Jesteś terapeutą?

Bezpieczeństwo stosowania szczepionek ochronnych

Jakich faktów na temat szczepień nie ujawniają władze? Przez trzydzieści lat rządowi urzędnicy ds. zdrowia konsekwentnie wprowadzali rodziców w błąd odnośnie zagrożeń, jakie stanowią programy dziecięcych szczepień ochronnych.

03 październik 2014
Artykuł na: 49-60 minut szczepionki dziecko infekcje
Zdrowe zakupy

A w Polsce…

również rosną wśród rodziców obawy o negatywne dla zdrowia skutki szczepień, różne powikłania. Najczęściej rodzice obawiają się chorób neurologicznych - padaczki i autyzmu. Powstało Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP, które domaga się od rządu zmian prawnych - dobrowolności szczepień, nie karania za odmówienie szczepienia własnych dzieci oraz możliwości uzyskania odszkodowania od państwa w razie powikłań poszczepiennych. Ciągle rośnie liczba dzieci nieszczepionych w Polsce. Szacuje się, że w roku 2012 nie poddano szczepieniom 5300 dzieci. Dostępne są też na rynku szczepionki innego typu, uważane za bezpieczne - zwykle droższe i trudniej dostępne. Lekarze nie kryją obaw o nawrót epidemii (przede wszystkim odry i krztuśca), jeżeli liczba nieszczepionych dzieci będzie ciągle rosła i przekroczy 15% całej populacji. Na razie szczepi się ponad 95% dzieci, co jest uważane przez epidemiologów jako poziom bezpieczny dla uniknięcia epidemii.

Ukrywali bądź ignorowali badania wskazujące, że szczepionki, np. przeciw odrze, śwince i różyczce (ang. measles-mumps-rubella, MMR), mogą spowodować trwały uszczerbek na zdrowiu lub nawet zgon.

Według poufnych sprawozdań z posiedzeń Wspólnego Komitetu ds. Szczepień i Immunizacji rządu Wielkiej Brytanii jego członkowie wiedzieli o prawdopodobieństwie istnienia związku między stosowaniem szczepionki MMR a występowaniem autyzmu już dziesięć lat przed publikacją kontrowersyjnego artykułu Andrew Wakefielda, który spowodował ostatecznie wykreślenie go z rejestru lekarzy.

Jeden z dokumentów naukowo potwierdzających szkody powodowane w organizmie przez szczepionkę Di-Per-Te przeczył oficjalnej opinii prawnej, według której dowody wskazujące na to, że szczepionka ta powoduje trwałe uszkodzenia, były niewystarczające. Dowody istniały lecz zostały zignorowane.

Sprawozdania, które od 1983 r. pozostawały utajnione, pozyskano niedawno na mocy ustawy o informacji publicznej. Sugerują one, że ważne informacje na temat bezpieczeństwa stosowania szczepionek, które niemal na pewno wpłynęłyby na wskaźnik ich wykorzystania niezbędny rzekomo do osiągnięcia odporności grupowej (tzw. odporności stada), nie zostały podane do wiadomości publicznej.

Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji świadczy usługi doradcze na rzecz brytyjskiego ministra zdrowia, jednak wielu jego członków od lat jest powiązanych z firmami farmaceutycznymi produkującymi szczepionki (patrz ramka "Podtrzymywanie standardów").

Bezpieczeństwo stosowania szczepionek ochronnych. Nie nauka, lecz dobry PR

Na podstawie analizy poufnych raportów obejmujących comiesięczne spotkania Wspólnego Komitetu ds. Szczepień i Immunizacji w latach 1983-2010, które zawierały wiele przeróbek i niedopowiedzeń, dr Lucija Tomljenovic, pracownik naukowy Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, formuje osiem poważnych zarzutów wobec komitetu oraz brytyjskiego ministerstwa zdrowia.

  • Zarzut nr 1

Pomimo narastających wątpliwości odnośnie bezpieczeństwa stosowania szczepionek Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji nie podejmował żadnych działań w kierunku rewizji zasad ich podawania. Przeinaczał niepokojące fakty albo selektywnie usuwał je z komunikatów przekazywanych do wiadomości publicznej. Usilnie starał się zapewnić społeczeństwo, że szczepionki spełniają najwyższe standardy bezpieczeństwa.

Już w 1981 r. Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji - dzięki badaniom przeprowadzonym w 1970 r. - miał do dyspozycji obszerny zestaw informacji dotyczących ciężkich działań niepożądanych szczepionki MMR, takich jak nagła śmierć i zapalenie mózgu. Przyznał wówczas jedynie, że wysokie liczby zgonów i przypadków zaburzeń neurologicznych są zaskakujące.

W 1986 r., po otrzymaniu kolejnych niepokojących danych na temat niepożądanych reakcji poszczepiennych, podkomisja ds. poufnych postanowiła przedstawić bezpieczeństwo stosowania dwóch szczepionek przeciw różyczce w jak najkorzystniejszym świetle. W odpowiednim raporcie napisano więc, że "wyniki pokazały, że 70 proc. dzieci było zdrowych po otrzymaniu szczepionki Attenuvax, a w przypadku szczepionki Rimevax - 61 proc.", a także, że "jeśli do liczby dzieci zdrowych doda się liczbę dzieci, u których wystąpiły łagodne objawy ogólne, wspomniany odsetek wzrośnie do 85 proc. w przypadku szczepionki Attenuvax i do 80 proc. w przypadku szczepionki Rimevax".

Szczepionka MMR a autyzm

Sugestia dotycząca prawdopodobnego związku między szczepionką MMR a występowaniem autyzmu kosztowała Andrew Wakefielda, lekarza specjalistę ze szpitala Royal Free Hospital w Londynie, utratę pracy, a ostatecznie również uprawnień do wykonywania zawodu. Jego artykuł z 1998 r., w którym po raz pierwszy postawił tezę o istnieniu tego rodzaju powiązania, uznano za oszustwo.

Dowiedziawszy się o tym, w 2010 r. brytyjska Naczelna Izba Lekarska wykreśliła Wakefilda z rejestru lekarzy. Powiedziano mu, że żaden naukowiec nie jest w stanie potwierdzić jego pierwotnych ustaleń na temat ewentualnego związku pomiędzy czynnościowymi zaburzeniami przewodu pokarmowego powodowanymi przez wirusa odry zawartego w szczepionce MMR a występowaniem autyzmu.

Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji potraktował to stwierdzenie jako kolejny dowód potwierdzający bezpieczeństwo stosowania szczepionki MMR, jednak jak zwykle nie było to prawdą. W 2002 r. naukowcy z Uniwersytetu Stanowego w Utah porównali próbki krwi 125 autystycznych dzieci z 92 próbkami pobranymi od dzieci zdrowych. W 75 próbkach krwi z pierwszej grupy stwierdzili obecność przeciwciał wskazujących na nieprawidłową reakcję na szczepienie. Przeciwciała te atakują mózg poprzez niszczenie białek stanowiących budulec mieliny, która pełni funkcję powłoki izolacyjnej chroniącej włókna nerwowe. Wskutek tego nerwy przestają się odpowiednio rozwijać, co prawdopodobnie ma negatywny wpływ na funkcjonowanie mózgu. W żadnej z próbek krwi pobranych od zdrowych dzieci nie stwierdzono tych przeciwciał.

Immunolog dr Vijendra Singh, która kierowała zespołem naukowców, stwierdziła, że istnieje związek pomiędzy nieprawidłową reakcją na szczepienie, do której dochodzi u niektórych dzieci, a występowaniem autyzmu.

Bibliografia

  1. Lancet, 1998; 351: 637-41
  2. J Biomed Sci, 2002; 9: 359-64

Te same dane można również interpretować z punktu widzenia ciężkich niepożądanych reakcji poszczepiennych. Wystąpiłyby one u 15 proc. dzieci, którym podano szczepionkę Attenuvax, i u 20 proc. tych, które otrzymały szczepionkę Rimevax.

Wspomniana wyżej podkomisja uzgodniła zakończenie badania i wywnioskowała, że ogromna większość ciężkich niepożądanych reakcji nie ma prawdopodobnie nic wspólnego ze szczepionkami, a rodzice popadają w nieuzasadnioną histerię.

Ta sama podkomisja posiadała również informacje na temat 90 przypadków wystąpienia ciężkich niepożądanych reakcji na Di-Per-Te (ang. diphteria-tetanus-pertussis, DTP), czyli skojarzoną szczepionkę przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi (kokluszowi), takich jak m.in. drgawki i gorączka o nieznanej przyczynie. Wśród nich znalazły się również dwa przypadki nagłej śmierci łóżeczkowej.

W 1988 r. Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji zaniepokoił się faktem, że związek pomiędzy szczepionkami a przypadkami zgonów lub uszkodzeń mózgu zaczął funkcjonować w świadomości społecznej. Roszczeń odszkodowawczych z tego tytułu zaczęto dochodzić na drodze sądowej. Członkowie komitetu byli natomiast w posiadaniu tajnych dokumentów dotyczących poziomów bezpieczeństwa stosowania szczepionek, które otrzymali dzięki obopólnemu porozumieniu co do tego, że nigdy nie zostaną one podane do wiadomości publicznej. Komitet miał również świadomość, że jeden z dokumentów naukowo potwierdzających szkody powodowane w organizmie przez szczepionkę Di-Per-Te był sprzeczny z oficjalną opinią prawną, według której dowody wskazujące na to, że szczepionka ta powoduje trwałe uszkodzenia, były niewystarczające. Innymi słowy - wystarczające dowody istniały, lecz wiedział o tym wyłącznie rząd.

Rok później komitet otrzymał kolejny dowód na szkodliwość szczepionek. Narodowy Instytut Biologicznych Standardów i Kontroli wykazał związek pomiędzy zawartym w szczepionce MMR szczepem wirusa świnki (Urabe AM 9) a przypadkami zapaleń mózgu i opon mózgowych. Dziesięć lat później powiązania te opisał Andrew Wakefield w swym kontrowersyjnym artykule opublikowanym w czasopiśmie "Lancet". Przypuszczenia Narodowego Instytutu Biologicznych Standardów i Kontroli potwierdziły się w 1990 r., kiedy na podstawie analizy płynu mózgowo-rdzeniowego pobranego od niedawno zaszczepionych dzieci wyraźnie zdiagnozowano dziesięć przypadków zapalenia opon mózgowych i mózgu.

Podkomisji bardzo zależało na zbagatelizowaniu ryzyka związanego ze stosowaniem szczepionki Di-Per-Te, pomimo że była ona w posiadaniu informacji o 95 przypadkach niepożądanych reakcji poszczepiennych, w tym jednego zgonu, które wystąpiły u zaszczepionych dzieci.

Pomimo tych odkryć Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji zgodnie ustalił, że nie będzie wprowadzał żadnych zmian w zakresie ówczesnej polityki szczepień. Niemniej jednak do 1991 r. wciąż przybywało doniesień z innych krajów, np. Kanady i Japonii, na temat niepożądanych reakcji poszczepiennych. Zmusiły one komitet do zasięgnięcia porady producentów szczepionek.

Firmy farmaceutyczne były zgodne co do tego, że podejście władz Wielkiej Brytanii do ekspertyz z zakresu zdarzeń niepożądanych jest właściwe.

Jednak w 1992 r. firma znana wówczas jako SmithKlineBeecham za radą prawników zdecydowała się zaprzestać produkcji szczepionki MMR zawierającej szczep Urabe. Komitet był świadom, że w świetle tej nagłej decyzji musi działać szybko. Podczas tajnych zebrań we wrześniu 1992 r. brytyjscy urzędnicy ds. zdrowia ustalili z przedstawicielami odpowiednich organów europejskich, że licencja SmithKlineBeecham na produkcję wspomnianej szczepionki nie zostanie cofnięta, ponieważ wywołałoby to światowy kryzys szczepionkowy.

Pomimo narastających wątpliwości dotyczących bezpieczeństwa stosowania szczepionek Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji przeznaczył 800 tys. funtów na kampanię społeczną i 1,4 mln funtów na pokrycie rosnących kosztów zakupu szczepionek, a także finansowanie edukacji w zakresie szczepień.

  • Zarzut nr 2

Urzędnicy ds. zdrowia obniżyli liczbę przeciwwskazań - okoliczności, w jakich szczepionka nie powinna być podawana - tylko po to, by zwiększyć zapotrzebowanie na szczepienia.

W 1980 r. wątpliwości społeczeństwa dotyczące bezpieczeństwa stosowania szczepionki przeciw kokluszowi (jednej z części składowych potrójnej szczepionki Di-Per-Te zawierającej pałeczki krztuśca) były tak duże, że szczepiono zaledwie 40 proc. kwalifikowanych dzieci. Aby zmierzyć się z tym problemem, Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji powołał nową podkomisję, której zadaniem miało być złagodzenie kryteriów określających dzieci z tzw. grupy ryzyka.

Mit odporności stada

Zgodnie z koncepcją tzw. odporności grupowej (ang. herd immunity, odporność stada) szczepionki chronią populację ogólną, kiedy przyjmie je przynajmniej 95 proc. docelowej grupy ryzyka. Ta teoria może wyjaśniać, dlaczego Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji nieustannie powstrzymywał i kwestionował dowody niepożądanych działań szczepionek - każda tego rodzaju niekorzystna informacja mogła bowiem wpłynąć na wskaźnik ich wykorzystania.

Na podtrzymanie tej teorii zabrakło jednak dowodów. Po wybuchu epidemii odry w Corpus Christi w Teksasie w 1985 r. naukowcy - na podstawie analizy próbek krwi dzieci dotkniętych chorobą - odkryli, że 99 proc. z nich zostało wcześniej przeciw niej zaszczepionych, a przynajmniej 95 proc. rzekomo było na nią odpornych.

Trzy lata później wybuchła epidemia odry (84 przypadki) w szkole średniej w Kolorado, pomimo że 98 proc. uczniów zostało wcześniej zaszczepionych i - jak wykazały analizy osocza ich krwi - wciąż było odpornych na tę chorobę.

Było to po wybuchu ospy wietrznej w szkole, w której 97 proc. dzieci zostało wcześniej zaszczepionych przeciw tej chorobie. Naukowcy wywnioskowali, że ryzyko zachorowania było szczególnie wysokie w przypadku tych dzieci, którym szczepionkę podano ponad pięć lat wcześniej.

Bibliografia

  1. N Engl J Med, 1987; 316: 771-4
  2. Am J Public Health, 1991; 81: 360-4
  3. Pediatrics, 2004; 113: 455-9

Podkomisja została poinformowana, że "należy zachować równowagę między potrzebą utrzymania przyjętych wskaźników szczepień na najwyższym możliwym poziomie a koniecznością ochrony dzieci z grupy podwyższonego ryzyka wystąpienia niepożądanej reakcji poszczepiennej" (w przypadku których istnieją przeciwwskazania do podania szczepionki).

Jednak nacisk położono na kształtowanie opinii na temat szczepień oraz profil bezpieczeństwa ich stosowania, nie zaś na dobro szczepionych dzieci. Jedno z przeciwwskazań do szczepienia, które miało być zniesione, stanowiły choroby układu oddechowego. Niektórzy członkowie komitetu spierali się co do tego, inni zaś podkreślali, że utrzymanie go w mocy pozwoli na zachowanie reputacji szczepionek. Choroby układu oddechowego często są związane z występowaniem zespołu nagłej śmierci łóżeczkowej, które mogłoby być postrzegane jako niepożądana reakcja poszczepienna.

Podobny argument przedstawiono członkom komitetu, którzy chcieli, by z listy przeciwwskazań usunięto również epilepsję. W tym przypadku szczepionka również mogłaby być bowiem postrzegana jako przyczyna występowania u chorych dzieci drgawek lub napadów choroby. Do tej pory nawet u zdrowych dzieci podanie szczepionki powodowało ataki, po których przestawały się one rozwijać. "Bardzo trudno jest postrzegać te przypadki w kategoriach zdarzeń losowych" - stwierdzono.

Jednakże aby spełnić wytyczne, nowo utworzona podkomisja uzgodniła ostatecznie, że powinno się uwzględniać określone czynniki, takie jak wrodzone uszkodzenie mózgu, wcześniejsze występowanie drgawek, występowanie epilepsji w rodzinie, opóźnienie w rozwoju lub schorzenia neurologiczne, które niekoniecznie muszą jednak stanowić podstawę do wyłączenia dziecka z grupy kwalifikującej się do szczepienia. Uznano, że ryzyko szczepienia dzieci, w rodzinach których występowała padaczka, było niewielkie, natomiast opóźnienia w rozwoju i schorzenia neurologiczne to stany trwałego uszkodzenia zdrowia, których szczepienie i tak by nie nasiliło. Twierdzenia te, mające na celu rozproszenie wątpliwości rodziców, jedynie w niewielkim stopniu pokrywały się z rzeczywistością i nie były poparte żadnymi dowodami.

Podkomisji bardzo zależało na zbagatelizowaniu ryzyka związanego ze stosowaniem szczepionki Di-Per-Te, pomimo że była ona w posiadaniu informacji o 95 przypadkach niepożądanych reakcji poszczepiennych, w tym jednego zgonu, które wystąpiły u zaszczepionych dzieci w okresie od maja do września 1986 r. Z raportu na ten temat wynikało, że "istnieje powód, by sądzić, że podawanie szczepionki Di-Per-Te rzeczywiście powoduje względny wzrost ryzyka wystąpienia przewlekłych drgawek". Po przeanalizowaniu dwunastu przypadków poszczepiennej encefalopatii, w tym dwóch zgonów oraz pięciu przypadków długotrwałego upośledzenia, podkomisja miała świadomość, że wspomniane wyżej ryzyko jest nie tylko rzeczywiste, lecz także wysokie.

Pomimo tych danych w celu złagodzenia niepokoju rodziców podkomisja wydała odpowiednie oświadczenia bagatelizujące ryzyko związane ze stosowaniem szczepionek. Jednocześnie doradziła producentom, by uzupełnili karty informacyjne o wykaz możliwych zagrożeń w celu uniknięcia późniejszych roszczeń.

  • Zarzut nr 3

Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji ściśle współpracował z producentami szczepionek w zakresie modyfikacji załączanych do nich kart informacyjnych, mimo że zazwyczaj były one sprzeczne z jego oficjalnymi zaleceniami dla rodziców.

Od 1987 r. Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji ściśle współpracował z firmą farmaceutyczną Mérieux, która produkowała szczepionki MMR oraz Di-Per-Te. Nakłaniał ją do modyfikacji kart informacyjnych, tak by były one zgodne z nadchodzącymi zmianami w wytycznych ministerstwa zdrowia dla lekarzy. Obawiano się, że bez tego dostosowania rząd pozostanie otwarty na roszczenia z tytułu szkód wywołanych przez stosowanie szczepionek.

Jednak firma uważała, że nie może wprowadzić wspomnianych zmian, dopóki nie zakończy się proces, który wytoczyli jej rodzice dziecka poszkodowanego w wyniku podania szczepionki przeciw krztuścowi. Aby wspomóc Mérieux, komitet odbył szereg prywatnych posiedzeń z przedstawicielami Stowarzyszenia Brytyjskiego Przemysłu Farmaceutycznego oraz prawnikami ministerstwa zdrowia. Rozmowy określono jako zarówno komercyjne, jak i poufne.

Podtrzymywanie standardów

Podobnie jak każda osoba sprawująca funkcje publiczne członkowie Wspólnego Komitetu ds. Szczepień i Immunizacji powinni postępować według odpowiednich standardów. Wyznacza je siedem zasad życia publicznego ustalonych przez komitet Nolana. Są to m.in.:

Bezinteresowność: osoby sprawujące funkcje publiczne powinny podejmować decyzje, kierując się wyłącznie dobrem publicznym. Wykluczone jest podejmowanie decyzji mających na celu uzyskanie korzyści materialnych lub finansowych dla nich samych, ich rodzin lub przyjaciół.

Obiektywizm: wykonując swe obowiązki, osoby sprawujące funkcje publiczne powinny kierować się kryteriami merytorycznymi.

Odpowiedzialność: za swe decyzje i czynności osoby sprawujące funkcje publiczne są odpowiedzialne przed opinią publiczną. Muszą także poddawać się wszelkim kontrolom odpowiednim dla pełnionych funkcji.

Otwartość: osoby sprawujące funkcje publiczne powinny być jak najbardziej otwarte w sprawach wszelkich swych decyzji i czynności. Powinny przedstawiać przyczyny swych decyzji i ograniczać dostęp do informacji jedynie wtedy, gdy ewidentnie wymaga tego szeroko pojęte dobro publiczne. Ile z tych zasad pogwałcili członkowie Wspólnego Komitetu ds. Szczepień i Immunizacji? Na to pytanie można odpowiedzieć sobie po lekturze fragmentów tajnych protokołów przytoczonych w tym artykule.

Odnośnie reguł Wspólnego Komitetu ds. Szczepień i Immunizacji dotyczących osobistych interesów finansowych członków można np. przeczytać, że "jeśli w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy członek otrzymał bądź planuje otrzymać wynagrodzenie pieniężne lub inne dodatki do działalności od przedstawiciela organu związanego ze szczepionkami i z każdym innym produktem bądź usługą, w tym również w zakresie doradztwa oraz działalności charytatywnej, członek musi zgłosić występowanie konfliktu interesów (…). Jeśli ten konflikt pokrywa się z danym punktem programu obrad, a zapłata lub inne dodatki są szczególnie powiązane z rozpatrywanym produktem, wymagane jest wyłączenie członka z dyskusji i każdego dalszego głosowania".

Protokoły dotyczące wprowadzenia do kalendarza szczepień szczepionki przeciwko meningokokowemu zapaleniu opon mózgowych typu C wskazują jednak, że członkom bezpośrednio powiązanym z producentami pozwolono wówczas brać udział w posiedzeniach, ponieważ uznano, że mogą oni wnieść weń cenny wkład.

Jak wiele razy złamano powyższą zasadę?

Kiedy tego samego roku Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji otrzymał raport Komitetu ds. Bezpieczeństwa Leków, wypracowanie wspólnego stanowiska stało się konieczne. Stwierdzono w nim: "nie istnieje niepodważalny dowód naukowo potwierdzający związek pomiędzy oddziaływaniem szczepionki Di-Per-Te a występowaniem ciężkich schorzeń neurologicznych, jednak wszelkie dostępne dane mogą prowadzić do wstępnego założenia o jego istnieniu. Jesteśmy też skłonni przyznać, że dane sugerują, że u niektórych dzieci szczepionka powoduje drgawki".

Jednak pomimo tych wątpliwości Komitet ds. Bezpieczeństwa Leków poparł stanowisko Wspólnego Komitetu ds. Szczepień i Immunizacji, zgodnie z którym szczepionka Di-Per-Te była nieszkodliwa. Według dr Tomljenovic ten ostatni przewidział trudności związane z niekorzystnymi doniesieniami na temat szczepionek i w ten sposób uniknął potencjalnych konsekwencji prawnych.

  • Zarzut nr 4

Aby promować politykę szczepionkową, Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji nieustannie odrzucał niezależne badania naukowe na rzecz niejednoznacznych ekspertyz.

Jako że Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji rekomendował szczepionkę Di-Per-Te jako nieszkodliwą, zawsze przychylnie odnosił się do badań, które wydawały się potwierdzać to stanowisko, a jednocześnie odrzucał te, które wzbudzały jakiekolwiek wątpliwości w tym zakresie. Za przekonujące uznał np. jedno z badań populacyjnych, które nie wykazało żadnego związku pomiędzy stosowaniem szczepionki MMR a występowaniem autyzmu, pomimo że tego rodzaju badania epidemiologiczne nie mają na celu poszukiwania związków przyczynowo-skutkowych.

Cztery lata później naukowcy z prestiżowej organizacji Cochrane Collaboration stwierdzili, że badanie to jest do tego stopnia nieobiektywne, że interpretacja jego wyników jest niemożliwa. Badacze ci zweryfikowali również 31 badań dotyczących powiązań szczepionki MMR z autyzmem, a także choroby Leśniowskiego-Crohna. Doszli do wniosku, że ze względu na nieprawidłowe założenia w dużej mierze nie spełniają one wymagań stawianych badaniom naukowym.

Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji brał z kolei pod lupę wyłącznie te badania, które dotyczyły problemów związanych ze stosowaniem szczepionki MMR. W 2002 r. jego eksperci poddali ocenie pięć najistotniejszych z nich, w tym jedno dowodzące bezpośredniego związku pomiędzy szczepionką MMR a występowaniem autyzmu, i zakwestionowali ich wyniki (patrz ramka na str. 78).

  • Zarzut nr 5

Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji usilnie starał się bagatelizować problem szkodliwości szczepionek, a jednocześnie wyolbrzymiał korzyści płynące z ich podawania.

W 1985 r. liczebność roszczeń o odszkodowania z tytułu szkód spowodowanych przez szczepionkę przeciw krztuścowi sięgnęła zenitu. Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji czynił jednak starania, aby ograniczyć narastające wątpliwości społeczeństwa. W jednym z poufnych dokumentów z 1986 r. skrytykował posługiwanie się terminem "uszkodzenie mózgu" w kontekście szczepionek, gdyż "społeczeństwo może uznać je za trwałą dysfunkcję".

Komitetowi najwyraźniej nie zależało na tym, aby określić, które uszkodzenia zdrowia spowodowane przez szczepionki miały charakter trwały, gdyż w tym samym dokumencie stwierdził on, że "wymaganie od pediatrów składania co sześć lat odpowiednich raportów jest nieuzasadnione".

Decyzja ta była tym bardziej niezwykła, że jedno z opracowań, znane jako Meade Panel Study, dostarczyło komitetowi informacji o przypadkach dzieci, "które wkrótce po szczepieniu dostały ataku, po którym w późniejszym czasie nastąpił kolejny atak, który spowodował ostatecznie zatrzymanie rozwoju". Czas, po którym dzieci przestawały się rozwijać, pozostawał nieznany.

Jak wynikało z poufnego dokumentu, który otrzymał komitet, szczepionka przeciw krztuścowi powodowała także encefalopatię - chorobę, która zakłóca funkcjonowanie mózgu. Co trzecie badane dziecko doznało w jej wyniku trwałego upośledzenia co najmniej rok po szczepieniu.

Komitet wiedział również, że szczepionka Di-Per-Te może powodować drgawki, może powodować wysoką gorączkę i w jej wyniku drgawki gorączkowe utrzymujące się dłużej niż dziesięć minut lub powtarzające się w ciągu 24 godzin. 10 proc. takich przypadków mogło doprowadzić do trwałego upośledzenia funkcjonowania mózgu.

Pomimo wyraźnych opisów trwałych uszkodzeń zdrowia komitet uznał, że najlepiej będzie utrzymać fakty w tajemnicy przed opinią publiczną. Jak wynika z notatek sporządzonych podczas jednego z posiedzeń, "jeśli przedstawi się społeczeństwu jakikolwiek współczynnik dotyczący ryzyka, zostanie to odebrane jako potwierdzone naukowo zagrożenie, w związku z czym najlepiej - jeśli to możliwe - nie posługiwać się niesprawdzonymi danymi, lecz podkreślać korzyści, które przynoszą szczepienia".

  • Zarzut nr 6

Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji włączył do kalendarza szczepień nową szczepionkę o wątpliwych parametrach dotyczących skuteczności oraz bezpieczeństwa stosowania, założywszy, że ostatecznie zostanie jej przyznana odpowiednia licencja.

W maju 1999 r. odbyło się posiedzenie Wspólnego Komitetu ds. Szczepień i Immunizacji, podczas którego dyskutowano na temat wprowadzenia na rynek nowych szczepionek przeciwko meningokokom typu C, mających zapobiegać występowaniu posocznicy i zapalenia opon mózgowych. Trzy rodzaje szczepionek miały szansę na włączenie do programu masowych szczepień. Członków komitetu upomniano, że temat ten jest "ekstremalnie drażliwy z politycznego i ekonomicznego punktu widzenia". Ze względu na kłopotliwy handlowy charakter rozmów czterech z nich ogłosiło konflikt interesów - byli oni ściśle powiązani z firmami farmaceutycznymi produkującymi szczepionki. Jednak zamiast wyłączyć ich z obrad pozwolono im pozostać, gdyż "mogli wnieść wartościowy wkład w dyskusję".

Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji oraz ministerstwo zdrowia wydawały się zdecydowane, aby możliwie najszybciej wprowadzić nową szczepionkę pomimo braku dowodów na jej skuteczność. Na temat testów sprawdzających faktyczną skuteczność szczepionki komitet usłyszał tylko, że "należałoby najpierw wprowadzić szczepionkę, a dopiero później przeprowadzić badanie skuteczności III i IV fazy; zrealizowanie go wcześniej byłoby bardzo trudne i opóźniłoby wprowadzenie szczepionki o trzy do pięciu lat".

Komitet musiał również określić grupę wiekową, której miano podawać nową szczepionkę. Jeden z członków stwierdził, że "wybór grup wiekowych, które powinny mieć pierwszeństwo, jest bardzo niewielki" i zasugerował, że łatwiejszą grupę docelową stanowią niemowlęta. Wówczas uzgodniono, że szczepionka powinna być podawana wszystkim niemowlętom, mimo że nikt nie wiedział, czy w ogóle zadziała.

W ciągu roku pojawiły się pierwsze wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa jej stosowania. Częste niepożądane reakcje poszczepienne stanowiły bóle głowy i sztywność mięśni, jednak nie były to objawy zapalenia opon mózgowych, ponieważ - jak orzekł komitet - szczepionka nie mogła go wywołać. Komitet zauważył także, że "informacje te nie byłyby dostępne bez porozumienia z producentami. Ta wyjątkowa współpraca przyczyniła się do zwiększenia zaufania w stosunku do programu szczepień". Oświadczenie to daje do zrozumienia, że był to pierwszy przypadek, kiedy firmy farmaceutyczne podzieliły się z władzami Wielkiej Brytanii informacjami na temat zdarzeń niepożądanych.

Zaufanie zaczęło jednak słabnąć w październiku 2000 r., kiedy z podaniem szczepionki powiązano czternaście zgonów, w tym siedem przypadków nagłej śmierci łóżeczkowej oraz dwa przypadki śmierci w wyniku zapalenia opon mózgowych. Komitet ponownie podjął działania na rzecz rozpraszania wątpliwości społeczeństwa. Oświadczenie Agencji Kontroli Leków, w którym stwierdzono, że "nie ma dowodów pozwalających powiązać stosowanie szczepionki z występowaniem zapalenia opon mózgowych", uznał za niewystarczająco klarowne. W związku z tym zaproponował własną wersję, według której "szczepionka absolutnie nie powoduje zapalenia opon mózgowych", mimo że nie było dowodów na potwierdzenie tej tezy.

W rzeczywistości Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji otrzymał od lekarzy rodzinnych informacje o 17 tys. przypadków wystąpienia niepożądanych reakcji poszczepiennych za pośrednictwem służącego do ich zgłaszania systemu tzw. żółtych kart. Oznaczało to jeden przypadek na 2 tys. podanych dawek nowej szczepionki. Radcy prawni ministerstwa zdrowia poinformowali również członków komitetu, że odsetek niepożądanych reakcji poszczepiennych jest zapewne wyższy niż wynikałoby to z raportu, gdyż lekarze nie korzystali z systemu rutynowo.

  • Zarzut nr 7

Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji aktywnie występował przeciwko badaniom dotyczącym bezpieczeństwa stosowania szczepionki.

Już w 1985 r. liczba noworodków, które zmarły natychmiast po przyjęciu szczepionki, zaczęła wzbudzać zaniepokojenie. W związku z tym poproszono eksperta z Londyńskiej Szkoły Higieny i Medycyny Tropikalnej o przeanalizowanie dotychczasowych danych. W liście skierowanym do komitetu stwierdził on, że rządowe szacunki dotyczące przypadków nagłej śmierci łóżeczkowej związanych z przyjmowaniem szczepionki są zasadniczo poprawne. Jego zdaniem sugerowały one istnienie związku przyczynowo-skutkowego, który - choć nie wydawał się znaczący - "ze względu na powagę tego zagadnienia nakazywałby przeprowadzenie dokładniejszych badań".

Jednakże naukowcy z Uniwersytetu Nottingham, którzy także otrzymali list, ostro sprzeciwili się prowadzeniu dalszych badań. "Nie istnieje niezawodna metoda podważenia tej hipotezy [o tym, że szczepionka powoduje nagłą śmierć łóżeczkową]" - napisali. Może to sugerować, że wiedzieli, co mogły wykazać badania, w związku z czym woleli, aby nikt zbyt uważnie nie przyglądał się tej sprawie.

Na niechęć środowiska akademickiego zwrócił uwagę prof. Luigi Matturri z Europejskiej Agencji Leków. Zauważył on, że pięciu niemowląt z Niemiec, które zmarły w ciągu 24 godzin od podania szczepionki, nie poddano kompleksowym pośmiertnym badaniom, m.in. analizom pnia mózgu. Skłoniło to dwóch badaczy do napisania listu, w którym postawili oni pytanie: "zasadniczy problem polega na tym, że specjalistom w dziedzinie szczepionek przez dziesięciolecia nie udało się opracować żadnych testów ani innych kryteriów, które pozwoliłyby stwierdzić, czy reakcje niepożądane mają jakikolwiek związek ze szczepieniami. Z tego, co nam wiadomo, nieszczególnie im na tym zależało. Dlaczego?".

Podstawę niechęci do tego zagadnienia stanowią najprawdopodobniej dwa założenia. Po pierwsze, szczepionki wytwarza się w celach prewencyjnych, więc sugestia, że mogą być szkodliwe, może przyczynić się do spadku ich popularności, co negatywnie wpłynęłoby na tzw. odporność stadną. Po drugie, szczepionki z założenia są zasadniczo nieszkodliwe. Być może dlatego nikt nie interesował się zbytnio poszukiwaniem przypadków występowania ciężkich niepożądanych reakcji poszczepiennych. Jak stwierdziła Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków "tradycyjnie badania nad bezpieczeństwem stosowania szczepionek ochronnych nie przewidywały testów toksyczności na zwierzętach, jako że szczepionki były uznawane za z natury nietoksyczne".

  • Zarzut nr 8

Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji celowo nadużył zaufania rodziców, aby wypromować pozbawiony solidnych podstaw naukowych program szczepień, który mógł narazić niektóre dzieci na ryzyko poważnych przewlekłych zaburzeń neurologicznych.

W październiku 2010 r. Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji postanowił dokonać fundamentalnych zmian w systemie szczepień ochronnych poprzez wprowadzenie szczepionki sześcioskładnikowej. Miała ona być podawana jednorazowo w gabinecie lekarskim bez konieczności powtarzania zastrzyków w ciągu kilku miesięcy. Jednego dnia dwunastomiesięczne niemowlę otrzymałoby więc jednocześnie szczepionkę przeciwko pałeczce grypy, meningokokowemu zapaleniu opon mózgowych typu C, odrze, śwince, różyczce oraz zakażeniu pneumokokowemu.

Ministerstwo zdrowia stwierdziło, że ta uproszczona procedura usprawni proces szczepień, tym bardziej że "niezależne badania naukowe wskazują na to, że jednoczesne podawanie tych szczepionek jest bezpieczne, skuteczne i wygodniejsze dla rodziców".

To stwierdzenie nie jest prawdziwe. Owe niezależne badania naukowe w rzeczywistości przeprowadziło samo ministerstwo. Oceniano w nich bezpieczeństwo stosowania szczepionek dopiero po siedmiu dniach od szczepienia i wyłącznie na podstawie obserwacji miejscowych odczynów poszczepiennych, czyli opuchlizny i podrażnień w okolicach miejsca wkłucia.

W 2009 r. Wspólny Komitet ds. Szczepień i Immunizacji oświadczył, że "nie ma żadnej popartej naukowo przyczyny, dla której szczepionki te trzeba podawać osobno", co rozpoczęło dyskusję na ten temat. To stwierdzenie również mija się bowiem z prawdą.

Rok wcześniej amerykański odpowiednik brytyjskiego komitetu, Komitet Doradczy ds. Szczepień Ochronnych, zarekomendował rezygnację z czteroskładnikowej szczepionki będącej kombinacją MMR i szczepionki przeciw ospie wietrznej. Jej podawanie stwarzało bowiem dwukrotnie większe ryzyko wystąpienia ataków gorączki w porównaniu z samą szczepionką MMR. W tym samym roku Europejska Agencja Leków zarekomendowała wycofanie sześcioskładnikowej szczepionki (hexavalent) ze względów bezpieczeństwa.

Bez względu na ostrzeżenia napływające z innych państw ministerstwo zdrowia stwierdziło, że oferowanie rodzicom wyboru pomiędzy standardową procedurą rozkładania szczepień na kilka miesięcy a jednorazowym podaniem ich dzieciom sześcioskładnikowej szczepionki byłoby nierozsądne. Zamiast tego specjaliści powinni zapewniać rodziców, że nowa strategia jest "w pełni bezpieczna", tak samo jak bezpieczne jest podawanie szczepionki MMR, co przy okazji stanowiłoby w pewnym sensie polemikę z teorią Wakefielda. Mimo to kilka miesięcy wcześniej rząd Wielkiej Brytanii wypłacił 90 tys. funtów odszkodowania rodzicom Roberta Fletchera, który po otrzymaniu "w pełni bezpiecznej" szczepionki MMR zachorował na epilepsję i doznał ciężkiego upośledzenia umysłowego.

Wydaje się, że pamięć Wspólnego Komitetu ds. Szczepień i Immunizacji jest krótkotrwała. W 1974 r. doradzano bowiem, aby "[następowały] przerwy pomiędzy szczepieniami z wykorzystaniem żywych szczepionek zalecanych ze względu na możliwość wystąpienia reakcji niepożądanych, (…) [gdyż] komitet ustalił, że nieodpowiednia byłaby zmiana wytycznych co do tego, że pomiędzy podaniem jakichkolwiek dwóch żywych szczepionek powinno upłynąć co najmniej trzy tygodnie".

Pomimo to lekarze musieli bagatelizować wszelkie zagrożenia. Najlepszą strategią, zalecaną przychodniom w ulotkach wysyłanych przez ministerstwo zdrowia, było przekazywanie rodzicom listy możliwych niepożądanych reakcji poszczepiennych "krótko przed szczepieniem, tak aby odczuli, że zostali ostrzeżeni, a jednocześnie nie zastanawiali się nad treścią na tyle, by się zaniepokoić".

Droga do piekła

Zalecenia te oparto na badaniach rynku, które ministerstwo zdrowia przeprowadziło wśród rodziców. Zlecono je w celu określenia najlepszego sposobu na wprowadzenie sześcioskładnikowej szczepionki do kalendarza szczepień, a w szczególności oceny sprzeciwu wobec podawania szczepionki MMR.

Badanie to pokazało olbrzymią przepaść pomiędzy zaufaniem rodziców a cynicznym i beztroskim podejściem decydentów.

Standardowe wypowiedzi rodziców wskazywały bowiem na przekonanie o tym, że szczepionki są poddawane dokładnym testom, a decydentom leży na sercu dobro ich dzieci.

Drugie stwierdzenie jest poniekąd prawdziwe, ponieważ decydenci naprawdę wierzą, że szczepionki mogą uratować niezliczoną liczbę istnień ludzkich. Jednakże efekt ochronny można osiągnąć tylko poprzez tzw. odporność grupową, kiedy około 95 proc. populacji docelowej zostanie zaszczepione.

Bibliografia

  1. Pediatrics, 2001; 108: e58
  2. Cochrane Database Syst Rev, 2005; 4: CD004407; 2012; 2: CD004407
  3. Vaccine, 2006; 24: 5781-2; author’s reply 5785-6
  4. US DHHS, FDA, Office of Women’s Health. Workshop on: Non-clinical safety evaluation of preventive vaccines: Recent advances and regulatory considerations, volume 1. Washington, DC: Miller Reporting Co, 2002

Jest to przekonanie, które wykracza poza obszar nauki i przybiera postać żarliwości religijnej, w ramach której wszystkie niewygodne fakty - od przypadków reakcji niepożądanych aż po zgony - zostają wykluczone lub z góry uznane za nieprawdziwe. Nie pasują one po prostu do paradygmatu skuteczności i bezpieczeństwa stosowania szczepionek.

Rodzice nie chcą ani żarliwości religijnej, ani podtrzymywania paradygmatów. Chcą tylko zapewnienia o tym, że bezpieczeństwo ich dzieci jest nadrzędne, ale póki co tak nie jest. Istotne informacje na temat bezpieczeństwa są celowo zatajane, przez co zgoda rodziców na szczepienie dziecka nie jest w pełni świadoma. Można by pokusić się o stwierdzenie, że każde szczepienie jest aktem niezgodnym z prawem.

Wczytaj więcej
Polub
Dołącz do nas na Facebooku:
Dołącz do naszego Newslettera i odbierz prezent:
Budujemy Dom
Nasze magazyny
Prosta droga do odporności
tel.: +48 534 229 890 www.auraherbals.pl