Jesteś terapeutą?

Niebezpieczne ubrania. Jak nam szkodzą toksyny w ubraniach?

Przyzwyczailiśmy się już do myśli, że spożywamy trującą żywność i oddychamy skażonym powietrzem. Niestety coraz więcej badań dowodzi, że do listy szkodliwych czynników, z którymi mamy regularny i bezpośredni kontakt, trzeba dopisać również odzież. Większość ubrań dostępnych w sprzedaży zawiera substancje potencjalnie groźne dla zdrowia. Przed czym konkretnie powinniśmy się chronić? I jak się do tego zabrać?

21 styczeń 2019
Artykuł na: 23-28 minut detoks
Zdrowe zakupy

"Pod wpływem ostrego, drażniącego zapachu poczułam ucisk w gardle, pieczenie oczu i szczypanie w nosie. Zorientowałam się, że muszę odejść od T-shirtów, ponieważ reakcja niebezpiecznie się nasilała" - relacjonuje Merlene Paul, zaskoczona, że podkoszulki znanej marki, sprzedawane w brytyjskiej sieci odzieżowej, spowodowały u niej tak nieprzyjemne objawy. Wystąpiły one kilka sekund po wyjęciu T-shirtów z opakowania.

Ta historia została przedstawiona przez dziennik "Daily Mail", ale wszystkie media, od tradycyjnych po elektroniczne, coraz częściej poruszają temat zagrożeń, jakie wiążą się z toksynami zawartymi w ubraniach1. A jest o czym pisać. Szacuje się, że współczesny przemysł odzieżowy wykorzystuje do produkcji ubrań ok. 8 tys. syntetycznych związków chemicznych2. Nie wiadomo, ile z nich jest szkodliwych dla zdrowia. W przypadku Merlene Paul winowajcą okazał się formaldehyd - substancja, którą Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) zaklasyfikowała jako środek o udowodnionym działaniu rakotwórczym.

Uwaga na ubrania z Azji

Producenci oczywiście nie dybią na zdrowie konsumentów - ale też niespecjalnie o nie dbają. O tym, w jaki sposób jest wytwarzana odzież, decyduje przede wszystkim opłacalność. Świetnie ilustruje to dokument z 2013 r. zrealizowany przez francuską telewizję Planète+. Jego twórcy przeprowadzili w tej sprawie śledztwo dziennikarskie, które zawiodło ich do południowo-wschodniej części Azji3. Podając się za przedstawicieli handlowych, zdołali ustalić, że część fabryk włókienniczych realizujących zlecenia dla zachodnich firm odzieżowych ma dwa rodzaje oferty. Jedna przewiduje przeprowadzenie testów na obecność określonych środków chemicznych.

Druga - częściej wybierana przez klientów - oznacza przyjęcia towaru nieprzetestowanego. W praktyce wiąże się to z zakupem tkanin nasyconych szkodliwymi chemikaliami. Jedna sztuka ubrania w wersji spełniającej normy bezpieczeństwa obowiązujące w Unii Europejskiej jest droższa średnio o 15 centów. Niby niewiele, ale przy zamówieniu miliona sztuk dodatkowy koszt wynosi 150 tys. dolarów. Niestety większość marek stosuje w tym przypadku kryteria ekonomiczne, a nie moralne. Możliwość wyboru oferowana przez niektórych podwykonawców to i tak sporo. Dla dyrekcji wielu fabryk z takich krajów jak Bangladesz czy Indie wymagania dotyczące standardów zdrowotnych w odniesieniu do produkowanych tkanin brzmią jak abstrakcja lub prowokacja.

Przerażająca prawda

Oto wyniki badania dotyczącego toksyczności odzieży sportowej, przeprowadzonego przez Greenpeace w 2012 r. z uwzględnieniem 141 próbek produktów

  • 63% próbek zawierało nonylofenole (NPE)
  • w 20% próbek stężenie NPE przekroczyło 100 ppm, co stanowi wartość ryzykowną dla zdrowia
  • w 12 próbkach stężenie przekroczyło 1000 ppm
  • w 31 próbkach stwierdzono obecność ftalanów, z czego w 4 przypadkach "osiągnęły one bardzo wysokie stężenia"
  • w 2 próbkach stwierdzono obecność amin pochodzących z barwników azowych

Nieprzyjemne skutki

Do najczęstszych objawów związanych z narażeniem na kontakt z toksynami obecnymi w ubraniach należą:

  • wysypka
  • nudności
  • bóle głowy
  • trudności w oddychaniu
  • zaburzenia widzenia
  • nieuzasadnione zmęczenie
  • bóle zatok

Wędrujące toksyny z ubrań

Problem nie ogranicza się do krajów azjatyckich, choć tam przybiera największe rozmiary. Liczne badania pokazują, że szkodliwe substancje chemiczne wykorzystywane w przemyśle (lub będące skutkiem ubocznym produkcji przemysłowej) bez trudu przemieszczają się z miejsca na miejsce np. w organizmach zwierząt morskich. Jednak wiele z nich pokonuje równie duże odległości drogą importu: toksyny obecne w produkowanych w Azji ubraniach trafiają najpierw do naszych sklepów, a następnie do pralek, kanalizacji i wód gruntowych.

Nie wiadomo, jaką część szkodliwych związków udaje się usunąć w oczyszczalniach, ile z nich ulega rozkładowi w krótkim czasie i czy produkty tego rozkładu są bezpieczne dla zdrowia. Przykładowo tylko jedna z 1,8 tys. działających we Francji stacji oczyszczania ścieków jest wyposażona w urządzenia umożliwiające odfiltrowywanie nonylofenoli - szkodliwych związków wykorzystywanych w produkcji ubrań.

W efekcie toksyny mogą przedostawać się do wody pitnej, a także do żywności, ponieważ błoto będące produktem ubocznym oczyszczania ścieków jest sprzedawane rolnikom i służy do nawożenia upraw, m.in. pszenicy, jęczmienia i rzepaku

Następstwa tego zjawiska dla zdrowia publicznego są trudne do zmierzenia. Zarówno ze względu na obfitość substancji, z którymi wchodzimy w kontakt, jak i ograniczoną wiedzę na temat szkodliwości wielu z nich. Dostępne dane pochodzą zazwyczaj z badań na zwierzętach laboratoryjnych prowadzonych w warunkach kontrolowanych. Skutki działania toksyn różnią się w zależności od stopnia zanieczyszczenia produktu, czasu trwania kontaktu i jego rodzaju - inne konsekwencje niesie ze sobą wypicie roztworu formaldehydu (zdecydowanie śmiertelne), inne jednorazowe powąchanie tej substancji, a jeszcze inne długotrwałe narażenie na kontakt z formaldehydem obecnym w ubraniach. Należy też brać pod uwagę możliwość kumulacji skutków działania wielu szkodliwych substancji - pochodzących zazwyczaj także z wielu źródeł.

Ubrania z toksycznym formaldehydem

Problem jest skomplikowany, tym bardziej że opinie i zalecenia instytucji wyrokujących o bezpieczeństwie zdrowotnym bywają formułowane na podstawie niedostatecznych danych. W 2010 r. GAO, amerykański odpowiednik naszej Najwyższej Izby Kontroli (NIK), przeprowadził badanie dotyczące formaldehydu zawartego w ubraniach4. Substancje na bazie tego związku wykorzystywane są w przemyśle tekstylnym od lat 20. ubiegłego wieku. Nadają one tkaninom gładkość i powodują, że się one nie gniotą. Analiza GAO wykazała, że żywice formaldehydowe stosowane w produkcji odzieży wykazują tak niskie stężenie formaldehydu, że właściwie nie stanowią dużego zagrożenia dla zdrowia, nie licząc reakcji alergicznych wywoływanych u niewielkiego odsetka osób. Szkopuł w tym, że wnioski te wyciągnięto na podstawie analizy raptem 180 próbek, w których zawartość formaldehydu faktycznie była mała (w większości z nich poniżej 20 ppm).

Tymczasem z badania opisanego trzy lata później na łamach "Journal of Toxicology and Environmental Health" wynika, że wśród ubrań dostępnych na półkach zachodnich sklepów trafiają się okazy naprawdę toksyczne5. Rekordowe stężenie formaldehydu wykryte w jednej z analizowanych próbek wynosiło 3172 ppm, co stanowi mniej więcej czterdziestokrotne przekroczenie międzynarodowych norm.

Nawet jeśli formaldehyd nie w każdym przypadku zadziała tak silnie, jak na Merlene Paul, to jednak codzienne narażenie na kontakt z tym związkiem może mieć potencjalnie groźne konsekwencje

Z badań epidemiologicznych i kontrolno-klinicznych prowadzonych w latach 80. wynika, że ekspozycja na lotne cząstki formaldehydu jest powiązana z podwyższonym ryzykiem zachorowania na nowotwory układu oddechowego, m.in. płuc. Warto mieć świadomość, że źródłem tych związków są nie tylko ubrania, ale również liczne przedmioty, z którymi mamy kontakt na co dzień. Fenoplasty, czyli żywice fenolowo-formaldehydowe, są stosowane do produkcji galanterii, okładzin, obudów sprzętów AGD i RTV, lakierów, klejów i spoiw.

Szkodliwe związki w naszych ubraniach

Formaldehyd - składnik nadający gładkość tkaninom i sprawiający, że się nie gniotą. Może wywoływać reakcje alergiczne. Przy długotrwałej ekspozycji na formaldehyd istnieje ryzyko rozwoju nowotworu. Zwykle obecny jest w niewielkich stężeniach, ale zdarzają się wyjątki

PFC, czyli perfluorowęglowodory - sprawiają, że powierzchnie są nieprzepuszczalne dla wody i olejów. Wiele PFC nie ulega degradacji. Odkąd zostały wprowadzone do przemysłu w latach 50. ubiegłego wieku, są wykrywane praktycznie wszędzie: od mleka matek po próbki materiałów pobierane w leśnej dziczy. Badania na zwierzętach wykazały, że PFC szkodzą układowi rozrodczemu i zaburzają procesy rozwojowe

Ftalany - stanowią chemiczną bazę dla lakierów, farb i laminatów, są również wykorzystywane jako plastyfikatory zwiększające elastyczność materiałów. Badania wykazują, że mają negatywny wpływ na układ hormonalny. Najczęściej występującymi ftalanami w ubraniach są DEHP, DINP i BBP

NPE, czyli etoksylowane nonylofenole - badanie Greenpeace stwierdziło ich obecność w dwóch trzecich analizowanych próbek odzieży. NPE szkodzą układowi hormonalnemu, mogą powodować bezpłodność i przyczyniać się do rozwoju raka piersi. Odkładają się w rybach, więc trafiają również na nasze stoły

DMF, czyli dimetyloformamid - jest to bezbarwna ciecz stosowana jako rozpuszczalnik. Badania wskazują na rakotwórcze i teratogenne (szkodliwe dla zarodka i płodu) działanie tego związku. Narażenie na DMF w okresie płodowym może powodować zaburzenia rozwoju i przyczyniać się do powstawania wad wrodzonych

Barwniki azowe - wykorzystywane są w produkcji ok. 70% środków farbujących w przemyśle tekstylnym. Wiele z nich rozpada się do amin - związków o działaniu rakotwórczym. Od 2003 r. na terenie UE nie można sprzedawać ubrań zawierających barwniki azowe uwalniające aminy

Chemiczny koktajl w ubraniach

Formaldehyd to tylko jeden z wielu szkodliwych związków, z którymi wchodzimy w kontakt za pośrednictwem odzieży. Identyfikacja wszystkich wymagałaby benedyktyńskiej pracy, choć takie próby są podejmowane. W 2015 r. Giovanna Loungo z Uniwersytetu Sztokholmskiego na potrzeby swojej rozprawy doktorskiej przebadała 60 ubrań zakupionych w szwedzkich i międzynarodowych sieciach odzieżowych6. Wstępna analiza wykazała obecność kilku tysięcy związków, z których mniej więcej 100 udało się zidentyfikować. Wśród nich były substancje o działaniu alergizującym, a także o prawdopodobnych lub udowodnionych właściwościach rakotwórczych.

Tkaniny poliestrowe cechowały się zawartością wysokich stężeń chinolin i amin aromatycznych. Pierwsze z nich mogą mieć działanie drażniące dla oczu, śluzówki nosa i gardła, często powodują bóle głowy i mdłości. Drugim przypisuje się działanie rakotwórcze

Są one wykorzystywane do produkcji barwników azowych, które od lat budzą mnóstwo kontrowersji - właśnie ze względu na to, że wydzielają aminy aromatyczne. Produkcja i sprzedaż towarów konsumenckich zawierających barwniki azowe, rozpadające się do amin, została zakazana przez Unię Europejską w 2003 r. Kilka lat temu podobne kroki podjęła również Australia. Problem w tym, że barwniki azowe są wykorzystywane do produkcji ok. 70% środków farbujących w przemyśle tekstylnym. W efekcie kontrola obecności tych związków w towarach dostępnych na rynku zachodnim jest bardzo trudna do wdrożenia. Analiza przeprowadzona przez Luongo wykazała także wysokie stężenia benzotiazolu w ubraniach z bawełny - również organicznej. Jak wynika z publikacji na łamach "Journal of Toxicology and Environmental Health" z 2011 r. związek ten jest rakotwórczy dla gryzoni7.

Istnieją również dane epidemiologiczne wiążące oddziaływanie benzotiazolu z podwyższonym ryzykiem rozwoju nowotworu pęcherza moczowego

To oczywiście tylko fragment długiej listy niebezpiecznych substancji obecnych w odzieży. W ubraniach poza wymienionymi związkami są często obecne m.in. ftalany, podejrzewane o negatywny wpływ na układ hormonalny, wspomniane nonylofenole, którym przypisuje się analogiczne właściwości, a także wpływ na rozwój raka piersi, czy dimetyloformamid - środek o działaniu rakotwórczym i teratogennym, czyli zaburzającym rozwój płodu i przyczyniającym się do powstawania wad wrodzonych.

Toksyczna odzież: czy są powody do paniki?

Na to pytanie trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. W odniesieniu do osób z grupy ryzyka jest ona zdecydowanie twierdząca (z poprawką na to, że panikę zawsze warto zastąpić racjonalnym działaniem). Chodzi m.in. o pracowników sklepów odzieżowych czy osoby mające do czynienia z rozładunkiem konfekcji. Odzież przed transportem poddawana jest działaniu gazów i innych środków chemicznych, które mają zabezpieczyć ją przed szkodliwymi czynnikami, np. wilgocią. Rozładowywanie takich transportów i rozpakowywanie przesyłek z ubraniami, a zwłaszcza długie przebywanie w pomieszczeniach z nowymi tekstyliami, może się wiązać z większym narażeniem na oddziaływanie toksycznych związków, a w konsekwencji z rozwojem rozmaitych dolegliwości i schorzeń. Osoby wypowiadające się w dokumencie Planète+ opowiadały o częstych przypadkach złego samopoczucia, zatruć, chorób skóry, a nawet schorzeń układu rozrodczego.

Powody do zachowania ostrożności mają również, paradoksalnie, osoby uprawiające aktywność fizyczną i korzystają w tym celu z odzieży sportowej

Po pierwsze dlatego, że zwykle jest ona wykonana z włókien syntetycznych, co wiąże się z większą obecnością szkodliwych związków. Po drugie - wzmożony ruch powoduje zwiększone tarcie i ułatwia przenikanie toksyn do organizmu przez skórę. Trafiają one do układu limfatycznego, układu krążenia, a w końcu do wątroby, czyli naszej prywatnej oczyszczalni, która może nie podołać stawianym jej wyzwaniom. Problem został nagłośniony przez organizację Greenpeace, która opublikowała raport krytykujący znane marki sportowe za nadmierne wykorzystanie szkodliwych chemikaliów w produkcji odzieży8.

Napiętnowanie koncernów dało pewne efekty. Poza nieznacznym zwiększeniem świadomości konsumentów skłoniło firmy do zmniejszenia ilości niebezpiecznych substancji w swoich produktach

Przykładowo Adidas zobowiązał się, że do 2020 r. wyeliminuje ze swoich wyrobów wszystkie substancje uznawane za szkodliwe. To bardzo ambitny cel. W unijnym rozporządzeniu REACH wymienionych jest ponad tysiąc związków chemicznych, których wykorzystanie na terenie UE objęte jest ograniczeniami. Są to zarówno substancje obecne w ubraniach, jak i innych produktach codziennego użytku. Liczba związków stosowanych w produkcji ubrań jest kilkakrotnie większa. Pozostaje mieć nadzieję, że większość z nich jest obojętna dla naszego zdrowia. W przeciwnym razie nawet realizacja ambitnych celów znanych marek nie uchroni nas od przykrych konsekwencji noszenia ubrań.

Co możesz zrobić?

W zasadzie są tylko dwa sposoby na uniknięcie zagrożeń związanych z obecnością toksycznych związków w ubraniach.

1. Zaopatruj się w odzież ekologiczną i organiczną Nie jest ona całkowicie wolna od toksyn, ale z dużym prawdopodobieństwem zawiera ich mniej. W celu ustalenia szczegółów warto skontaktować się z dystrybutorem lub producentem. Gwarancję bezpieczeństwa daje również certyfikat Oeko-Tex Standard 100 (Tekstylia Godne Zaufania), którego przyznawanie nadzoruje łódzki Instytut Włókiennictwa

2. Pierz ubrania zaraz po dokonaniu zakupu Wybieraj płyny i proszki bez enzymów (przyspieszają usuwanie plam, ale wpływają szkodliwie na drogi oddechowe) i chemicznych środków wybielających, które mogą podrażniać błony śluzowe. Tego rodzaju substancje niekorzystnie oddziałują również na skórę. Z kolei środki zapachowe i sztuczne barwniki, obecne w kolorowych granulkach dodawanych do proszków, przyczyniają się do rozwoju alergii. Ekologiczną nowością są orzechy piorące, produkt całkowicie naturalny i bezpieczny. Zawierają saponiny, czyli naturalne mydła. Polecane są szczególnie alergikom i do prania ubranek dziecięcych

Jak skutecznie chronić się przed toksyczną odzieżą?

W wariancie idealnym można szyć ubrania samodzielnie (lub u krawca) z tkanin ekologicznych. To oczywiście strategia trudna do zastosowania przez przeciętnego człowieka, chociażby ze względu na to, że jest kosztowna i wymaga czasu. Prostszym rozwiązaniem będzie zakup ubrań z materiałów opisywanych przez producentów jako bio, eko lub organiczne. Oczywiście nie należy tego robić bezrefleksyjnie. Tego typu określenia są często nadużywane w celach marketingowych. Przed zakupem warto więc ustalić, z jakiego materiału faktycznie wykonana jest odzież i z jakiego źródła pochodzą tkaniny wykorzystane do jej produkcji. Nie od rzeczy będzie też sprawdzenie, jaką opinią cieszy się dana marka w internecie.

Jeśli dystrybutor nie ma danych potwierdzających rodzaj i pochodzenie materiału, można skontaktować się z producentem. Marka chcąca uchodzić za ekologiczną powinna być w stanie udokumentować jakość swoich wyrobów odpowiednimi certyfikatami. Nieufność jest wskazana. W 2009 r. gazeta "Financial Times Deutschland" poinformowała, że indyjscy rolnicy sprzedają bawełnę zmodyfikowaną genetycznie jako organiczną. Ta praktyka prawdopodobnie nie została zarzucona mimo ujawnienia procederu.

Od 1992 r. na całym świecie przyznawane są certyfikaty Oeko-Tex Standard 100. Produkty, które je otrzymują, są również oznaczane jako Tekstylia Godne Zaufania. Według informacji na stronie łódzkiego Instytutu Włókiennictwa, nadzorującego proces wystawiania certyfikatów, "produkty, którym przyznano ten znak, są wolne od substancji szkodliwych w stężeniach mających negatywny wpływ na stan zdrowia człowieka, m.in. pestycydów, chlorofenoli, formaldehydu, barwników alergizujących, zabronionych barwników azowych i ekstrahowalnych metali ciężkich"9.

Alternatywa dla toksycznej bawełny

W poszukiwaniu odzieży bezpiecznej dla zdrowia warto kierować się nie tylko certyfikatami, ale również rodzajem materiału, z którego została uszyta.

Do pewnego stopnia alternatywą dla bawełny może być len. W jego uprawie wykorzystuje się zdecydowanie mniej pestycydów, których pozostałości mogą przenikać do naszego organizmu również przez skórę

Ponadto len jest surowcem wytwarzanym również w Europie, gdzie standardy ekologiczne i sanitarne są zdecydowanie wyższe niż np. w Bangladeszu. Niestety jest to materiał kosztowny w produkcji, a w dodatku dość twardy, dlatego często zmiękcza się go domieszką bawełny. Trzeba też mieć świadomość, że w wielu przypadkach materiał przebywa długą drogę, zanim trafi do fabryki odzieży: w jednym kraju jest produkowany, w innym farbowany, a w jeszcze innym szyje się z niego ubrania.

Przyjazne dla skóry są ubrania z konopi. Roślina, z której powstaje materiał, również jest relatywnie odporna na szkodniki i nie wymaga stosowania dużej ilości pestycydów. Ponadto tkaniny konopne są chwalone za wytrzymałość i przewiewność, nie chłoną też wilgoci

Naszym sprzymierzeńcem w zapobieganiu negatywnym skutkom oddziaływania tekstyliów na zdrowie jest... pralka. Z badania zaprezentowanego na łamach "Journal of Toxicology and Environmental Health" wynika, że pranie i suszenie może wyeliminować z odzieży znaczną część toksyn10. W przypadku ubrań wykorzystanych w opisanym eksperymencie ta prosta procedura pozwoliła zmniejszyć stężenie formaldehydu od 26 do 72%.

I jeszcze jedna wskazówka. Jeśli wskutek kontaktu z odzieżą zaobserwujemy u siebie jakiekolwiek niepokojące objawy, warto pomyśleć o zakupie garderoby ze znaczkiem "eko".

Przemysław Ćwik

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W:
KUP wydanie ELEKTRONICZNE
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W
Holistic Health
Kup teraz
Wczytaj więcej
Zapisz się i odbierz wybrany magazyn gratis!
Zapisz się i odbierz prezent
Nasze magazyny
Copyright © AVT 2020 Sklep AVT