Jesteś terapeutą?
Array
(
)

Antydepresanty mogą uzależniać

Na światło dzienne wypływa coraz więcej badań potwierdzających, że już kilka tygodni przyjmowania antydepresantów może wywoływać lekozależność.

22 kwiecień 2020 Artykuł na: 9-16 minut
psychologia psychika antydepresanty

Gdy kilka lat temu ojciec amerykańskiej celebrytki Lindsay Lohan publicznie ogłosił, że jego córka umrze, jeśli nie zacznie leczyć swoich nałogów, równie dobrze mógłby mówić o jej lekozależności. Już wcześniej aktorka przyznała się bowiem przed sądem w Los Angeles, że jest uzależniona od leków przeciwdepresyjnych. Jej przypadek - podobnie jak niezliczone kazusy osób spoza Hollywood - na nowo budzi kontrowersje, które przemysł farmaceutyczny od lat usiłuje zatuszować.

- Te leki zabijają moją córkę - mówił ojciec Lohan po rozprawie. - W Ameryce wykańczają miliony młodych ludzi i ktoś w końcu musi to zatrzymać.

Rozmowa działa na depresję tak, jak leki

Dla osób cierpiących na zaawansowaną depresję mówienie o problemie okazuje się równie skuteczne, co lekarstwa. Ochotnicy poddający się behawioralnej terapii kognitywnej (cognitive behavioral therapy – CBT), opartej głównie na rozmowie, po 5 latach radzili sobie równie dobrze, co pacjenci wybierający antydepresanty.

Leki są z pewnością tańsze, przynajmniej z początku, lecz jeśli weźmie się pod uwagę koszty związane z długotrwałym dobieraniem właściwych środków, skutkami ubocznymi czy nawrotami choroby, różnica między farmakoterapią a CBT maleje praktycznie do zera – jak tłumaczą naukowcy z Uniwersytetu Michigan.

Jeśli chodzi o poprawę, jaka zachodziła w obu grupach, badacze doszli do wniosku, że terapia CBT złagodziła objawy choroby równie skutecznie, jak środki antydepresyjne. Co więcej, ankieta przeprowadzona wśród uczestników wykazała, że większość z nich wolałaby leczyć się za pomocą psychoterapii lub innej metody bez użycia farmaceutyków.

Źródło: AnnIntMed,2019 Oct29

Jak dotąd nikomu się to nie udało. Nie pomogła nawet rozprawa z 2007 r., podczas której Senat Stanów Zjednoczonych usiłował zmusić wytwórców leków SSRI (selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny) do przyznania się, że ich produkty uzależniają.

Przemysł farmaceutyczny skupia się przede wszystkim na ograniczaniu strat, a polityka ta sięga 1977 r., kiedy to przedsiębiorstwo Eli Lilly dostało pozwolenie na wypuszczenie na rynek pierwszego leku SSRI - fluoksetyny. Stanowiło to początek nowej, trwającej po dziś dzień ery w medycynie, która opiera się na teorii, że u pacjentów z depresją występuje niedobór serotoniny (związku chemicznego w mózgu, który wpływa na system nerwowy). Teorii tej nigdy nie potwierdzono.

Kwestia nazewnictwa

Drobny problem

Jak wykazały badania, jeżeli leki SSRI w ogóle wykazują jakiekolwiek działanie lecznicze, to manifestuje się ono jedynie przez pierwsze 2 tygodnie terapii. Tymczasem każdego dnia lekarze ryzykują życie i zdrowie pacjentów, zalecając im, by przyjmowali antydepresanty przez co najmniej 6 tygodni, a czasami dłużej, co może przynieść śmiercionośne działania niepożądane bądź skończyć się trwałym uzależnieniem.

Powszechnie uważa się, że zanim leki przeciwdepresyjne zaczną działać, musi minąć trochę czasu. W obowiązujących obecnie wytycznych brytyjskiego Państwowego Instytutu Jakości Klinicznej (NICE) czytamy, że "(...) pacjenci rozpoczynający terapię lekami przeciwdepresyjnymi powinni zostać poinformowani o możliwym opóźnieniu efektu leczniczego".

Dziś, po wielu latach, oficjalna nauka w końcu zaczyna podważać to niesłuszne założenie. Sporządzony w 2005 r. przegląd 76 naukowych badań nad antydepresantami zademonstrował, że do niemal 2/3 działania leczniczego zaobserwowanego u pacjentów doszło w ciągu pierwszych 2 tygodni.

Połowa pacjentów, u których reakcja na leki wystąpiła w okresie 6 tygodni, doświadczyła ich działania przez pierwsze 14 dni1.

Inny szeroko zakrojony przegląd 28 randomizowanych badań kontrolnych dowiódł, że leki SSRI najsilniej oddziałują na organizm pacjenta już w pierwszym tygodniu, natomiast w każdym kolejnym działanie to coraz bardziej maleje. W istocie, 1/3 całego wywołanego działania dała się zaobserwować w okresie pierwszych 7 dni2.

Co więcej, w połowie przypadków leki te w ogóle nie działają. Analiza 74 badań nad SSRI przyniosła zaskakujące rezultaty: niemal 1/3 z nich dała tak złe wyniki, że badacze zdecydowali się wcale ich nie publikować.

Około 94% badań, które trafiły jednak do publikacji, dało wynik pozytywny. Lecz gdy specjaliści z amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA) ponownie przeanalizowali owe dane, odkryli, że SSRI przyniosły efekt leczniczy tylko w połowie eksperymentów. Wszystkie one były natomiast sponsorowane przez producentów lekarstw będących przedmiotem badań3.

Bibliografia

  1.  Am J Psychiatry, 2000; 157: 1423-8
  2. Arch Gen Psychiatry, 2006; 63: 1217-23
  3. N Engl J Med, 2008; 358: 252-60

Pierwsze przesłanki, że leki SSRI uzależniają, pojawiły się w 1992 r., kiedy to pod lupę wzięto fluwoksaminę1. Krótko po tym zaczęły napływać coraz to kolejne niepokojące zgłoszenia, tym razem o uzależniający efekt oskarżające paroksetynę (w 1993 r.) oraz sertralinę (w 1994 r.).

Koncern Eli Lilly w sprawie uzależniających właściwości antydepresantów podjął zatem próbę zamydlenia oczu opinii publicznej. W 1996 r. ukuł termin "syndrom odstawienia", a w 2001 r. eufemizm ten zaczął pojawiać się na ulotkach produkowanych leków. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) nie była tym zachwycona.

- Leki SSRI to doskonały przykład na to, jak niejasności w kwestii nazewnictwa mogą wpłynąć na jakość sporządzanych raportów i ich interpretację oraz na zrozumienie skutków ubocznych wywołanych lekozależnością - komentują przedstawiciele WHO2.

Innymi słowy, nadanie problemowi nowej, ładnie brzmiącej nazwy spowodowało, że przestaliśmy aż tak się nim przejmować.

Smutna rzeczywistość

Bez względu na to, jaką nazwę zastosujemy, fakty pozostają faktami: leki SSRI wywołują bardzo silną lekozależność. Zlokalizowany w Szwecji niezależny ośrodek badawczy Uppsala Monitoring Centre wymienia 3 substancje z grupy SSRI - fluoksetynę, paroksetynę i sertralinę - jako jedne z 30 najsilniej uzależniających leków2. Spośród nich paroksetyna uznawana jest za najniebezpieczniejszą pod tym względem3.

Produkujący preparaty paroksetyny koncern GlaxoSmithKline (GSK) już od 1992 r. zmaga się z oskarżeniami na temat jej właściwości uzależniających. GSK zawsze utrzymywało, że wytwarzane przez nich SSRI nie powodują lekozależności, a w najgorszym przypadku tylko 2% pacjentów może paść ofiarą syndromu odstawienia. Jednak zmiecione pod dywan wyniki badań z 1997 r. mówią jasno, że lek ten uzależnił aż 62% przyjmujących go pacjentów4.

W 2002 r. Agencja Żywności i Leków przestrzegała konsumentów przed paroksetyną, natomiast Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Producentów Farmaceutycznych tego samego roku oskarżyła GSK o celowe dezorientowanie opinii publicznej i świadome złamanie dwóch kodeksów etycznych.

Licząc od 1992 r., 5 tys. Amerykanów pozwało GSK za bagatelizowanie efektów ubocznych wywoływanych przez SSRI. Podobne sprawy toczyły się również w innych krajach. W 2004 r. koncern GSK poszedł na ugodę w procesie o oszustwo konsumenckie i zgodził się wypłacić 2,5 mln dolarów odszkodowania. Dochodzenie sądowe wykazało umyślne i systematyczne ukrywanie wyników badań niekorzystnych dla firmy5.

Mimo iż koncerny farmaceutyczne utrzymują, że zespół odstawienia jest łagodny i krótkotrwały, ulotki informacyjne produkowanych przez nie leków ostrzegają, że może się on wiązać z bardzo intensywnymi objawami. Wśród nich znajdziemy zaburzenia równowagi, uczucie porażenia prądem, poty, nudności, bezsenność, drgawki, splątanie, koszmary senne oraz zawroty głowy. Często zdarzają się również zaburzenia na tle seksualnym, ze spadkiem libido i impotencją włącznie6.

Całe to banalizowanie poważnych objawów - w którym współuczestniczą psychiatrzy - ma oczywiście na celu utrzymanie sprzedaży leków SSRI na wysokim poziomie, co do tej pory doskonale się sprawdzało. W 2008 r. światowy dochód ze sprzedaży antydepresantów wyniósł 11 mld dolarów. Aż 36% tej sumy przypada firmie Wyeth produkującej preparaty wenlafaksyny, których sprzedaż generuje rocznie 3,93 mld dolarów dochodu7.

Jednym z głównych powodów, dla których sprzedaż leków przeciwdepresyjnych na receptę daje tak wysokie zyski, jest fakt, że w Stanach Zjednoczonych koncerny farmaceutyczne mogą bezpośrednio reklamować je w telewizji i prasie. Depresja ma nierzadko subiektywne objawy, dlatego też wielu pacjentów po prostu udaje się przekonać, że na nią cierpią. W rezultacie w 2005 r. aż 120 spośród 900 mln dolarów przeznaczonych na bezpośrednią promocję leków wykorzystano na reklamy antydepresantów. W 2001 r., po wrześniowych zamachach na World Trade Center, GSK wydało 2 razy więcej pieniędzy na reklamowanie paroksetyny8.

Słowo "depresja" określało niegdyś poważne i rzadkie zaburzenia kliniczne. Dziś za to często oznacza sposób na życie lub popularną dolegliwość, na którą zapadamy od czasu do czasu, i którą wystarczy poskromić paroma tabletkami Prozacu. Jak podaje brytyjska służba zdrowia, w samym 2012 r. lekarze w Wielkiej Brytanii wypisali niemal 47 mln recept na leki przeciwdepresyjne, co stanowi wzrost o 9% w stosunku do poprzedniego roku. Polacy w 2015 r. kupili 19 mln opakowań antydepresantów na receptę - o 2,5 mln więcej niż w 2013 r.

Cały ten proceder opiera się na założeniu, że leki SSRI są bezpieczne i nie wywołują lekozależności. Według dr. Davida Healy’ego, światowego eksperta w dziedzinie antydepresantów, założenie to jest błędne. Uważa on, że ponad połowa pacjentów przyjmujących paroksetynę jest od tego leku fizycznie uzależniona3.

Osobnym problemem jest kwestia bezpieczeństwa. GSK wypłaciło 6,4 mln dolarów odszkodowania rodzinie pacjenta, który po jedynie 2 dniach przyjmowania paroksetyny zamordował troje członków rodziny, a następnie popełnił samobójstwo. W głośnej sprawie w Australii sąd stwierdził natomiast, że sertralina skłoniła pewnego mężczyznę do zamordowania żony i próby odebrania sobie życia. Dr Healy jest przekonany, że myśli samobójcze mogą nękać nawet 1 na tysiąc osób przyjmujących paroksetynę.

FDA ostrzega: nie bierz ich zbyt długo

Kilka lat temu Agencja Żywności i Leków Stanów Zjednoczonych (FDA), zajmująca się m.in. wyszukiwaniem nieprawidłowości na rynku farmaceutycznym, wydała bezwzględny nakaz zaktualizowania ostrzeżeń w ulotkach informacyjnych, obejmujący wszystkich producentów leków SSRI. Ostrzeżenia te obecnie informują, że u młodych osób w wieku 18-24 lata po przyjęciu leku mogą nasilić się myśli oraz tendencje samobójcze, nawet podczas okresu próbnego, a więc przez pierwsze 2 miesiące. Wszyscy producenci SSRI dostali 30 dni na zaproponowanie zrewidowanej wersji ulotek informacyjnych.

FDA przeprowadziła również przegląd ponad 3 tys. badań nad pacjentami z depresją, w których brało udział ponad 77 tys. dorosłych ochotników przyjmujących SSRI. Badania te wykazały, że na każdy tysiąc dorosłych w młodym wieku (18-24 lata) przypadało dodatkowe 5 samobójstw bądź prób samobójczych. Wcześniejsze badanie dowiodło zaś, że leki przeciwdepresyjne spowodowały kolejne 14 przypadków zachowań samobójczych na każdy tysiąc pacjentów poniżej 18. roku życia.

Dane z przeprowadzonych badań wyraźnie wskazują, że pacjenci powinni przyjmować leki SSRI przez najwyżej 2 tygodnie.

Bryan Hubbard, Lynne McTaggart

Bibliografia

  1. Br J Psychiatry, 1992; 160: 283-4
  2. http://goo.gl/nA2LfE
  3. http://goo.gl/qlki9E
  4. Ann Neurol, 2008; 64: A7-9
  5. Angell M. The Truth About the Drug Companies. New York: Random House, 2005
  6. BMJ, 2005; 331: 824; J Sex Med, 2008; 5: 227-33
  7. http://goo.gl/ldwH1m
  8.  8 CNS Drugs, 2009; 23: 103-20 CHECK ref
Wczytaj więcej
Cat icon
Znajdź terapeutę i uzyskaj pomoc
Zgodnie ze swoimi potrzebami medycyny holistycznej
Close icon
Nasze magazyny