Jesteś terapeutą?

Statyny - pomagają czy szkodzą?

Wygląda na to, że farmaceutyki przynoszące koncernom miliardowe zyski dla wielu ludzi są zabójcze, a pomagają jedynie niewielkiej grupie pacjentów.

21 luty 2019
Artykuł na: 23-28 minut statyny leki suplementy
Zdrowe zakupy

W ciągu 30 lat od wprowadzenia statyn na rynek wartość ich rocznej światowej sprzedaży przekroczyła 30 mld dolarów. W 2008 r. jeden z leków z tej grupy, Lipitor (atorwastatyna), zapisał się w historii jako najbardziej popularny farmaceutyk. Wartość jego rocznej międzynarodowej sprzedaży sięgnęła 10,2 mld dolarów.

Jednak znaczące badanie wykazało, że statyny są kolejnym medycznym nieporozumieniem. Zewsząd słyszy się, że chronią przed chorobami serca, lecz przerażająca prawda wydaje się zupełnie inna. Statynom daleko do bycia cudownym lekarstwem i wygląda na to, że dla wielu ludzi są zabójcze, a pomagają jedynie niewielkiej grupie pacjentów.

Jak doszło do takiej pomyłki? Wydaje się, że miały na to wpływ 2 czynniki: zatajanie prawdziwych informacji, a także dyskusyjna teoria, według której cholesterol LDL powoduje choroby serca.

Statyny - zatajona prawda

Dwóch naukowców ze Szpitala Kolegium Uniwersyteckiego w Galway w Irlandii odkryło prawdę po przeanalizowaniu 55 badań dotyczących terapii statynami. Ludzie przyjmujący te leki wcale nie żyli dłużej i byli w równym stopniu narażeni na rozwój chorób serca, jak osoby, które ich nie zażywały. Co gorsza, w przypadku kobiet, diabetyków, a także młodych pacjentów farmakoterapia zwiększała prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń serca1.

Kiedy naukowcy z niezależnej grupy badawczej Cochrane Collaboration przeanalizowali sposób przedstawiania badań dotyczących statyn, odkryli wybiórczość w zgłaszaniu wyników oraz nieodpowiednią rejestrację działań niepożądanych. Zauważyli również, że dane pacjentów cierpiących na choroby serca wykluczono z otrzymanych rezultatów2. Być może przyczyną nieprawidłowości jest fakt, że niemal każde badanie dotyczące statyn finansują ich producenci...

 
 

Historia leku obniżającego poziom cholesterolu

Historia statyn rozpoczęła się w 1971 r. w japońskich laboratoriach firmy farmaceutycznej Sankyo. Biochemik Akira Endo poszukiwał związku, który mógłby obniżyć poziom cholesterolu i byłby lepiej tolerowany niż dostępne wówczas leki. Jako że ilość syntetyzowanego cholesterolu jest regulowana w wątrobie przez enzym o nazwie reduktaza HMG-CoA, naukowiec uważał, że musi istnieć mikroorganizm, który mógłby ograniczyć jego wytwarzanie. Odnalazł to, czego poszukiwał, w pleśni z gatunku Penicillium citrinum, z której otrzymał związek chemiczny o nazwie mewastatyna. Chociaż nigdy nie był on dostępny dla pacjentów, ponieważ u laboratoryjnych psów powodował nowotwory, niedowład mięśni i zgony, przykuł uwagę amerykańskiego giganta farmaceutycznego, firmy Merck. Do 1978 r. jej naukowcy z innego grzyba (Aspergillus terreus) wyizolowali lowastatynę.

W ten sposób firma Merck uzyskała rozwiązanie nieistniejącego problemu - od kiedy cholesterol miał cokolwiek wspólnego z chorobami serca? Chociaż kilku naukowców rozważało taki scenariusz, większość kardiologów nie dawała mu wiary. Firma Merck uruchomiła więc swą machinę promocyjną, zdecydowana uderzyć bezpośrednio w społeczeństwo. Zaczęło się od kampanii na rzecz ochrony zdrowia, wyjaśniającej, że istnieją 2 typy cholesterolu: „dobry” HDL oraz „zły” LDL, który zbiera się w ścianach tętnic, co ostatecznie prowadzi do zawału serca. Jak dowodzono, ten pierwszy pozwala na utrzymanie kontroli nad złym, a odpowiednia dieta oraz intensywna aktywność fizyczna w parze ze statynami to dobra droga do zdrowej równowagi.

Fakty nie stały niestety po stronie kampanii promocyjnej. Kiedy wizerunkowi specjaliści firmy Merck - a z czasem i innych producentów leków - informowali opinię publiczną o „złym” cholesterolu, badanie Framingham Heart Study wykazywało, że w wyniku obniżenia stężenia cholesterolu ludzie powyżej 50. r.ż. byli bardziej narażeni na śmierć na skutek chorób sercowo-naczyniowych3.

To zaskakujące powiązanie potwierdzono lata później, kiedy naukowcy przyjrzeli się amerykańskim U mężczyzn japońskiego pochodzenia w wieku 71-93 lata, u których obserwowano niski poziom cholesterolu prawdopodobieństwo zgonu było 1,6 razy wyższe. „Długotrwale utrzymujące się niskie stężenie cholesterolu właściwie zwiększa ryzyko śmierci” - wywnioskowali autorzy badania Honolulu Heart Program4.

Statyny - brak dowodu na korzyści

Skoro cholesterol jest tak ważny dla ogólnego stanu zdrowia, być może nie zaskakuje fakt, że statyny, które obniżają jego poziom, właściwie nie przedłużają życia.

Cholesterol pełni kluczową funkcję w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu

Wpływa na:

  • poziom energii,
  • odporność,
  • metabolizm tłuszczów,
  • aktywność tarczycy,
  • funkcjonowanie wątroby,
  • tolerancję na stres,
  • funkcje nadnerczy oraz 
  • pracę mózgu.

Wysokie stężenie cholesterolu może nawet chronić ludzi powyżej 50. r.ż. przed śmiercią w wyniku zaburzeń serca5.

 

Irlandzcy naukowcy analizujący różnorakie publikacje nie znaleźli żadnych badań jednoznacznie potwierdzających teorię, że statyny wydłużają życie. Natknęli się jedynie na informację, że mężczyźni w wieku co najmniej 69 lat wcale nie żyli dzięki nim dłużej, a częstość występowania wśród nich zawałów serca nie była niższa.

Niektóre z badań wskazują nawet na to, że statyny mogą skracać życie. Leki te trzykrotnie zwiększają ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej, w przebiegu której wapń osadza się w ścianach tętnic. Problem ten wiąże się zwykle z wysokim poziomem cholesterolu (podobno redukowanym przez statyny). Jednak najlepiej strzeżonym sekretem medycyny jest badanie Illuminate, przerwane niedługo po tym, jak okazało się, że leki z tej grupy zwiększają ryzyko wystąpienia działań niepożądanych, zarówno ze strony układu krążenia, jak i innych (takich jak infekcje oraz nowotwory)6.

Badacze z Galway znaleźli również dowód na to, że zażywanie statyn zwiększa ryzyko wystąpienia cukrzycy, zaćmy i osłabienia mięśni (miopatii), które może trwać nawet 12 miesięcy, jak również ostrej niewydolności nerek, zaburzeń wątroby i erekcji oraz immunosupresji.

Koenzym Q10 usprawnia pracę serca 

Okazuje się zatem, że cholesterol jest bardzo istotny dla ogólnego stanu zdrowia. Tak samo jak koenzym Q10, który dostarcza komórkom energię oraz uczestniczy w utrzymaniu siły mięśniowej, zwłaszcza mięśnia sercowego. Cholesterol i koenzym Q10 podążają tymi samymi ścieżkami, więc ingerencja w produkcję tego pierwszego ma wpływ na drugi.

Jeśli niski poziom koenzymu Q10 powoduje niewydolność serca, a statyny blokują jego produkcję, może to wyjaśniać, dlaczego leki te są związane z chorobami serca. To połączenie było znane od lat. Na pewnym etapie firma Merck złożyła nawet wniosek patentowy, by móc dodawać do swoich statyn koenzym Q10, lecz nigdy nie wszedł on w życie.

Statyny nie są jednak całkowicie pozbawione zalet. Wydaje się, że mężczyźni w średnim wieku z wcześniej występującymi problemami sercowymi - zwłaszcza z chorobą wieńcową - czuli się lepiej, gdy przyjmowali lek z tej grupy. Ale na tym kończą się plusy. Reszty populacji statyny nie chronią przed zaburzeniami serca.

Leki wydawane z automatu, "za wiek"

W wielu wypadkach leki są przepisywane tylko dlatego, że pacjent jest w podeszłym wieku - zjawisko to określane jest jako „tick- box medicine” (w wolnym tłumaczeniu: „farmakoterapia do odhaczenia”). Przykładem może być obniżanie poziomu cholesterolu we krwi, zwłaszcza u ludzi starszych. Jest to jawny brak zrozumienia zmiany metabolizmu w tej grupie pacjentów, którzy wyraźnie potrzebują wyższych stężeń dla ogólnego dobrego stanu zdrowia, a zwłaszcza bystrości umysłu.

W podeszłym wieku nie redukuj poziomu cholesterolu

Jak już wspomniano, u uczestników Honolulu Heart Program z cholesterolem 2,09-4,32 mmol/l (80,8-167,05 mg/dl) ryzyko zgonu było nawet o 40% wyższe niż w przypadku tych z wyższymi stężeniami. Badanie, w ramach którego na przestrzeni 20 lat oceniano zmiany pod tym kątem, kwestionowało istnienie jakiegokolwiek „naukowego uzasadnienia próby redukcji poziomu cholesterolu do wartości poniżej 4,65 mmol/l [179,8 mg/dl] u ludzi w podeszłym wieku”7.

 

Według badaczy z Uniwersytetu Yale leki hipolipemizujące u osób starszych mogą wręcz przynieść więcej szkód niż pożytku. Środki te dają marginalne efekty w redukcji zgonów z przyczyn sercowych, lecz przyjmujący je pacjenci powyżej 70. r.ż. zmarli z innych przyczyn w wyniku reakcji niepożądanych8.

Na początku lat 90. ubiegłego wieku wiele przeprowadzonych na szeroką skalę badań wykazało, że pacjenci stosujący diety obniżające poziom cholesterolu bądź przyjmujący leki hipolipemizujące byli w grupie wyższego ryzyka nagłych zgonów, m.in. w wyniku wypadków i samobójstw, niż ci odżywiający się normalnie9. Ten przedziwny związek odrzucano jako przypadkowy, dopóki nie został potwierdzony w dalszych międzynarodowych próbach. Badanie z Włoch również wykazało, że niskie poziomy cholesterolu faktycznie wydają się wpływać na skłonności samobójcze u ludzi. W jego ramach porównano pod tym kątem próbki krwi 300 osób po nieudanych próbach samobójczych z tymi pochodzącymi od grupy bez takich doświadczeń. Niemalże we wszystkich przypadkach u byłych samobójców odnotowano niższe poziomy cholesterolu10.

Cholesterol a serotonina 

W 1992 r. dr Hyman Engelberg z Wydziału Medycyny Centrum Medycznego Cedars-Sinai w Los Angeles sformułował tezę, według której wzrost liczby nagłych zgonów wśród ludzi z niższym stężeniem cholesterolu może być spowodowany spadkiem poziomu serotoniny11. Jedną z funkcji tego wydzielanego w mózgu hormonu jest powstrzymywanie szkodliwych impulsów behawioralnych, takich jak agresja.

„Zaniżone stężenie cholesterolu w surowicy może przyczyniać się do spadku poziomu serotoniny w mózgu, a co za tym idzie - słabego panowania nad agresywnym zachowaniem” - skonkludował Engelberg.

Bardzo niski poziom cholesterolu całkowitego może być powiązany z samobójstwami i nagłą śmiercią12.

Pogląd ten wspiera kilka badań klinicznych wykazujących powiązanie między niskim poziomem cholesterolu a depresją, zwłaszcza u mężczyzn powyżej 70. r.ż. Co ciekawe, jednym z działań nowej klasy leków antydepresyjnych - selektywnych inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI) - jest blokowanie docierania tego neuroprzekaźnika do konkretnych komórek układu nerwowego. Przyjmujący je pacjenci zgłaszają skłonności do zachowań agresywnych oraz samobójczych. Wspomniany wyżej zespół naukowców odkrył, że depresja była 3 razy częściej spotykana w grupie osób powyżej 70. r.ż. z niskimi poziomami cholesterolu we krwi. Badacze zauważyli również korelację nasilenia depresji z konkretnymi wartościami: im niższe stężenie cholesterolu, tym cięższy przebieg miała choroba pacjenta.

Statyny a wzrost ryzyka depresji

Opisany powyżej problem może dotyczyć jedynie starszych grup wiekowych, jako że związek pomiędzy przemocą a lekami hipolipemizującymi nie został potwierdzony w przypadku młodszych ludzi. Jednakże istnieje dowód na to, że osoby na dietach odchudzających mają znacznie niższe stężenia tryptofanu - aminokwasu, z którego pozyskiwana jest serotonina - oraz zachodzą u nich istotne zmiany poziomu serotoniny13.

Tryptofan dostarczany jest do organizmu głównie z pokarmów białkowych i suplementów diety. Analizy porównawcze nawyków żywieniowych populacji różnych krajów wykazały, że ludzie, u których podaż tego aminokwasu jest niska, faktycznie częściej popełniają samobójstwa. Co więcej, pacjenci w ciężkiej depresji mają niskie poziomy tryptofanu we krwi. Jednakże wraz z poprawą ich stanu stężenia aminokwasu idą w górę14.

Statyny, przyczyny wielu dolegliwości

Obecnie statynowa sieć rozrosła się jeszcze bardziej: na podstawie nowych wytycznych prawie każdy zdrowy mężczyzna w wieku 60 lat oraz każda kobieta w wieku powyżej 65 lat kwalifikuje się do wdrożenia tego rodzaju terapii hipolipemizującej. Wcześniej w kolejce do przyjmowania popularnych leków stali wyłącznie ludzie z wysokim poziomem cholesterolu.

Podstawą tej zmiany polityki jest przekonanie, że statyny nie mają żadnych poważnych działań niepożądanych. Niby przypadkiem, tuż przed wydaniem takiego oświadczenia przez brytyjski National Institute for Health and Care Excellence (NICE), badacze z Imperial College London stwierdzili to po ponownym przeanalizowaniu 14 prób z udziałem blisko 46,3 tys. pacjentów15.

Powiedzmy to 67-letniej Mary Stamp, która ciężko ucierpiała z powodu 2 najczęstszych niepożądanych działań statyn: osłabienia mięśni i zaburzeń poznawczych. Wszystko zaczęło się w 2007 r., gdy kobieta udała się na badanie krwi, które wykazało u niej wysoki poziom cholesterolu, a medyk przepisał atorwastatynę. Później jej lekarz rodzinny ochoczo zalecił kontynuację kuracji, ale kobieta zaczęła odczuwać lekkie osłabienie. - Pomyślałam, że po prostu zachorowałam na grypę albo zaczynam się starzeć - wspomina.

Ciągnęło się to przez kilka lat. W końcu Mary nie była już w stanie wstać z łóżka. Pomyślała, że nie może to wynikać po prostu ze starzenia, w końcu dużo spacerowała i pływała, a także stosowała zdrową wegetariańską dietę. Zaczęła przyglądać się objawom i przyszło jej do głowy, że być może mają coś wspólnego z zażywanym przez nią lekiem. Kiedy przestała go przyjmować, dolegliwości ustąpiły.

Ale nawet wtedy nie miała całkowitej pewności, że winę ponosi lek, więc gdy rok później lekarz przepisał jej simwastatynę, zaczęła ją znowu przyjmować. Nastąpił nawrót dolegliwości bólowych, ale poważne reakcje niepożądane zaczęły się dopiero po 18 miesiącach, kiedy pewnego dnia jej ciało ogarnął kompletny bezwład, co było według niej „przerażające”. Jeśli lek działał w ten sposób na jej mięśnie, to jaki wpływ musiał mieć na serce?

Statyna zaburzała również pracę mózgu i funkcje poznawcze. Jako emerytowana holistyczna terapeutka sportowa Mary zawsze wyróżniała się bystrością umysłu i ogólną inteligencją, ale nagle ją utraciła, co było bardzo niepokojące. Pewnego dnia spojrzała na miarkę kuchenną i nie była w stanie zrozumieć podziałki. Innym razem dwukrotnie zabukowała bilet na ten sam lot na Cypr. Czasem Mary po prostu zapominała słowa, a także nie mogła spać. - Naprawdę myślałam, że to demencja i tracę rozum - mówi.

Mary nalegała na kompleksowe badania neurologiczne. Po raz kolejny podejrzewała, że za jej stan odpowiada zażywany lek, więc odstawiła simwastatynę. Po serii testów neurolog stwierdził, że nic jej nie dolega. Wyniki wszystkich badań były bardzo dobre, a kobieta na powrót stała się sobą. Obecnie jest antystatynowym ambasadorem, choć przyznaje, że są ludzie, którzy przyjmowali statyny od lat i nigdy nie wystąpiły u nich żadne objawy chorobowe. Jednakże inni, tak jak ona, myśleli, że cierpią na demencję i obwiniali o to swój podeszły wiek.

Statynowy biznes

Leki na obniżenie cholesterolu należą do „najmodniejszych środków” naszych czasów. Duży entuzjazm, z jakim lekarze przepisują statyny, uczynił je najbardziej dochodową grupą farmaceutyków na świecie. Roczny dochód z ich sprzedaży to ok. 26 mld dolarów. Większość lekarzy postrzega statyny jako idealne leki, koła ratunkowe praktycznie pozbawione działań niepożądanych. Jednakże wnioski te nie mają oparcia w danych.

Jedynie jedna grupa wydaje się korzystać na przyjmowaniu statyn: osoby po zawałach. Zdrowi mężczyźni i kobiety w ogóle nie odczują dzięki nim poprawy pod względem długości życia, nawet jeśli zażywają je codziennie przez 5 lat.

Badanie Scandinavian Simvastatin Survival Study (4S) początkowo wykazywało, że statyny mogą o 66% redukować śmiertelność całkowitą w skali roku16 i o 22% śmiertelność całkowitą17. Ostatecznie jednak ujawniono, że producent analizowanego leku ukrywał dane, które wskazywały na jego nieskuteczność18.

Powszechne problemy związane z przyjmowaniem tego rodzaju leków to bóle i osłabienie mięśni (miopatia). Jedna ze statyn, ceriwastatyna, została wycofana ze sprzedaży po tym, jak odkryto, że powoduje pogorszenie funkcjonowania mięśni, a w rezultacie doprowadziła nawet do śmierci 31 pacjentów.

Leki te mogą również powodować chorobę Parkinsona, która dotyka ośrodkowego układu nerwowego. W jednym z badań u przyjmujących statyny pacjentów z tym zaburzeniem stwierdzono trzykrotnie niższe niż przeciętne poziomy cholesterolu LDL. Sugeruje to, że bardzo niskie stężenie cholesterolu może odgrywać pewną rolę w rozwoju choroby Parkinsona19.

Co jeśli potrzebujesz statyn?

Kiedy przyjmowanie statyn jest konieczne, a pacjent należy do niewielkiej populacji mężczyzn, którzy mogliby na tym skorzystać, warto rozważyć zastosowanie możliwie najniższych dawek. Nowe dowody wykazują, że nawet zalecane 40 mg powoduje bóle mięśni i ich potencjalnie śmiertelne osłabienie, prowadzące do kompletnego rozpadu tkanki mięśniowej20. Wyższe dawki lub przyjmowanie statyn wraz z innymi lekami oznaczają silniejsze działanie, co powoduje o wiele częstsze występowanie miopatii, niż wynika to z oficjalnych danych. Statyny mogą również prowadzić do zaników pamięci, depresji, splątania, drażliwości, zawrotów głowy, a także poważnych wad wrodzonych. Rośnie też niepokój o to, że mogą powodować raka oraz niewydolność serca21

Artykuł ukazał się pod nazwą "Cudowna kraina statyn" w wydaniu papierowym SERCE.

Bibliografia

  1. Open J Endocrine Metabol Dis, 2013; 3: 179-85
  2. Kendrick M. The Great Cholesterol Con: The Truth About What Really Causes Heart Disease and How to Avoid It. London: John Blake Publishing, 2007
  3. Open J Endocrine Metabol Dis, 2013; 3: 179-85
  4. Lancet, 2001; 358: 351-5
  5. JAMA, 1987; 257: 2176-80
  6. N Engl J Med, 2007; 357: 2109-22
  7. Lancet, 2001; 358: 351-5
  8. JAMA, 1994; 272: 1335-40
  9. BMJ, 1992; 304: 431-3
  10. BMJ, 1995; 310: 1632-6
  11. Lancet, 1992; 339: 727-9
  12. Lancet, 1993; 341: 75-9
  13. Psychol Med, 1990; 20: 785-91
  14. Werbach M. Nutritional Influences on Mental Illness. Tarzana, CA: Third Line Press, 1991: 145-9
  15. Eur J Prev Cardiol, 2014; 21: 464-74
  16. Lancet, 1994; 344: 1383-9
  17. N Engl J Med, 1995; 333: 1301-7
  18. BMJ, 2008; 336: 180-1
  19. Mov Disord, 2007; 22: 377-81
  20. N Engl J Med, 2008; 359: 789-99
  21. Kendrick M. The Great Cholesterol Con.London: John Blake Publishing, 2007
Artykuł należy do raportu
Zadbaj o serce
Zobacz cały raport
Wczytaj więcej
Zapisz się i odbierz wybrany magazyn gratis!
Zapisz się i odbierz prezent
Nasze magazyny
Copyright © AVT 2020 Sklep AVT