywódcy, dostrzegli, że nie jest on świętością i rozczarowali się działaniem jego popleczników. To rozczarowanie jest bardzo trudnym doświadczeniem, to konfrontacja z samym sobą i zrozumienie, że wszystko, w co się wierzyło, jest nieprawdą i nie ma sensu. Niewiele osób stać na takie samooświecenie. W dodatku często poza sektą ci ludzie nie mają już nikogo, ponieważ wszelkie ważne więzi zostały zerwane.

W USA wśród scjentologów jest mnóstwo celebrytów...

Tak było od początku. L. Ron Hubbard, twórca sekty, chciał mieć wokół siebie ludzi sławnych, wielkie gwiazdy. Potrzebował celebrytów do budowania autorytetu swojej organizacji, ale działało to oczywiście w obie strony. Celebryci to tacy sami ludzie jak my, mają te same lęki, obawy, marzenia, boją się również utraty pozycji. Stąd chęć dodania swojemu życiu głębi i prestiżu. W Polsce nie ma wśród celebrytów scjentologów, prawdopodobnie z powodów finansowych, ale również ze względu na kontekst kulturowy. Poza tym w Polsce nie odczuwamy aż tak dużej presji ze strony marketingu dotyczącego rozwoju duchowego, jak Amerykanie. Ponadto kierujemy się jeszcze nieco innymi wartościami. Trudno sobie wyobrazić, by w naszym kraju atak na rodzinę przyniósł komuś sławę lub prestiż.

Wydaje mi się, że to, czy religia ma charakter sekciarski, zależy od jej liderów. Dobrym przykładem może być Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny, powszechnie znane jako ruch Hare Kryszna. W niektórych krajach jest to zwykła religia, forma hinduizmu, w innych osoby wstępujące w szeregi ruchu są zachęcane do zapisywania swojego majątku na rzecz organizacji i są tak manipulowane, że boją się ją opuścić. Nawet w obrębie samych Indii są regiony, gdzie ta religia jest sektą, podczas gdy w innych stanowi zwykły odłam hinduizmu.

Sekciarski charakter religii zależy od prawodawstwa, ale przede wszystkim od tego, jakie jest społeczeństwo, jaka jest dominująca religia i kultura, od wielkości kultu i tego, kim są wyznawcy. W każdym kraju odłam religijny, np. ruch Hare Kriszna, ma inny charakter, bo tworzą go inni ludzie. Ważne są również różnice społeczne, w Polsce są one niewielkie, w kastowym społeczeństwie indyjskim gigantyczne. Fakt, że ruch Hare Kriszna zadomowił się w Polsce, można wytłumaczyć chęcią bycia innym, wyjątkowym. Egzotyczny strój pomaga być oryginalnym, wyjść na ulicę i śpiewać. W swoich zwykłych ubraniach wielu ludzi nie odważyłoby się prawdopodobnie tego zrobić. Oczywiście nieco upraszczam. Ruch Hare Kryszna to przede wszystkim oddanie się pięknu, sile, mądrości i wyrzeczeniom, temu, co prowadzi do Boga. Sami wyznawcy nazywają siebie dybaktami, co oznacza w sanskrycie pełne oddanie, wielbienie.

Ciekawostką jest to, że ruch ten stanowi odłam hinduizmu, który jest politeistyczny, ale należy do wisznuizmu, który jest nurtem monoteistycznym, opartym na starym przekazie wedyjskim i piśmie objawionym. Budda, Mahomet, Chrystus są postrzegani jako wysłannicy Kryszny, czyli Boga. Praktyka religijna opiera się w dużej mierze na powtarzaniu mantr oraz zasadzie nieużywania środków psychoaktywnych, również kawy i herbaty, na wegetarianizmie, ograniczeniu życia seksualnego do małżeństwa i w celu prokreacji oraz powstrzymaniu się od hazardu. Kontrowersyjne jest podejście krysznowców do kobiet, ich roli w małżeństwie i pozycji względem mężczyzn. Jeśli chodzi o przepisywanie majątków, w Polsce zdarza się to rzadko, aczkolwiek zawsze znajdą się ludzie naiwni, zwłaszcza starsi, rozczarowani katolicyzmem, którzy podchwytują ideę reinkarnacji, powrotu na ziemię zamiast spędzenia wieczności w czyśćcu bądź piekle. To oni zapisują swoje majątki, ale są to sytuacje jednostkowe, a nie nagminne.

Pewne jest, że osoby będące w tym ruchu, poprzez różnego rodzaju praktyki, mocno związują się z nim i utożsamiają, zlewają. W końcu pełne oddanie jest zasadą, więc przepisywanie majątków jest wysoce prawdopodobne.

Na przestrzeni dziejów wiele organizacji politycznych miało charakter sekciarski. Co ciekawe, można to również powiedzieć o Kościele Katolickim. Przecież na jedną z wypraw krzyżowych wysłano dzieci, a ludzie głęboko wierzyli, że dzięki temu zbliżą się do Boga! Sektami są też niektóre współczesne organizacje polityczne. ISIS czy wcześniej Al Kaida zrzeszały fanatyków religijnych. W Korei Północnej reżim też ma system sekciarski, choć nie wyznaje się tam żadnej religii. Odnoszę wrażenie, że przywódca partii i zarazem kraju zajął w umysłach poddanych miejsce Boga, a przynajmniej naczelnego bóstwa.

Wyprawy krzyżowe rzeczywiście opierały się na myśleniu sekciarskim. Ich celem było zdobycie Ziemi Świętej, co oczywiście z założenia wiązało się z mordowaniem ludzi innej wiary, miały niszczyć, nie budować czy nieść oświecenie. Dzisiejsze ISIS ma te same cele. Jego zwolennicy mogą wierzyć, że chodzi o religię, ale ich przywódcy kierują się chęcią władzy, zdobywania ziemi i pieniędzy. Werbowani żołnierze są przekonywani, że Bóg odpuści im grzechy, weźmie od razu do raju. Wspomniany totalitaryzm w Korei również przypomina sektę z przywódcą, który jest przedmiotem kultu. Okazuje się, że ludzie są w stanie oddać całe serce organizacji politycznej, wierzyć w jednostki, które chcą mieć rząd dusz, jak Stalin czy Kim Ir Sen.

Dominikański Ośrodek Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach wskazuje firmę Amway jako przykład organizacji finansowej o charakterze sekty. Dopóki pracownik nie gwarantuje firmie odpowiednich wpływów ze sprzedaży, otrzymuje wyłącznie zniżkę na produkty, a nie prowizję. W ten sposób firma niejako zmusza swoich handlowców do kupowania własnych produktów, które są drogie. Od każdego produktu sprzedanego przez handlowca, osoba, która wprowadziła go do firmy, dostaje prowizję. W ten sposób tworzy się piramida finansowa - im wyżej pracownik się w niej plasuje, tym więcej zarabia, ci na dole mają znacznie gorzej. Zgodzi się pani z dominikanami, że taki charakter prowadzenia biznesu nosi znamiona sekty?

To bardzo skomplikowane zagadnienie. Gdy dominikanie ogłaszali swój stosunek do Amwaya lata temu, w Polsce niewiele było firm sprzedaży bezpośredniej. Teraz jest ich mnóstwo, ciągle powstają organizacje finansowe, które działają jak Amway. Bazują one na przekonywaniu pracowników i klientów, że ich produkty są najlepsze i najskuteczniejsze. To sprawia, że handlowiec nabiera pewności siebie i staje się charyzmatyczny, myśli sobie tak: "Ja mam coś, co jest najlepsze, drogie, niedostępne w żadnym sklepie, stać mnie na te produkty i jeszcze zarabiam, sprzedając je". Trudno odróżnić w takiej sytuacji przywiązanie do marki i produktów ze względu na ich wysoką jakość od poddania się manipulacyjnemu marketingowi. Osoby, które są w takiej firmie od lat, rzeczywiście używają wyłącznie produktów danej firmy. Sekciarska jest hierarchiczność. Ludziom wmawia się, że jeśli będą dobrze pracować, zarobią tyle, co szef (odpowiednik guru), że kiedyś będą szefami osób, które dołączą do firmy. Ludzie wierzą w taką obietnicę, wierzą w iluzję, dlatego pracują z poświęceniem.

Grupy towarzyskie również mogą mieć charakter sekciarski. Na przykład kilkunastu mężczyzn bierze udział w orgiach, o których ich żony oczywiście nie wiedzą, albo uprawia hazard, grając o niebotyczne stawki, wpływy polityczne i wzajemne przysługi. Dopóki trzymają się razem, wzajemnie chronią się i dają sobie alibi. Gdy ktoś próbuje odejść, staje się dla reszty towarzystwa zagrożeniem. Bo co będzie, jeśli przyzna się żonie albo psychoterapeucie do tego, co robił i z kim?

Psychoterapeutę obowiązuje tajemnica zawodowa, ale oczywiście osoba odchodząca z takiej grupy staje się zagrożeniem. Zatem w takich sytuacjach znajduje się zazwyczaj haka na daną osobę. Dobrze opisał to John Grisham w książce "Firma". Została ona zekranizowana, a główną rolę, młodego mężczyznę, który daje się wplątać w biznesowo-towarzyskie układy i jest potem szantażowany, gra - o ironio! - Tom Cruise. Trudno dołączyć do takiej grupy i trudno z niej odejść, co wskazuje na sekciarski charakter organizacji. To jest bardzo skomplikowany mechanizm i nie do końca opisuje on samo funkcjonowanie sekt.

 

Myśli pani, że kiedyś sekty przestaną istnieć, że psychika człowieka ewoluuje?

Moim zdaniem jest to mało prawdopodobne. Zawsze będą powstawać sekty religijne, polityczne i biznesowe. Zawsze będą istnieć ludzie pragnący władzy, uważający, że wiedzą lepiej niż inni, co jest właściwe, i umiejący przekonać do swych pomysłów inne osoby. Sądzę też, że ludzie zawsze będą mieć potrzebę jednoczenia się i budowania swojej wartości w oparciu na akceptacji innych. Zamiast odnaleźć siłę w sobie, będą dążyć do bliskości z charyzmatycznym przywódcą.

Cechą człowieka jest również chęć zbliżenia się do sacrum. Sławny religioznawca Mircea Eliade nazwał człowieka homo religiosis. Nawet ateiści dyskutują o Bogu, choć w niego nie wierzą, a więc w ich systemie myślenia również znajduje się pojęcie świętości i religijności.

Oczywiście. Ludzie mają potrzebę duchowości. Jest wielu uduchowionych ateistów. Istnieje też wiele organizacji świeckich, których członkowie dążą do pogłębienia filozoficznej wiedzy i odkrycia, jak działa ludzka psychika i jak funkcjonuje wszechświat. 

Masoneria jest dobrym przykładem. Nie opiera się na żadnej religii, a jednak jej członkowie nie mogą być ateistami. I nosi znamiona sekty. Aby wstąpić do masonerii, trzeba zostać zaproszonym, przejść liczne szkolenia, powoli uczyć się i budować więzy intelektualne, emocjonalne, finansowe i polityczne z innymi członkami. Tylko w ten sposób można dostąpić wewnętrznego awansu i kolejnych stopni wtajemniczenia.

W ogólnym zarysie mogę się z panią zgodzić, choć jest to dość duże uproszczenie. W moim odczuciu chodzi o niezwykle ciekawy ruch z bogatą historią. Niektóre jego idee są bardzo mądre, a społeczne postrzeganie masonerii jest zniekształcone poprzez niechęć, jaką prezentował wobec niej Kościół, oraz wrogie nastawienie do tajności ruchu.

Jak wystrzegać się sekt i jak chronić przed nimi nasze dzieci?

Należy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie są efekty działania grupy, która nas pociąga. Czy efekty są konstruktywne dla jej członków i dla społeczeństwa? Jeżeli w jakimś zakresie są destrukcyjne, powinna się nam zapalić lampka ostrzegawcza. Należy się zastanowić, po co nam przynależność do danej organizacji. Jeśli chce się przyłączyć do jakiejś grupy, by czuć się lepszym, powinno się popracować nad poczuciem własnej wartości, uwierzyć, że jest się wystarczająco dobrym i mądrym człowiekiem, aby być szczęśliwym czy spełnionym. Poczucie wartości trzeba zbudować w sobie.

Jest jednak naturalne to, że potrzebujemy akceptacji i zrozumienia, bliskości i przyjaźni. Jeśli chodzi o dzieci, należy je kochać i wspierać, pracować nad więziami rodzinnymi, by nie szukały zaspokojenia podstawowych potrzeb emocjonalnych poza domem, gdyż mogą za to zapłacić wysoką cenę. Dziecko należy wychowywać tak, by czuło siłę i miłość rodziny oraz potrafiło kochać siebie i innych. Sekty zjednują sobie zwolenników mniej więcej takim przekazem: "my cię kochamy, akceptujemy, doceniamy twoją wyjątkowość". Jeżeli dziecko dostanie taką informację od rodziny, nie będzie poszukiwać akceptacji na zewnątrz i nie będzie osobą podatną na manipulacje, będzie miało poczucie własnej wartości i będzie umiało myśleć krytycznie, co zapobiegnie uzależnianiu się od innych.

Jak budować siłę w sobie?

Przede wszystkim słuchać siebie, odkryć, co jest naszą potrzebą, co jest w życiu ważne. Sekty często mówią, co jest dla człowieka najważniejsze, do czego ma on dążyć. Przecież każdy z nas powinien to sam wiedzieć. Niestety ludzie nie szukają odpowiedzi w sobie, ale w innych. Osoby, które mają problemy, mogą łatwo wpaść w pułapkę polegającą na tym, że pragną znaleźć kogoś, kto im szybko i łatwo pomoże. Opowiada o tym film "Sala samobójców", w którym główny bohater odnalazł "wybawienie" w wirtualnym świecie. Niestety okazało się, że osoba, na której zaczął polegać, miała bardzo destrukcyjną osobowość. Jako jednostki i jako społeczeństwo powinniśmy mieć poczucie odpowiedzialności, tworzyć życzliwą kulturę, informować o korzyściach płynących z psychoterapii. Gandhi powiedział: "Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie". Jeśli chcesz żyć w świecie opartym na miłości, szacunku i dobrych związkach, to takie związki twórz.

Warto się rozejrzeć, sprawdzić, czy sam powiększam życzliwość wokół siebie i czy otaczam się życzliwymi ludźmi. Jeśli nie, to należy się zastanowić, czy naprawdę chcę być wśród takich ludzi. Może lepiej się z nimi pożegnać - z mobbingującym szefem, wrednymi koleżankami, toksycznym związkiem. Najpierw oczywiście należy spróbować naprawić swoje relacje. Gdy się nie da, najlepiej odejść, zbudować poczucie własnej wartości, uwierzyć, że jest się cenną i wartościową osobą. Wtedy nie pozwolimy nikomu nas krzywdzić i nie zainteresują nas sekty, bo nie będziemy chcieli oddać władzy nad swoim życiem komuś innemu. Wszystko zaczyna się od samoświadomości, samodzielnego myślenia i wiary w siebie. Silny człowiek nie ulega iluzji, że akceptacja innych nadaje sens jego życiu.

Sylwia Wojtysiak

Dyrektorka Wielkopolskiego Centrum Szkoleń i Psychoterapii, kierowniczka Poznańskiego Ośrodka Psychoterapii Integratywnej, prezeska Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Integratywnej - delegat z ramienia PTPI w Polskiej Radzie Psychoterapii oraz European Association for Psychotherapy. Certyfikowana psychoterapeutka, specjalistka psychoterapii uzależnień, specjalistka w zakresie seksuologii, twórczyni metody psychokinoterapeutycznej pracy z filmem w ramach Psychoterapeutycznego Klubu Filmowego. W swojej praktyce klinicznej pracuje między innymi z osobami, które doświadczyły kontaktu z różnymi związkami wyznaniowymi, sektami i zgrupowaniami ideowymi. Podczas studiów teologicznych (których nie ukończyła) pasjonowała się zagadnieniem dogmatyzmu w religiach oraz mechanizmami działania sekt, które do dzisiaj zgłębia i obserwuje.

Autor publikacji:
Dr Agnieszka Podolecka
agnieszka.podolecka@ktociewyleczy.pl

Dr Agnieszka Podolecka urodziła się w Sri Lance i od najmłodszych lat interesowała się innymi kulturami. Jest orientalistką i afrykanistką. Pracę doktorską napisała na temat szamanizmu południowoafrykańskiego i jego oddziaływania na New Age. Prowadzi badania w RPA, Lesotho. Namibii, Botswanie, Zambii i Zimbabwe. Jest autorką artykułów naukowych i dwóch powieści: "Za głosem sangomy" i "Żar Sahelu"

Zobacz więcej artykułów tego eksperta
Holistic Health 03/2019
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W:
Holistic Health 03/2019
KUP wydanie ELEKTRONICZNE
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W
Holistic Health 03/2019
Holistic Health
Kup teraz
Wczytaj więcej
Zapisz się i odbierz wybrany magazyn gratis!
Zapisz się i odbierz prezent
Nasze magazyny
Copyright © AVT 2020 Sklep AVT