Jesteś terapeutą?

Wszystkie zioła tego świata

Dzięki nowoczesnym technikom badawczym udało się ustalić, że rośliny spalone ze zwłokami neandertalczyka, co miało miejsce 60 tys. lat temu, posiadały właściwości lecznicze. Dzisiaj nadal chętnie otaczamy się ziołami, dodajemy je do potraw, stosujemy w chorobie - nie zmienił tego nawet imponujący rozwój leków syntetycznych. Można powiedzieć, że nasza przygoda z ziołami to niekończąca się historia. Na szczęście!

08 listopad 2016
Artykuł na: 38-48 minut zioła medycyna naturalna
Zdrowe zakupy

Dla porządku wyjaśnijmy, że ziołolecznictwo, zwane również medycyną botaniczną, to pojęcie odnoszące się do wykorzystywania w celach medycznych różnych części roślin: nasion, jagód, korzeni, liści, kory czy kwiatów1,2. Skąd wiemy, jak je stosować? Ta wiedza jest przekazywana z pokolenia na pokolenie w ramach medycyny ludowej, a porady zielarzy są zwykle traktowane z całą powagą, zwłaszcza gdy zawodzą inne sposoby leczenia. I choć przez lata ziołolecznictwo ewoluowało - apteczne półki uginają się pod ciężarem specyfików, których nie musimy już przygotowywać z ziół sami - to nie zmienił się powód, dla którego jest stosowane. Chodzi oczywiście o nasze zdrowie i urodę.

Tak to się zaczęło

Powrót do korzeni

O ironio losu! Wracamy do korzeni. W przenośni i dosłownie. Ludzie od niepamiętnych czasów leczyli się ziołami, by w ostatnim stuleciu zachłysnąć się cudownie skutecznymi lekami syntetycznymi. Jednak antybiotyki coraz częściej oddają pole mikrobom uodparniającym się na ich działanie. Dlatego powraca zainteresowanie lekarstwami uzyskiwanymi z krzewów, ziół, wodorośli.

Prognozuje się, że w 2050 r. oporność mikrobów na antybiotyki spowoduje więcej zgonów niż rak, a koszty walki z tym zagrożeniem będą większe niż dochód całej obecnej gospodarki świata. Już teraz na świecie ponad 700 tys. osób umiera rocznie z powodu zakażenia bakteriami opornymi na antybiotyki. W najbardziej optymistycznych prognozach eksperci szacują, że około 2050 r. bakterie zabiją rocznie ponad 10 milionów osób, czyli co 3 sekundy umrze jedna osoba, często na banalne dziś infekcje, do których dochodzi podczas porodu, zabiegów chirurgicznych lub w wyniku zwykłego skaleczenia.

Dlaczego tak się dzieje?

Współczesne antybiotyki są produktami chemii syntetycznej, ale wiele z nich istnieje w naturze. Można powiedzieć, że antybiotyki nie są wynalazkiem człowieka, lecz zostały zaczerpnięte z natury. Człowiek podpatrzył, że walczące ze sobą szczepy bakterii (ta wojna trwa od zarania dziejów życia na Ziemi) wytwarzają molekuły, które stanowią śmiercionośną broń służącą do zagłady przeciwnika.

W pierwszym złotym okresie rozwoju antybiotyków (1940 - 1960) przemysł farmaceutyczny poszukiwał nowych formuł antybiotyków, "szpiegując", jakie zabójcze dla innych bakterii molekuły, czyli jaką "broń", produkują same bakterie. Podpatrzone w naturze molekuły wytwarzano syntetycznie w masowych ilościach. Z czasem zarzucono metodę podpatrywania natury i rozpoczęto badania nad nowymi antybiotykami wyłącznie metodologią syntezy chemicznej. Jednak w ostatnich 30 latach pojawiły się już tylko nieliczne nowe antybiotyki, a bakterie w procesie ewolucji wykształciły szczepy odporne na stare antybiotyki.

Przerażająca perspektywa

Obserwujemy dwa niekorzystne zjawiska, które uruchamiają procesy zmierzające ku apokalipsie. Pierwsze to niesatysfakcjonujące efekty badań laboratoryjnych nad opracowaniem nowych antybiotyków - koszty badań są niebotyczne, a wielkie koncerny farmaceutyczne to firmy prywatne, których celem nie jest zbawianie ludzkości, lecz zarabianie pieniędzy. Antybiotyki są mało opłacalnym biznesowo produktem leczniczym, bo koszt ich opracowania jest ogromny, a pacjent tylko od czasu do czasu potrzebuje jedno opakowanie.

Zdecydowanie bardziej opłacalne dla przemysłu farmaceutycznego są lekarstwa przyjmowane "na stałe" w chorobach przewlekłych, takich jak np. rak, depresja, nadmierny poziom cholesterolu. Te przesłanki ekonomiczne stwarzają słabe rokowania dla intensyfikacji prac nad nowymi antybiotykami. A bakterie nie śpią. Mnożą się i mutują, tworząc nowe szczepy odporne na używane przez człowieka antybiotyki. Żeby tylko używane. Niestety, nadużywane. I tu mamy drugie niekorzystne zjawisko.

Ludzie niefrasobliwie nadużywają antybiotyków, co sprzyja procesowi przyśpieszania mutacji i uodparniania bakterii. Dotyczy to nie tylko leczenia pacjentów, ale również, a może przede wszystkim - hodowli zwierząt. Wszelkie infekcje zwierząt hodowlanych, na przykład częste choroby kończyn u krów, najchętniej leczone są antybiotykami, którymi następnie raczymy się, pijąc mleko. Inny przykład - łosoś z farmy hodowlanej. Obliczono, że w czasie swojego życia taki łosoś zjada więcej antybiotyków niż wynosi jego waga.

Na ratunek - zioła

Wobec groźby, że wyczerpią się możliwości leczenia antybiotykami, pozostaje nam powrót do natury. Rośnie zainteresowanie medycyną botaniczną i etnobotaniką, badającą m.in. remedia stosowane przez ludy tubylcze. Rośliny były wykorzystywane jako leki od zarania dziejów cywilizacji, a nawet jeszcze przed człowiekiem (np. u małp sposobem na odrobaczywienie jest żucie liści toksycznych roślin). Kanonem wiedzy o ziołolecznictwie w Europie przez 1500 lat, od czasów Nerona do średniowiecza, było dzieło Dioskurydesa "De Materia Medica". Odkrycie Ameryki wzbogaciło tę wiedzę o osiągnięcia medycyny botanicznej Indian, np. pojawił się lek na malarię - chinina otrzymywana z kory drzewa chinowca.

Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, jak wiele ważnych współcześnie lekarstw pochodzi ze świata roślin. Nawet tak popularny i - zdawałoby się - czysto chemiczny produkt jak aspiryna bazuje na substancji znalezionej w bylinie tawuły. W roślinach jest jeszcze do odkrycia wiele substancji leczniczych do zastosowania bezpośredniego lub inspirujących do wytwarzania analogicznych substancji chemicznych.

Medycyna botaniczna ma przyszłość, a wzmożone zainteresowanie tą dziedziną wiedzy ze strony nauki akademickiej może zaowocować wieloma zaskakującymi odkryciami. Na przykład ostatnio pojawiło się doniesienie, że wyjątkowo oporny na antybiotyki gronkowiec złocisty może być pokonany wyciągiem z jeżyny. W tym przypadku lek nie zabija bakterii, jak to się dzieje podczas leczenia antybiotykiem, a jedynie nie pozwala im na tworzenie śluzowatej błony, za pomocą której przywierają do tkanek, naczyń i narzędzi szpitalnych.

Można snuć przypuszczenia, że "pokojowe" neutralizowanie bakterii powstrzyma ich ewolucyjny imperatyw walki o przetrwanie, zgodnie z którym mutują, by uodpornić się na kolejne antybiotyki. Taki rozejm w wojnie człowieka z bakteriami byłby ogromnym sukcesem medycyny botanicznej. I nadzieją na przetrwanie ludzkości.

Wiemy, że już w czasach prehistorycznych ludzie stosowali zioła, by łagodzić objawy chorób lub utrzymać dobry stan zdrowia3-6. Dotyczy to wszystkich kultur. Istnieje pokaźna liczba dowodów archeologicznych potwierdzających wykorzystanie ziół w celach leczniczych. Gdy świat obiegła informacja, że analiza pyłku kwiatowego roślin znalezionych w grobie neandertalczyka wykazała, iż wszystkie spalone wraz z jego zwłokami gatunki miały właściwości lecznicze3,5, wielu z nas kręciło z niedowierzaniem głową.

Ale kolejne rewelacje utwierdzały nas w przekonaniu, że zastosowanie ziół w celach leczniczych rzeczywiście może sięgać tak odległych czasów. Badawczo potwierdzono np. ich obecność w rzeczach osobistych tzw. człowieka z lodowca, które zostały odnalezione w szwajcarskich Alpach po upływie 5,3 tys. lat od jego śmierci. Uważa się, że zidentyfikowane zioła najprawdopodobniej były stosowane do zwalczania pasożytów, które wykryto w jelicie3,5.

Przykłady zainteresowania roślinami leczniczymi w czasach starożytnych można dziś mnożyć dzięki kolejnym odkryciom archeologów. Odnaleziono np. sumeryjską glinianą tablicę, sporządzoną około 5 tys. lat temu, zawierającą informacje i opisy dotyczące leczniczego wykorzystywania roślin przez zamieszkujących Mezopotamię Sumerów. Były wśród nich zioła, które wiąż stosuje się w celach terapeutycznych na całym świecie, takie jak wawrzyn, kminek zwyczajny i tymianek2,5,6.

Z kolei za pośrednictwem papirusu Ebersa spisanego około 3,5 tys. lat temu dowiedzieliśmy się, że już wtedy Egipcjanie używali m.in. mandragory do łagodzenia bólu oraz czosnku w leczeniu schorzeń serca i układu krążenia5.

Stary Testament (Księga Ezechiela 47:12) również wspomina o wykorzystywaniu roślin w celach terapeutycznych7,8, m.in. hizopu, mięty, ruty i piołunu.

Skarbnicą wiedzy na temat możliwości leczniczych ziół dostępnych w starożytnych Chinach jest zielnik "Pen-tsao-king" - farmakopea opublikowana około 1600 r.p.n.e., zawierająca opis ponad 300 leczniczych roślin oraz wskazówki dotyczące ich wykorzystywania. Wymieniono w niej m. in. ma-huang (łac. Ephedra vulgaris) - krzew, dzięki któremu wprowadzono do współczesnej medycyny efedrynę4, organiczny związek chemiczny o szerokim zastosowaniu leczniczym.

W Indiach źródłem wiedzy na temat ziołolecznictwa jest Rygweda - zbiór hinduskich świętych hymnów zawierających wzmianki odnoszące się do ajurwedy, sztuki medycznej do dzisiaj wykorzystującej naturalne właściwości leczniczych roślin9,10.

Afrykańskie dary

Wprawdzie trudno dokładnie określić, od kiedy na tym kontynencie zaczęto wykorzystywać rośliny o właściwościach leczniczych, ale prawdopodobnie tradycja ta miała swój początek w Egipcie2 i sięga 1500 r.p.n.e. Trudności z datowaniem wynikają ze słabego udokumentowania tradycyjnych afrykańskich systemów medycznych12-14.

Dla nas istotne dzisiaj jest to, że badania etnobotaniczne potwierdziły potencjał terapeutyczny niektórych afrykańskich roślin, takich jak akacja senegalska (łac. Acacia Senegal, guma arabska), bukko (łac. Agathosma betulina), aloes uzbrojony (łac. Aloe ferox), aloes zwyczajny - gatunek północnoafrykański (łac. Aloe vera), bylica afrykańska (łac. Artemisia afra), herbata Rooibos (łac. Aspalathus linearis), czuwaliczka jadalna (łac. Catha edulis), mirra (łac. Commiphora myrrha), hakorośl rozesłana, tzw. diabelski pazur (łac. Harpagophytum procumbens), ziemniak afrykański (łac. Hypaxis hamerocallidea) oraz katarantus różowy, czyli barwinek różowy (łac. Catharanthus roseus)13,15. Niektóre z tych gatunków są wykorzystywane do dziś.

Mędrcy i praktycy

Uważa się, że na rozwój medycyny w starożytnym świecie zachodnim miały również wpływ prace greckich filozofów, w szczególności obdarzonego przydomkiem "ojca medycyny" Hipokratesa (ok. 460-370 r. p.n.e.), a także Arystotelesa (384-322 r. p.n.e.), który zajmując się niemal wszystkimi dziedzinami wiedzy, nie pomijał medycyny, oraz Pedaniosa Dioskurydesa (ok. 40-90 r. n.e.), greckiego lekarza, farmakologa i botanika, który w swej słynnej księdze "De Materia Medica" zebrał informacje na temat ponad 600 gatunków roślin o właściwościach leczniczych. Dzieło to, napisane w I w. n.e., przez ponad 1,5 tys. lat stanowiło podstawowe kompendium wiedzy dla zainteresowanych ziołolecznictwem, zwłaszcza w Europie5,10.

W epoce średniowiecza i renesansu rośliny lecznicze nadal odgrywały istotną rolę w praktykach medycznych11. W wielu krajach, takich jak Anglia, Irlandia i Niemcy, wiedzę na temat leków ziołowych rozwijano w klasztorach4. Benedyktynom, Franciszkanom czy Bonifratrom zawdzięczamy receptury popularne do dzisiaj.

Świat arabski również przyczynił się do poszerzenia naszej wiedzy o ziołach. Ibn Sina, czyli Avicenna (980-1037 r.n.e.), nazywany największym uczonym islamu, opisał w swoich dziełach wiele roślin leczniczych z terenów obecnego Iranu i sąsiadujących z nim ziem. A w czasie podbojów terytorialnych, które miały swój początek już w VII w., Arabowie nie tylko przyswoili sobie umiejętności świata zachodniego, zwłaszcza Greków i mieszkańców państw basenu Morza Śródziemnego, lecz również rozwinęli je, wzbogacając o doświadczenia własne. Co więcej, za ich pośrednictwem poszerzyliśmy naszą wiedzę o praktykach medycyny chińskiej i indyjskiej, bazujących na ziołach leczniczych6.

Ciekawym przykładem wskazującym na rozwój ziołolecznictwa wskutek łączenia się różnych tradycji jest Ameryka Północna, a konkretnie - Stany Zjednoczone. Doświadczenia osadników przybywających tu z Europy nałożyły się, mimo trudności we wzajemnym przenikaniu się kultur, na praktyki ludności rdzennej, czyli Indian. Na początku XX w. wskutek rozwoju technik analitycznych powstał w USA silny przemysł farmaceutyczny, którego podstawę stanowiły znane w owym czasie zioła. Taki model ekspansji farmakologii obowiązywał zresztą w owym czasie również w Europie. Dobra orientacja we właściwościach leczniczych ziół, w połączeniu z rozwojem wiedzy z zakresu chemii syntetycznej, umożliwiła produkcję leków pochodzenia ziołowego na przemysłową skalę. Doprowadziło to w krajach wysoko rozwiniętych do niemal całkowitego odejścia od fitomedycyny4.

Jeszcze lepsze leki

Do XIX w. zioła przyjmowano w postaci naparów (herbaty ziołowe), nalewek (wyciągi alkoholowe), wywarów (gotowane ekstrakty z korzeni lub kory łodyg) i syropów. Zewnętrznie stosowano maści, okłady, balsamy, olejki eteryczne oraz ziołowe kąpiele3. Działanie lecznicze ziół jest związane z występowaniem w roślinach aktywnych biologicznie związków chemicznych zwanych substancjami czynnymi4. Można je podzielić na substancje podstawowe, obecne we wszystkich roślinach i odpowiedzialne za najważniejsze funkcje fizjologiczne, oraz substancje wtórne, czyli produkty przemiany materii roślin, zwane metabolitami wtórnymi.

Duże znaczenie terapeutyczne mają np. obecne w niektórych ziołach glikozydy nasercowe, czyli związki chemiczne pomocne w niewydolności krążenia. Cennymi substancjami czynnymi są również flawonoidy, olejki eteryczne, garbniki, śluzy, saponiny czy alkaloidy.

Już pod koniec XIX w. naukowcy rozpoczęli izolowanie, oczyszczanie oraz identyfikację bioaktywnych składników roślin leczniczych, a w ciągu ostatnich 50 lat badania fitochemiczne prowadzone były głównie w celu ustalenia roli metabolitów wtórnych. Okazało się, że zapewniają one roślinom przetrwanie w środowisku. Ustalono na przykład, że metabolity wtórne z grupy pyretroidów, obecne w liściach i kwiatach części gatunków, wykazują działanie toksyczne wobec owadów, nie szkodząc ssakom. Tego rodzaju odkrycia bardzo często stanowiły punkt wyjścia do opracowania nowych leków. Wiele z nich do dzisiaj znajduje zastosowanie w medycynie5,10.

Oto przykłady. Morfina wyizolowana z maku lekarskiego (łac. Papaver somniferum) stanowi silny środek przeciwbólowy i narkotyk, chinina pozyskiwana z gatunków chinowca (łac. Cinchona) to skuteczny lek na malarię, a taksol (z cisu krótkolistnego, łac. Taxus brevifolius) oraz winkrystyna (ze wspomnianego katarantusa różowego) bardzo efektywnie zwalczają pewne rodzaje nowotworów. Ponadto serpentynę (ekstrahowaną z korzenia hinduskiej rośliny o nazwie rauwolfia żmijowa, łac. Rauwolfia serpentina) stosuje się w leczeniu nadciśnienia tętniczego.

W miarę prowadzonych badań wiele preparatów naturalnego pochodzenia roślinnego ulegało udoskonaleniu, co zwiększało ich skuteczność lub ograniczało toksyczność4,5. Przykładem jest opracowana w 1953 r. aspiryna. Uzyskano ją poprzez modyfikację strukturalną kwasu salicylowego, który zidentyfikowano jako substancję czynną obecną w wielu roślinach znanych ze swych właściwości przeciwbólowych5.

Sukcesem zakończyły się również badania nad podniesieniem skuteczności artemizyny, leku na malarię, który zbyt wolno przenikał do krwi. W końcu udało się opracować receptury kilku pochodnych, takich jak artesunat, artiter i artemeter. Przypomnijmy, że najwcześniej przygotowanym naturalnym środkiem przeciwmalarycznym o efektywnym działaniu była chinina, pozyskana w 1638 r. z kory chinowca lekarskiego (łac. Cinchona officinalis).

Ciekawa historia wiąże się również z opracowaniem doustnego leku hipoglikemizującego, bardzo ważnego dla diabetyków - metmorfiny. Powstał on wskutek wykorzystywania z dobrym rezultatem w leczeniu cukrzycy rutwicy lekarskiej (łac. Galega officinalis)4. W medycynie ludowej jest ona znana od średniowiecza, ale dopiero w 1957 r. udało się wyprodukować lek stosowany od tamtej pory powszechnie. Zdolność rutwicy do obniżania stężenia glukozy we krwi przypisuje się obecności pochodnej guanidyny - alkaloidu o nazwie gelegina. Jednakże substancja ta jest toksyczna dla organizmu człowieka. Dlatego też dokonano syntezy kilku jej analogów strukturalnych, których skuteczność potwierdzono w badaniach klinicznych. Wysiłki te zaowocowały wprowadzeniem na rynek metforminy jako skutecznego leku przeciwcukrzycowego4.

Współczesne oblicze fitofarmakologii

Rozwój farmakologii spowodował, że już na przełomie XIX i XX w. można było zaobserwować w krajach uprzemysławiających się spadek zainteresowania naturalnymi wyciągami z roślin5. Ale mimo to rośliny lecznicze nadal pełniły stosunkowo ważną rolę w wielu częściach świata, a w ciągu ostatnich 30 lat radykalnie wzrosło zainteresowanie preparatami ziołowymi. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) 60% populacji światowej korzysta z dobrodziejstw medycyny tradycyjnej, a 80 % mieszkańców krajów rozwijających się stosuje niemal wyłącznie leki ziołowe.

Co więcej, na początku XXI w. światowy rynek ziołowych produktów leczniczych wart był 60 mld dolarów rocznie, a długa tradycja ziołolecznictwa jest nadal pielęgnowana w wielu regionach świata, zwłaszcza w Chinach, Indiach i wielu krajach Afryki oraz Ameryki Południowej5. Na targowiskach lecznicze zioła sprzedaje się tam wraz z warzywami i innymi towarami, są więc powszechnie dostępne, no i umiejętnie stosowane, co przekłada się na osiągane rezultaty lecznicze. W krajach rozwijających się adepci sztuki zielarskiej często przechodzą gruntowne szkolenie, aby poznać nazewnictwo roślin leczniczych i metody przygotowywania preparatów14.

Ciekawy przykład Kamerunu

Pierwsza dekada obecnego stulecia została ogłoszona przez przywódców państw afrykańskich dziesięcioleciem medycyny tradycyjnej w Afryce13. Inicjatywę tę wznowiono zresztą na lata 2011-2020, gdyż uznano, że ambitny proces zsynchronizowanie działań w obrębie medycyny konwencjonalnej i tradycyjnej dla osiągnięcia "zdrowia dla wszystkich" nie został jeszcze zakończony. W ślad za tym poszło wiele interesujących inicjatyw.

W Republice Afryki Południowej przyjęto np. projekt ustawy dotyczącej zawodu lekarza medycyny tradycyjnej, a WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) w porozumieniu z rządem Kamerunu wdrożyła strategiczny program rozwoju medycyny naturalnej w tym kraju. Uwzględnia on osiągnięcie do 2020 roku synergii w obrębie działań medycyny tradycyjnej i nowoczesnej oraz rozwój leczenia metodami naturalnymi.

Z inicjatywy WHO powstały też konkretne wytyczne w zakresie metodologii związanej z badaniami klinicznymi, które mają ułatwić ocenę skuteczności ziołolecznictwa. Podążyły za tym wielkie inwestycje w badania WHO nad roślinami leczniczymi w Chinach, Indiach, Nigerii i USA. Systematycznie zwiększa się też zainteresowanie międzynarodowych firm farmaceutycznych naturalnymi surowcami do produkcji leków. To skutek rosnącego popytu. Co ciekawe, również w krajach rozwiniętych osoby cierpiące na choroby przewlekłe coraz częściej poszukują leków i preparatów ziołowych jako alternatywy dla nowoczesnych farmaceutyków syntetycznych. Uważa się, że na obecne zainteresowanie ziołolecznictwem wpływa kilka istotnych czynników.

  • Obawa przed niepożądanym działaniem nowoczesnych leków. Chociaż farmaceutyki syntetyczne działają stosunkowo szybko, to obecnie podkreśla się, że w porównaniu z preparatami ziołowymi częściej wywołują niekorzystne skutki uboczne.
  • Dostępność i przystępność leków ziołowych. Leki ziołowe są łatwo dostępne i zwykle tańsze od syntetycznych. Ma to znaczenie zarówno w przypadku osób o stosunkowo niskich dochodach, jak i zamieszkujących tereny wiejskie, stanowiące naturalny rezerwuar wszelkiego rodzaju roślin leczniczych. Umożliwia to przygotowanie ziołowych mikstur także w warunkach domowych.
  • Wysokie ceny leków syntetycznych. Lecznicze rośliny wykorzystywane do produkcji preparatów ziołowych są stosunkowo tanie w porównaniu ze składnikami farmaceutyków syntetycznych.
  • Czynniki kulturowe. Medycyna tradycyjna w niektórych regionach świata zawsze uchodziła za opcję skuteczną i zadowalającą, mogącą śmiało konkurować z nowoczesną opieką zdrowotną. I nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić.

Sprytne rośliny

Ostrożność nie zawadzi

W niektórych przypadkach stosowanie ziół może być obarczone ryzykiem. Z reguły nie powinno się łączyć terapii ziołami z przyjmowaniem farmaceutyków o zbliżonym działaniu. Kiepskim pomysłem jest np. faszerowanie chorego w tym samym czasie lekami działającymi przeciwzakrzepowo i miłorzębem japońskim, który naturalnie rozcieńcza krew. Jeśli bierzemy środki nasenne, to należy unikać kozłka lekarskiego, czyli waleriany.

Odradza się też mieszanie ziół z farmaceutykami wykazującymi w stosunku do siebie działanie przeciwne. Wiadomo na przykład, że równoczesne stosowanie ziół i leków wpływających antydepresyjnie może zmniejszyć skuteczność leków, które są wtedy zbyt szybko metabolizowane, a więc terapia przebiega nieprawidłowo. Niektóre zioła rozcieńczające krew, takie jak dzięgiel chiński, złocień maruna oraz czosnek przyjmowany w postaci suplementu diety, należy odstawić na 14 dni przed interwencją chirurgiczną. Lekarz powinien zostać poinformowany o ich wcześniejszym przyjmowaniu16.

Rosnące zainteresowanie lekami i suplementami diety pochodzenia roślinnego mobilizuje naukowców, zwłaszcza farmakologów, mikrobiologów, biochemików, botaników i chemików, do podejmowania kolejnych badań. Ich przedmiotem są próby wyizolowania i przebadania występujących w roślinach aktywnych biologicznie związków chemicznych, czyli substancji czynnych, do których zaliczają się również znane nam już metabolity wtórne.

Substancje czynne zapewniają roślinom ochronę przed infekcjami wywoływanymi przez drobnoustroje oraz przed agresją ze strony owadów. Rośliny nie mogą uciec przed napastnikami, zatem musiały wykształcić w toku ewolucji wyspecjalizowane systemy obronne przed skutkami oddziaływania środowiska zewnętrznego. Wytwarzane przez nie związki chemiczne mają działanie przeciwbakteryjne, grzybobójcze i owadobójcze. Liczne badania wykazały, że wiele z nich jest również w stanie ingerować w procesy wywołane rozwojem chorób, czyli może stanowić dla człowieka broń w zapanowaniu nad nimi.

Do cennych związków fitochemicznych zalicza się np. polifenole, których jak dotąd zidentyfikowano ponad 10 tysięcy. Warto podkreślić, że dzięki prowadzonym przez lata badaniom fitochemicznym udało się doprowadzić do opracowania leków ziołowych, których skuteczność potwierdziły próby kliniczne. Oznacza to ułatwienie ich terapeutycznej standaryzacji, co wiąże się również z podniesieniem skuteczności działania. Cały czas analizuje się również bezpieczeństwo stosowania tych preparatów.

No właśnie - bezpieczeństwo

Warto spojrzeć na funkcjonowanie i rozwój rynku leków ziołowych pod kątem ich wytwarzania, dystrybucji i sprzedaży, ale też w kontekście bezpieczeństwa stosowania tych preparatów1. Dokładniejszej analizy wymagają zagadnienia związane ze standaryzacją, skutecznością i dostępnością preparatów ziołowych. Niestety, nadal w wielu regionach świata występują nagminnie problemy z uregulowaniami normatywnymi oraz zapewnieniem odpowiedniej jakości fitofarmaceutyków. Taki stan rzeczy utrzymuje się zarówno w krajach rozwijających się, jak i rozwiniętych2.

Standaryzacja leków ziołowych to często bardzo trudne zadanie. Chodzi o to, że metabolity wtórne roślin są złożone i różnorodne, w dodatku występują w ogromnej liczbie. Wyróżniono do dzisiaj ponad 200 tys. tych związków. W dodatku wykazują one działanie terapeutyczne uzależnione w dużej mierze od wieku, czynników genetycznych oraz pochodzenia geograficznego gatunków roślin. To nie ułatwia zadania.

Niejednakowa zawartość fitozwiązków, czyli właśnie substancji czynnych, w rozmaitych produktach ziołowych wytworzonych z tych samych gatunków roślin sprawia, że występują miedzy nimi zasadnicze różnice pod względem aktywności farmakologicznej, a to przekłada się na ich skuteczność. Co więcej, proces zbioru roślin leczniczych oraz okres, w jakim się on odbywa, a także przypadki obniżenia ich jakości z powodu obecności mikroorganizmów i pestycydów, w ogromnym stopniu utrudniają ujednolicenie standardów, które umożliwiałyby np. przepisywanie konkretnych dawek tych samych leków w różnych częściach świata.

Podniesienie jakości leków ziołowych można do pewnego stopnia osiągnąć poprzez wdrożenie dobrych praktyk rolniczych w zakresie uprawy gatunków leczniczych oraz dobrych praktyk produkcyjnych w procesie wytwarzania i pakowania gotowych preparatów. Konieczne jest również lepsze nadzorowanie procesu dystrybucji i sprzedaży. Chodzi przede wszystkim o to, aby jakość preparatów nie ucierpiała wskutek nieodpowiednio zorganizowanego transportu czy warunków przechowywania.

Ważne dla mam i dzieci

Zaleca się, by kobiety w ciąży unikały przyjmowania ziołowych suplementów diety, zwłaszcza w pierwszym trymestrze, jeśli nie zostały one przepisane przez lekarza. Wyjątek stanowi miłorząb japoński w bezpiecznej dawce do 1000 mg dziennie (w postaci kapsułki lub kandyzowanej), gdy dochodzi do częstych w tym okresie porannych mdłości. Dopuszczalnym rozwiązaniem jest również zastosowanie echinacei w przypadku przeziębienia lub grypy17.

Nie licząc ziół, które mogą pobudzać laktację, takich jak kozieradka pospolita, drapacz lekarski czy lucerna siewna, kobiety karmiące piersią powinny unikać ziołowych kuracji do ukończenia przez dziecko sześciu miesięcy18.

Kuracje ziołowe bezpieczne dla dorosłych mogą źle zadziałać w przypadku dzieci. Dlatego przed podaniem dziecku ziół uważnie przeczytaj ulotkę informacyjną dołączoną do opakowania.

Optymistyczne jest to, że współczesne trendy w zakresie ziołolecznictwa, a przede wszystkim rosnące nim zainteresowanie, mobilizują badaczy zajmujących się naukami przyrodniczymi do współpracy z renomowanymi instytutami badawczymi i uniwersytetami, co przybliża moment rozwiązania niektórych problemów. Chodzi na przykład o pozyskanie jak największej wiedzy na temat potencjalnej toksyczności substancji czynnych. Dla pacjentów nie jest to bez znaczenia. Rośnie też zainteresowanie medycyną chińską, której możliwości terapeutyczne znajdują potwierdzenie w badaniach, czyniąc ją jeszcze bardziej atrakcyjną dla świata zachodniego.

Nowoczesne techniki pozwalają zrozumieć mechanizmy działania ziołowych substancji bioaktywnych, co otworzyło możliwości w zakresie modernizacji i standaryzacji kilku chińskich leków ziołowych. Prace badawczo-rozwojowe doprowadziły też do powstania nowych fitofarmaceutyków uwzględniających składniki ziołowe wykorzystywane w medycynie chińskiej.

Obiecująca perspektywa

Pomimo rosnącego zapotrzebowania na leki ziołowe nadal istnieją przeszkody uniemożliwiające szerokie wykorzystanie wielu z tych preparatów w ramach państwowych systemów opieki zdrowotnej. Dotyczy to np. niezadowalających procedur kontroli jakości, niepełnych danych farmakologicznych i braku klinicznych badań, które potwierdziłyby skuteczność preparatów i rozwiały obawy dotyczące ich toksyczności.

Jednak dzięki nasilającemu się zainteresowaniu badaniami nad roślinami leczniczymi, a także stosowaniu nowatorskich technik analitycznych oraz dobrze przemyślanych metodologii badawczych, nasza wiedza w dziedzinie ziołolecznictwa stale rośnie. Prognozuje się, że obecne działania zmierzające do poprawy kontroli jakości i nadzoru procesów produkcyjnych doprowadzą w niedalekiej przyszłości do szerszego włączenia ziołolecznictwa do systemów opieki zdrowotnej. Czy tak się stanie? Zobaczymy.

 

Bibliografia

  1. Paul C. Chikezie i Okey A. Ojiako, http://dx.doi.org/10.4172/2327-5162.1000195
  2. Falodun A (2010) Herbal medicine in Africa-distribution, standardization and prospects. Res J Phytochem 4: 154-161
  3. Griggs B (1981) Green pharmacy: A history of herbal medicine. J Morman & Hobhouse Ltd. London
  4. Kinghorn AD, Balandrin MF (1993) Human Medicinal Agents from Plants. America Chemical Society. San Francisco. USA
  5. Kong JM, Goh NK, Chia LS, Chia TF (2003) Recent advances in traditional plant drugs and orchids. Acta Pharmacol Sin 24: 7-21
  6. Philipeon JD (2003) Phytochemistry and medicinal plants. Phytother 56: 237-243
  7. Duke JA (1983) Medicinal plants of the Bible. Trado-Medic Book. Conch Magazine Ltd. New York
  8. Zand J, Rountre R, Walton R (1994) Smart medicine for a healthier child. Avery Publishing Group. Garden City Park. New York.
  9. Grover JK, Yadav S, Vats V (2002) Medicinal plants of India with anti- diabetic potential. J Ethnopharmacol 81: 81-100
  10. Goldman P1 (2001) Herbal medicines today and the roots of modern pharmacology. Ann Intern Med 135: 594-600
  11. Brater DC, Daly WJ (2000) Clinical pharmacology in the Middle Ages: principles that presage the 21st century. Clin Pharmacol Ther 67: 447-450
  12. Sowofora A (1993) Medicinal plants and traditional medicine in Africa. 2nd Edition. Spectrum Books. Ibadan. Nigeria. pp 26-100
  13. Elujoba AA, Odeleye OM, Ogunyemi CM (2005) Traditional medicine development for medicinal and dental primary care delivery system in Africa. Afr J Tradit Compl Altern Med 2: 46-61
  14. Okigbo RN, Mmeka EC (2006) An appraisal of phytomedicine in Africa. KMITL Sci Tech J 6: 83-93
  15. van Wyk B-E, van Oudtshoorn B, Gericke N (1997) Medicinal plants of South Africa. 2nd Edition. Briza Publication. Pretoria. South Africa
  16. http://www.drweil.com/health-wellness
  17. https://www.doz.pl/czytelnia/a1242-Niezwykle_wlasciwosci_jezowki
  18. www.mlecznewsparcie.pl
Holistic Health 2/2016
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W:
Holistic Health 2/2016
KUP wydanie ELEKTRONICZNE
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W
Holistic Health 2/2016
Holistic Health
Kup teraz
Wczytaj więcej
Zapisz się i odbierz wybrany magazyn gratis!
Zapisz się i odbierz prezent
Nasze magazyny