Medycyna chińska i niepłodność. Krok 1: akupunktura

Magdę poznałam w poczekalni u ginekologa. Miała wtedy niewiele ponad 30 lat. Siedziała zgarbiona, wyglądała na załamaną. Podeszłam, żeby ją jakoś pocieszyć. Krótka rozmowa stała się początkiem przyjaźni. Wspierałam Magdę w najtrudniejszym okresie życia, gdy poszukiwała skutecznego sposobu leczenia niepłodności. Ta historia warta jest opowiedzenia, bo wszystko, czego dowiedziałyśmy się o metodach medycyny chińskiej, Magda przetestowała na sobie. Z zachwycającym skutkiem - jej synek ma już roczek!

23 kwiecień 2018 Artykuł na: 23-28 minut
medycyna naturalna sex ciąża
Zdrowe zakupy

O tym, że Magda nie może zajść w ciążę, dowiedziałam się właśnie wtedy, w poczekalni u ginekologa. Oboje z mężem przechodzili wówczas serię badań, by poznać źródła problemu. Po kilku miesiącach i odwiedzeniu wielu specjalistów para usłyszała przygnębiającą diagnozę: niepłodność idiopatyczna, czyli o nieustalonym podłożu. Badania nie wskazały źródeł problemu, co więcej, według nich Magda i jej mąż byli zdrowi. Jak walczyć z wrogiem, którego się nie zna? Medycyna konwencjonalna w takich przypadkach jest bezradna. Magda była załamana, ale nie zamierzała się poddać.

Niepłodność idiopatyczna, czyli jaka?

W badaniach opublikowanych w 2009 r. przez Uniwersytet Harvarda podano, że co roku 1,3 mln pacjentek w USA poddaje się farmakologicznemu leczeniu niepłodności. Kobiety te uskarżają się na wiele dolegliwości psychicznych związanych z procesem leczenia, w większości przypadków będących efektem ubocznym przyjmowania hormonów4

Niepłodność idiopatyczna to najgorsza z diagnoz w przypadku starań o dziecko, ponieważ oznacza, że znamy skutek, ale nie przyczynę. To wyrażona w sposób naukowy prosta informacja: "nie wiem, co ci dolega". Takie słowa lekarza są jak wyrok, bo zwalniają medycynę z odpowiedzi na pytanie: "dlaczego?". Co ważne, słyszy je około 30% niepłodnych kobiet. Dodajmy, że należą one do najbardziej wnikliwie przebadanych pacjentek1. Propozycje lekarzy ograniczają się wówczas do procedury in vitro lub wspomagania rozrodu, np. inseminacji czy farmakologicznego stymulowania owulacji. Niektóre z tych zabiegów są inwazyjne, inne wymagają niezwykle skomplikowanego przygotowania hormonalnego - takie procedury nigdy nie są obojętne dla organizmu1,2.

Spojrzenie Zachodu na problem niepłodności

Na leczenie niepłodności w samych Stanach Zjednoczonych wydaje się co roku ponad 2 mld dolarów, a mimo to ponad połowie par, które starają się tam o dziecko, nie udaje się pomóc2,3. Dlaczego? Przyjrzyjmy się schematowi postępowania w medycynie zachodniej.

Lekarz podstawowej opieki po badaniu i postawieniu wstępnego rozpoznania, jakiego organu dotyczy choroba, kieruje nas do lekarza specjalisty, który zajmuje się konkretnym układem w naszym organizmie. W przypadku Magdy - do ginekologa. To właśnie specjalista po przeprowadzeniu wnikliwych badań stawia ostateczną diagnozę, co daje początek leczeniu, które uwzględnia zidentyfikowaną chorobę, ale pomija inne potrzeby organizmu - lekarz specjalista skupia się na swojej dziedzinie. A przecież człowiek nie jest zbiorem oddzielnych układów, tylko skomplikowanym systemem wzajemnych zależności.

Krótko mówiąc, medycyna zachodnia zapomniała, że nie osiągniemy sukcesu terapeutycznego, jeśli pominiemy kompleksowy układ powiązań pomiędzy organami. Za bardzo zaufała technologii oferującej zabiegi wspomagania rozrodu. A jeśli te metody zawiodą lub pacjentka nie będzie mogła się im poddać? Gdzieś wśród tych procedur gubi się człowiek, kobieta zdeterminowana i jednocześnie załamana swoim stanem, której psychika to istny wulkan negatywnych emocji3.

Niepłodność: gdy okres staje się żałobą

Moja nowa przyjaciółka była zrozpaczona, a każda kolejna wizyta u lekarza pogłębiała ten smutek. Przygnębienie przeplatało się jednak z euforią, pojawiającą się głównie wtedy, gdy wybierała się do kolejnego specjalisty. Dzwoniła wtedy do mnie pełna optymizmu i wiary, że ten lekarz to już na pewno jej pomoże. Ale scenariusz się powtarzał: przepisywano jej nowe leki, realizowała receptę i kolejny miesiąc upływał jej na oczekiwaniu. Farmaceutyki obciążały organizm Magdy, wpływały na jej nastrój i samopoczucie. Najgorsze były miesiączki, które dla zdesperowanej młodej kobiety stawały się niejako żałobą po nadziei na dziecko. Osiągała wtedy dno rozpaczy. Przecież miało być już dobrze! Ta huśtawka emocjonalna trwała kilka miesięcy i Magda w końcu zrozumiała, że dłużej tego nie zniesie.

Karmiona fałszywą nadzieją i nafaszerowana lekami, które pogarszały zarówno jej stan fizyczny, jak i psychiczny, umówiła się ze mną na kawę. Była roztrzęsiona. Przytoczyłam jej wtedy słowa mojej babci, która w przeszłości często mnie przestrzegała, żebym się nie stresowała, bo spóźni mi się okres. Po latach odkryłam, że to, co uważałam za bajanie starszej pani, jest prawdą - zawsze wtedy, gdy życie mnie nie rozpieszczało, miałam kłopoty z regularnością miesiączek.

Magda przyznała, że zanim zaczęła starania o dziecko, jej cykl był dużo bardziej regularny. Ale gdzie szukać lekarza, który przepisze szczęście na receptę? Wtedy po raz pierwszy pomyślałyśmy o tradycyjnej medycynie chińskiej - nawet osoby niezainteresowane Wschodem wiedzą, że wywodząca się stamtąd medytacja służy wyciszaniu organizmu3. Dalsze zwlekanie nie miało sensu. Skoro zwykły stres jest w stanie zaburzyć cykl płciowy, to łatwo sobie wyobrazić, jak wpływają na organizm skrajne emocje towarzyszące niepłodnej kobiecie. Co się wtedy w nim dzieje? Otóż zostaje zaburzone funkcjonowanie osi podwzgórze-przysadka-jajniki, odpowiedzialnej za hormonalne sterowanie płodnością i szczególnie wrażliwej na hamujące działanie katecholamin nadnerczowych.

Wyrzut katecholamin to naturalny odruch obronny organizmu. Hormony te są wytwarzane w następstwie bardzo silnego lęku i zagrożenia, gdy włącza się mechanizm "walcz bądź uciekaj", którego zadaniem jest ratowanie życia. W takiej sytuacji ciąża nie jest wskazana, więc organizm samoistnie blokuje owulację3,5.

Według medycyny chińskiej ciało przez niepłodność pokazuje kobiecie, że w organizmie został zaburzony przepływ energii, więc yin i yang nie znajdują się w równowadze, co stanowi przyczynę problemu3

Niepłodność: najważniejsza jest równowaga

Niepłodność dotyczy 15% pań na świecie. Jeśli kobiecie po roku starań i regularnego współżycia nie udaje się zajść w sposób naturalny w ciążę, zostaje uznana za niepłodną1,2,3. Ale nie w medycynie wschodniej. O ile na Zachodzie po zdiagnozowaniu niepłodności i wyczerpaniu medycznych możliwości jej leczenia odbiera się pacjentkom nadzieję, o tyle na Wschodzie uważa się, że jeśli kobieta ma prawidłowo wykształcone i działające narządy rozrodcze, zajście w ciążę jest kwestią czasu i pomocy, jaka zostanie jej udzielona. Pojęcie niepłodności właściwie tam nie istnieje3.

Te dwa stanowiska, medycyny wschodniej i zachodniej, są jak wojna światów. Dalekowschodnie systemy medyczne traktują organizm człowieka jako ekosystem, który pracuje prawidłowo tylko wtedy, gdy wszystkie jego części są w harmonii i ze sobą współpracują; związek ciała i psychiki jest nierozerwalny.

Chińscy lekarze wierzą, że nawet niewielkie odchylenia w pracy poszczególnych układów mogą zachwiać równowagę organizmu. W opiece nad chorym uwzględniają również duchowość pacjenta. Dla nich każda choroba to efekt braku równowagi pomiędzy dwiema pierwotnymi siłami: yin i yang, którą może zachwiać dosłownie wszystko: to, co jemy, jak myślimy, jakie emocje dominują w naszym życiu, co robimy każdego dnia i jak odpoczywamy3.

Jeśli przyjrzymy się działaniu organizmu człowieka z perspektywy medycyny konwencjonalnej i poszukamy podobnych sił, znajdziemy je bez trudu - w układzie nerwowym. Chodzi nie tyle o działania mózgu zależne od naszej woli, ile o pracę wykonywaną przez autonomiczny układ nerwowy, którego nie kontrolujemy - nie mamy np. wpływu na tempo pracy serca czy rozszerzanie się źrenic. Składa się on z dwóch przeciwstawnych, ale uzupełniających się układów: współczulnego i przywspółczulnego. Jeden ma działanie pobudzające, a drugi hamujące - jak yin i yang w medycynie chińskiej. Prawidłowe funkcjonowanie organów zależy od ich zgodnej pracy6.

Yin jest odpowiedzialna za przygotowanie macicy na przyjęcie zapłodnionego jajeczka. Zwiększa produkcję estrogenów, których zadaniem jest wytworzenie w macicy błony śluzowej o odpowiedniej grubości oraz zmniejszenie gęstości śluzu w szyjce macicy, by zapłodnienie było możliwe. U kobiet starszych kontrolę nad płodnością przejmuje yang, która zmniejsza wytwarzanie estrogenów i doprowadza do zmian w układzie rozrodczym, utrudniających zajście w ciążę. Jeśli ten proces zachodzi w organizmie młodej kobiety, świadczy o zaburzeniach cyklu rozrodczego i uniemożliwia zajście w ciążę3.

Istotne jest również swobodne krążenie energii qi, które może zostać zablokowane na poziomie poszczególnych par meridianów, czyli kanałów, którymi się ona przemieszcza. Jeśli wyobrazimy sobie układ meridianów jako system rzek, które nawadniają ziemię i sprawiają, że ona żyje, to łatwiej będzie nam zrozumieć skutki zatamowania przepływu qi - "ziemia" po drugiej stronie tamy obumrze z braku życiodajnej energii3.

Pomoc psychologiczna jest czasami niezbędna. Jak dowodzi badanie przeprowadzone w grupie 200 par zmagających się z niepłodnością, którego wyniki opublikowano na łamach "News Medical Life Science", 50% biorących w nim udział kobiet i 15% mężczyzn przyznało, że niepłodność to najbardziej przygnębiające doświadczenie w ich życiu. Kolejne badania wykazały, że poziom stresu wywołanego leczeniem niepłodności jest taki sam jak u pacjentów leczących się na choroby nowotworowe i nadciśnienie tętnicze czy będących po zawale mięśnia sercowego10

Według medycyny chińskiej przywróceniu w organizmie równowagi niezbędnej do zajścia w ciążę służy postępowanie, które uwzględnia:

  • odzyskanie spokoju wewnętrznego, do czego prowadzi korzystanie z technik kontrolowania oddechu i wyciszania negatywnych emocji, oraz stosowanie akupunktury i medytacji. Każda forma relaksu i uspokojenia wspomaga terapię, ponieważ wyciszony organizm łatwiej wyregulować. Obojętne, czy jest to medytacja według zasad medycyny chińskiej, czy modlitwa w przypadku osób wierzących, czy też techniki relaksacyjne, np. wsparcie grupowe, masaże, joga. Ważne, by podjęte działania pomogły odzyskać równowagę emocjonalną i dały motywację do leczenia;
  • unormowanie poziomu hormonów oraz przepływu krwi w narządach rozrodczych za pomocą akupunktury (odblokowanie meridianów i umożliwienie prawidłowego przepływu energii qi; stosowanie odpowiednich ziół, dobieranych w zależności od występujących problemów - "Przyroda jest lekarzem dla wszelkich chorób", mawiał Hipokrates;
  • przestrzeganie diety, dostosowanej do potrzeb konkretnej osoby i uwzględniającej uwarunkowania wynikające ze zdiagnozowanej choroby3.

Połączenie tych metod przyczynia się do zwiększenia płodności. Z badań wynika, że efekty ich zastosowania są niekiedy wręcz spektakularne. W 2011 r. na łamach "Complementary Therapies in Medicine" opublikowano rezultaty badań przeprowadzonych w Australii na uniwersytecie w Adelajdzie, z udziałem 1851 niepłodnych par. Eksperyment prowadzono 4 miesiące i wykazano, że szanse na zapłodnienie w przypadku par leczonych według zasad medycyny chińskiej są dwa razy większe niż par poddawanymi wyłącznie farmakoterapii. Podobny wynik uzyskano w odniesieniu do par, które zdecydowały się na zabieg in vitro (ang. in vitro fertilisation - IVF)7.

Co ciekawe, w przypadku in vitro szanse na pomyślną implantację zarodka w macicy zwiększa akupunktura wykonana 25 minut przed zabiegiem lub po nim. Wykazano również, że dzięki zastosowaniu tej metody przed transferem zarodka prawdopodobieństwo zajścia w ciążę wzrasta aż o 65%8 Tego rodzaju informacje nie pozostają bez echa. W Wielkiej Brytanii kliniki leczenia niepłodności coraz częściej korzystają ze wsparcia medycyny chińskiej i współpracują z gabinetami akupunkturzystów7,8.

Badania przeprowadzone na uniwersytecie w Adelajdzie dają nadzieję także kobietom po czterdziestce, które jednak nie ukończyły jeszcze 45 lat - zastosowanie w ich przypadku metod tradycyjnej medycyny chińskiej jest również skuteczne8. Według naukowców terapia akupunkturą i odpowiednio dobranymi ziołami podwaja szansę kobiety na wyrównanie cyklu menstruacyjnego i zajście w ciążę9.

Niepłodność: pomoże medytacja

Magda rozpoczęła poszukiwania specjalisty medycyny chińskiej. Okazało się, że ośrodek proponujący terapie naturalne bez trudu znalazła w pobliżu swojego miejsca zamieszkania. W międzyczasie rozpoczęła sesje z psychologiem, który miał jej pomóc w wyciszeniu emocji i zapanowaniu nad życiem, ostatnio podporządkowanym wyłącznie leczeniu.

Dzięki terapii moja przyjaciółka nie tylko uwolniła się od negatywnych odczuć, lecz również nauczyła się kontrolować oddech (dotlenienie działa odprężająco), myśli i uczucia. Epizody załamania psychicznego stawały się coraz rzadsze, a pierwsze efekty terapii były zauważalne już po 4 miesiącach - cykl miesięczny zaczął się wyrównywać, a towarzyszące mu objawy napięcia przedmiesiączkowego były dużo słabsze. Badania kontrolne wykazały, że poziom hormonów w jej organizmie powoli się stabilizuje, co znalazło odzwierciedlenie w lepszym samopoczuciu i bardziej regularnych miesiączkach.

Harvard's Beth Israel Deaconess Medical Center opublikował w 2000 r. wyniki badań przeprowadzonych z udziałem 184 kobiet, które nie dłużej niż 2 lata starały się zajść w ciążę. Podzielono je na 3 grupy: pierwsza uczestniczyła w programie radzenia sobie ze stresem, gdzie uczono metod relaksacji, medytacji i praktykowano jogę, druga miała zapewnioną pomoc w grupie wsparcia utworzonej przez kobiety z podobnymi przeżyciami, a trzecia nie została poddana żadnemu oddziaływaniu psychologicznemu. Eksperyment trwał 10 tygodni, a następnie uczestniczki były monitorowane przez rok. W tym czasie 55% pań z grupy pierwszej i 54% z grupy drugiej zostało matkami. Z grupy trzeciej w ciążę zaszło tylko 20% kobiet11

Efekty terapii psychologicznej obudziły w Magdzie nadzieję. Udała się na umówioną wizytę u specjalisty medycyny chińskiej, zadowolona, że w walce o zdrowie odniosła już pewien sukces - wyciszyła swój organizm, który pozytywnie zareagował na terapię, i odzyskała równowagę psychiczną. Teraz mogła wykonać następny krok.

Terapia niepłodności

W ośrodku medycyny chińskiej badający ją pod kątem niepłodności specjalista był zainteresowany przebiegiem cyklu, obfitością krwawień i bólami, jakie im towarzyszą, wyglądem krwi miesiączkowej i zmianami temperatury ciała. Okazało się, że równie istotna jest częstość oddawania moczu, jego barwa i nocne wstawanie do toalety. Jak każdy praktyk medycyny chińskiej, zbadał dodatkowo puls i ciepłotę ciała, następnie zapoznał się z wynikami badań laboratoryjnych, a także ocenił postawę ciała pacjentki, zapytał o bóle stawowe i mięśniowe oraz inne niespecyficzne objawy. Oczywiście przyjmowane leki i zdiagnozowane choroby również znalazły się w kręgu zainteresowania specjalisty. Dużą część wizyty zajęło omówienie stanu psychicznego Magdy i sposobów, jakimi stara się wyciszać emocje3.

Po przeanalizowaniu wywiadu specjalista zaproponował terapię, która była kombinacją leczenia ziołami, akupunktury, diety i medytacji3,12. Stwierdził u Magdy zaburzony przepływ krwi w niektórych tętnicach, nazywanych w medycynie chińskiej bao mai i zaopatrujących w ten życiodajny płyn narządy rodne. Tę nieprawidłowość postrzega się jako główną przyczynę trudności z zajściem w ciążę3. W jego opinii moja przyjaciółka znajdowała się nadal w stresie, który był przyczyną zaburzenia równowagi organizmu i rozregulowania układu hormonalnego. Uznał więc, że powinna kontynuować terapię psychologiczną. Przekazał też zalecenia dotyczące diety i przyjmowania preparatów ziołowych, indywidualnie dla niej dobranych. Początek nowemu leczeniu dały zabiegi akupunktury.

Magda nie zrezygnowała jednak z pomocy medycyny konwencjonalnej. Regularnie robiła badania i odbywała wizyty u ginekologa. Pierwsze rezultaty połączonych terapii (spotkań z psychologiem oraz zabiegów akupunktury) zauważyła po upływie 3 miesięcy. Dobre samopoczucie, większa chęć do życia, spokój wewnętrzny i regularne miesiączki znalazły swoje odzwierciedlenie w wynikach badań krwi. Okazało się, że organizm pacjentki zaczyna funkcjonować prawidłowo, a poziom hormonów zbliżył się do prawidłowych wartości. Małe sukcesy dodały Magdzie sił i stały się motywacją do dalszego leczenia.

Niepłodność i akupunktura

Na uniwersytecie w Sydney naukowcy pracujący pod kierownictwem dr Suzanne Cochrane przeanalizowali wyniki badań z całego świata, dotyczące leczenia niepłodności kobiecej za pomocą tradycyjnej medycyny chińskiej12. Konkluzja była zaskakująca: "choć mechanizm działania akupunktury nie został jeszcze odkryty i znamy jedynie założenia medycyny chińskiej co do zasad działania tej metody, przeprowadzone badania dają podstawy do uznania, że akupunktura korzystnie wpływa zarówno na płodność kobiet leczonych według zasad medycyny chińskiej, jak i korzystających z metod terapii wspomaganego rozrodu, w tym in vitro".

Akupunktura pomaga również kobietom w emocjonalnym radzeniu sobie z terapią niepłodności. Badania wykazały, że akupunkturą można regulować cykl płciowy, co czasami prowadzi nawet do przywrócenia miesiączkowania. Znajduje więc zastosowanie także w terapii kobiet starszych, które pomimo przekroczenia czterdziestki, nie zrezygnowały z marzeń o dziecku12,13,14.

Doktor James Dillard, pracujący na Narodowym Uniwersytecie Kolumbii, uważa, że "akupunktura prawdopodobnie pozwoli przekroczyć linię dzielącą niepłodność od płodności, jeśli tylko organizm kobiety zyska odpowiednie wsparcie, umożliwiające mu lepsze funkcjonowanie. Zwiększy to również skuteczność nowoczesnych metod wspomagania rozrodu, takich jak in vitro"15.

W 2002 r. w czasopiśmie "Journal Fertility and Sterility", wydawanym przez Amerykańskie Stowarzyszenie Medycyny Reprodukcyjnej, endokrynolog Zev Rosenwaks opublikował wyniki badań, z których wynika, że za pomocą akupunktury można wpływać na poziom hormonów podwzgórzowych i przysadkowych wytwarzanych w organizmie kobiety i regulujących cykl płciowy. Współpracujący z nim dr Chang potwierdził wpływ akupunktury na funkcjonowanie osi podwzgórzowo-przysadkowo-jajnikowej i stymulację dojrzewania komórki jajowej oraz owulacji.

Potwierdził tym samym wyniki wcześniejszych badań dr Sandry Emmons z University of Oregon, która wskazała na bezpośredni i korzystny wpływ akupunktury na liczbę dojrzewających pęcherzyków jajnikowych indukowanych w procedurze in vitro. "Stosowanie akupunktury przyczynia się do rozszerzenia tętnic i zwiększenia przepływu krwi również w jajnikach, co powoduje, że otrzymują one większe dawki stymulujących je hormonów"- twierdzi dr Emmons, stosująca w ramach praktyki metody wywodzące się z tradycyjnej medycyny chińskiej12,13,14,15.

Dla Magdy spokój i równowaga przestały być tylko pustymi słowami, stały się życiowym mottem wyznaczającym drogę do celu: do bycia matką. Nauczyła się wsłuchiwać w sygnały, jakie wysyła ciało, reagować mniej emocjonalnie. Wiedziała, że to dopiero początek starań, ale nic jej już nie zrażało i pod okiem specjalisty medycyny chińskiej śmiało podążała za swoim marzeniem. Jakim jeszcze wyzwaniom będzie musiała sprostać? O tym opowiem już w następnym odcinku, z nadzieją że terapia, która pomogła Magdzie, okaże się skuteczna również w przypadku innych kobiet z podobnym problemem.

Kamila Makowska-Serkis

 

Holistic Health
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W:
Holistic Health 3/2018
KUP wydanie ELEKTRONICZNE
Artykuł należy do raportu
Ciąża i poród. Problemy z zajściem w ciążę
Zobacz cały raport
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W
Holistic Health 3/2018
Holistic Health
Kup teraz
Więcej w dziale: Niepłodność
Wczytaj więcej
Nasze magazyny