Jesteś terapeutą?

Białko zwierzęce - za dużo go jemy czy za mało?

Kontrowersja goni kontrowersję, a spadająca na nas każdego dnia lawina informacji sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, co uznać za słuszne: dotychczas obowiązujące paradygmaty czy wyniki nowych badań, które sugerują zmianę sposobu myślenia o zdrowym odżywianiu? Mnożą się pytania. Czy wiadomo, jak białko zwierzęce wpływa na organizm? Wybrać kotlet schabowy czy sałatkę warzywną?

Artykuł na: 9-16 minut dieta zagrożenia
Zdrowe zakupy

Modele prawidłowego odżywiania zmieniają się tak często, że mamy prawo czuć się zagubieni. Ilość diet oferowanych przez osobistych trenerów i dietetyków jest wprost zatrważająca, a w dodatku zalecenia dietetyczne często pozostają ze sobą w sprzeczności.

Najnowsza rewolucja dotyczy białka pochodzenia zwierzęcego, które do tej pory spychane było na dalszy plan w piramidzie żywieniowej, podczas gdy węglowodany zajmowały w niej najbardziej reprezentacyjne miejsce. Dziś proteiny walczą z węglowodanami o palmę pierwszeństwa. Zresztą nie po raz pierwszy.

Już w latach 70. ubiegłego wieku promowane były za sprawą przemysłu mięsnego takie diety jak Atkinsa, a dzisiaj swoją drugą młodość przeżywa chociażby dieta paleo, nawiązująca do sposobu odżywiania się pierwotnych wspólnot zbieracko-łowieckich. Diety te nakazują zjadanie dużych, a nawet wielkich porcji mięsa, tłuszczu i nabiału, tymczasem zalecenia dotyczące dziennego spożycia białka w USA wynoszą zaledwie 56 g dla mężczyzn i 46 g dla kobiet1.

Odpowiada to jednemu średniemu kotletowi dziennie w przypadku mężczyzn i jednemu big burgerowi w odniesieniu do kobiet. Jednak pozostałe posiłki również zawierają proteiny, i to w dużych ilościach. Wystarczy wymienić wszechobecny żółty ser, jajka, mleko i jogurty czy szeroko reklamowane batoniki proteinowe i szejki serwatkowe. Sumując białko ze wszystkich posiłków, otrzymujemy przynajmniej kilkukrotne przekroczenie normy, co dla wielu dietetyków jest alarmujące.

Białko zwierzęce spożywane w nadmiarze powoduje zakwaszenie organizmu

FAKT. Długotrwałe spożywanie produktów o działaniu kwasotwórczym, a do takich zaliczamy białko pochodzenia zwierzęcego, powoduje wyraźne uszkodzenia komórek organizmu1. W ich wyniku powstają w całym organizmie stany zapalne, które zmuszają ustrój do wiecznej walki z tymi chorobotwórczymi mikrocentrami. Stopniowo ulegają zaburzeniu kolejne funkcje organizmu, a to stwarza warunki do rozwoju drożdżaków Candida albicans, które z czasem wyrastają na największego negatywnego bohatera, przyczyniającego się nawet do powstawania raka (artykuł na ten temat zamieściliśmy w "Holistic Health" nr 2/2016, dostępnym w Ulubionym Kiosku).

Środowisko kwaśne odbiera komórkom tlen, co powoduje ich masową i przedwczesną śmierć. Jeśli proces ten trwa latami, dochodzi m.in. do systematycznego uszkadzania nerek czy ścianek mięśnia sercowego, a u diabetyków - do powstawania ran cukrzycowych.

Lekarze podkreślają jednak, że kwestia zakwaszenia organizmu jest mocno kontrowersyjna. Można powiedzieć, że z punktu widzenia biochemii nie ma czegoś takiego jak "przewlekłe zakwaszenie organizmu". Odczyn pH w organizmie jest niemal stały, regulują go w sposób naturalny nerki i płuca. W medycynie konwencjonalnej kwasica jest stanem zagrożenia życia - pojawia się np. przy sepsie.

Bibliografia

  1. Garth Davis, Proteinaholic: How our obsession with Meat Is Killing Us And What We Can Do About It, 2015, ISBN 978-0-06-227931-6
  2. Michael Moss,Sal, Sugar, Fat, How the Food Giants Hooked Us, 2013, ISBN 978- 1-40000-6980-4
  3. T. Colin Campbell, Ph. D and Thomas M.The China study.,Campbell II, 2004, ISBN 978-1932100-66-2
  4. Wiliam Davis, Wheat Belly: Lose the Wheat, Lose the Weight, and Find Your Path Back to Health, 2011, ISBN 978-1-60961-154-5
  5. Joel Fuhrman, The End of Diabetes, 2012, ISBN 978-0-06-221997-8
  6. T. Colin Campbell,Whole. Rethinking the Science of Nutrition, 2013, ISBN 978-1-937856-24-3
  7. Gary Taubes, Good calories, Bad calories, 2008, ISBN 978-1-4000-3346-1
  8. Fritz Albert Poop, Przekaz jedzenia, 2010, ISBN 978-83-923879-4-7

Mięso uzależnia

FAKT Dzieje się tak, ponieważ w każdej, choćby nie wiadomo jak chudej porcji mięsa, znajduje się tłuszcz1. To on powoduje pobudzanie kubków smakowych i jest źródłem rozkoszy podniebienia. Tłuszcz rozpoczyna swoją misję już w ustach - zaledwie po kilku sekundach od zetknięcia się ze śliną generuje w mózgu bodźce przyjemności2. Są one ściśle związane z czynnościami koniecznymi do utrzymania nas przy życiu (jedzenie) i przedłużenia gatunku (seks).

W dodatku mięso przyprawiamy najróżniejszymi mieszankami ziołowymi pobudzającymi kubki smakowe oraz solą, która jeszcze bardziej niż tłuszcz prowokuje do sięgnięcia po kolejny kawałek kurczaka z rożna. Ostatnie badania wykazały, że receptory słonego smaku są rozłożone równomiernie na całej powierzchni języka, co dezaktualizuje wcześniej stworzone mapy smaku2. Można się spotkać z opiniami, że ta nowa "geografia" receptorów uzmysławia nam, iż sól jest niezbędna do życia.

W każdym razie dwoje podróżników, tłuszcz i sól, przemieszcza się tymi samymi szlakami do mózgu, by go poinformować, że właśnie w tej chwili odbywają się igrzyska, a mięso staje się odtąd nieusuwalną częścią tej zabawy. Proces powtarza się z każdym kolejnym mięsnym posiłkiem i powoduje uzależnienie, a w każdym razie silne przyzwyczajenie. Niezwykle ważnym czynnikiem uzależniającym, z czego zwykle nie zdajemy sobie sprawy, są potrawy kuchni polskiej, z założenia obfitujące w tłuszcz: schabowy w panierce czy żeberka w kapuście.

Białko to podstawowy budulec naszego ciała, dlatego trzeba go jeść jak najwięcej

MIT Owszem, białko jest podstawowym budulcem naszych tkanek i bez niego nie ma życia - nazwa proteina pochodzi od greckiego proteos, co znaczy "bardzo ważny". Jednak niezależnie od tego, jak istotną rolę odgrywa ono w organizmie, zapotrzebowanie na nie jest stosunkowo niewielkie - na przykład dopuszczalna dzienna dawka dla dorosłego mężczyzny to ok. 1,5 g białka/kg masy ciała, czyli mężczyzna ważący 100 kg może zjadać 150 g białka na dobę.

Taka ilość znajduje się np. w 1 kg mięsa. To za duża porcja jak na jeden obiad, ale bez obaw, jemy przecież nie tylko mięso. Natura ulokowała białko dosłownie w każdym produkcie nadającym się do spożycia. Dlatego nie zdając sobie z tego sprawy, często przyjmujemy nadmierne ilości białka i zasypujemy tym nadmiarem swój organizm.

Jeśli ten stan utrzymuje się dłużej, pojawiają się problemy z wydolnością nerek, ulegają osłabieniu funkcje wątroby, a organizm jako całość ulega zakwaszeniu. Badania wykazują, że jesteśmy bardziej przystosowani do wchłaniania i wydalania białka roślinnego niż zwierzęcego1,3,4, więc solidny stek czy pół kurczaka z grilla daje naszemu układowi trawiennemu zadanie niezwykle trudne do wykonania.

Spożywanie białka zwierzęcego powoduje większe zagrożenie chorobą nowotworową i innymi chorobami przewlekłymi

FAKT Tego rodzaju stwierdzenia wprawiają w osłupienie nie tylko zagorzałych zwolenników diet opartych na białku zwierzęcym, ale także wszystkich, którzy do tej pory uważali, że wystarczy ograniczyć spożycie węglowodanów, by cukrzyca i nadciśnienie zniknęły, a nowotwór nie pojawił się nigdy. Jednak wyniki bardzo szeroko zakrojonych badań nie pozostawiają złudzeń. W latach 70. ubiegłego wieku rozpoczęło się tzw. badanie chińskie, które zostało przeprowadzone na niespotykaną dotychczas skalę: objęło aż 880 mln ludzi z 2,4 tys. prowincji chińskich3.

Podjęli się go naukowcy z dwóch uniwersytetów: Oksfordzkiego i Cornella we współpracy z Chińską Akademią Medycyny Prewencyjnej. Po 35 latach drobiazgowych analiz opublikowane wyniki zaskoczyły samych badaczy. Nadmierne spożycie mięsa powoduje nie tylko wzrost zachorowalności na nowotwory, ale także na nadciśnienie, otyłość, cukrzycę typu 2 i choroby autoimmunologiczne. Dodajmy jednak, że niektóre badania prowadzone w ostatnich latach obalają mit o rakotwórczym wpływie mięsa na organizm.

Mogę bezkarnie jeść duże ilości mięsa i nie przytyję, ponieważ białko nie podnosi poziomu cukru we krwi

MIT Owszem, białko zwierzęce nie podnosi poziomu cukru, ale za to u większości osób dorosłych bardzo znacznie podnosi poziom IGF-1, czyli insulinopodobnego czynnika wzrostu. Hormon ten jest odpowiedzialny za procesy anaboliczne, czyli wzrostowe, co w prosty sposób przekłada się na zwiększenie masy ciała1,5. Niezwykle ważną informacją jest to, że IGF-1 przedłuża życie organizmu, ale tylko wtedy, gdy jego poziom jest niski. Wniosek nasuwa się sam - im więcej mięsa i nabiału, tym krótsze życie.

Sporym zaskoczeniem dla mięsożerców może się okazać również to, że mięso drobiowe, które do tej pory uważano za najzdrowsze, jest najbardziej podejrzane o przyczynianie się do naszego tycia. To alarmująca informacja, ponieważ zagrożenie wynika z obecności w paszy hormonów wzrostu, które mają spowodować szybsze przybieranie drobiu na wadze, aby już po 6 tygodniach chowu można było przeprowadzić ubój. Długotrwałe badania przeprowadzone w USA i w Szwecji dowodzą, że im mniej warzyw, a więcej mięsa, tym bardziej tyjemy1.

Trwające 8 lat badania z udziałem prawie 2 tys. pracowników firmy Chicago Western Electric nie tylko udowodniły, że istnieje realny związek między tyciem a nadmiernym spożyciem mięsa, ale także niejako przy okazji potwierdziły, że białko roślinne pozwala zrzucić zbędne kilogramy. Co ciekawe, wspomniane już badanie chińskie sugeruje, że możemy uniknąć przybierania na wadze, jeśli ograniczymy uzyskiwanie z białka kalorii do 5-10% całodobowego zapotrzebowania na energię3. Warto też sobie uzmysłowić, że osoby, które z białka czerpią ponad 20% ogółu kalorii w ciągu dnia, szybko zaprzepaszczają wyniki nawet najbardziej restrykcyjnej diety odchudzającej i w krótkim czasie wracają do dawnej masy ciała.

Tylko białko zwierzęce przyczynia się do powstawania nowych oraz naprawy uszkodzonych tkanek, dzięki czemu organizm funkcjonuje prawidłowo

MIT. Słonie, żyrafy, antylopy gnu, hipopotamy… Żadne z tych zwierząt nie jada mięsa, ale nie można powiedzieć, aby ci nasi bracia mniejsi z powodu niejedzenia mięsa byli od nas mniejsi, a tym bardziej słabsi! Białko, które występuje w prawie każdej roślinie na Ziemi, jest równie wartościowe jak zwierzęce, a niektóre badania udowadniają nawet, że jest zdecydowanie zdrowsze.

Przydatność mięsa zwierząt hodowlanych, łącznie z rybami, była wielokrotnie podważana w związku ze sposobem ich karmienia. Sztuczne pasze zawierają najróżniejsze środki chemiczne, antybiotyki, wspomniany wcześniej hormon wzrostu i setki innych szkodliwych substancji, których wpływ na organizm nie został jeszcze dokładnie poznany, a jeśli nawet, to jest on wyłącznie negatywny.

Wszystko kumuluje się w mięśniach oraz kościach - i nie znika po uboju3,6. Już sam ten fakt dla wielu osób może być wystarczającą motywacją do zaniechania jedzenia mięsa, tym bardziej że w procesie trawienia białka zwierzęcego powstają szkodliwe metabolity uszkadzające ścianki przewodu pokarmowego7. Trudno w takim razie mówić o naprawianiu i odbudowie!

Procesy naprawcze w organizmie świetnie sobie radzą dzięki białku roślinnemu. Zwłaszcza zielone warzywa zawierają go wystarczająco dużo, by zaspokoić nasze dzienne zapotrzebowanie.

Stop! Chwila na refleksję i podsumowanie

Proteiny i węglowodany jako najważniejsze makroskładniki budzą najwięcej kontrowersji. Przestaliśmy traktować posiłki jako całość, a zaczęliśmy rozkładać je według zawartości protein, węglowodanów, witamin, soli i wszelkich mikroelementów.

Obsesja zdrowego odżywiania pomału zabiera nam przyjemność delektowania się smakiem zarówno prostych, jak i skomplikowanych potraw, a w to miejsce każe nam analizować, co jest właśnie transportowane do naszych komórek poprzez skomplikowany system wchłaniania, ile to "coś" ma kalorii i ile miligramów waży. Wierzymy bardziej tabelkom i wyliczeniom niż własnej intuicji. Zapominamy, że każdy z nas jest inny, i to, co jest korzystne dla jednej osoby, dla innej może być szkodliwe.

Każdy ma prawo do swojego poglądu, choćby najbardziej kontrowersyjnego, a odkrycie właściwej dla siebie drogi odżywiania i pozostania w zdrowiu pozwala na odrzucenie dotychczasowych nawyków bez poczucia jakiejkolwiek straty.

Bożena Borzęcka

 

Autor publikacji:
Bożena Borzęcka
bozena.borzecka@ktociewyleczy.pl

Dyplomowana bioenergoterapeutka, specjalistka leczenia chromoterapią (kolorami) oraz metodami Stibal i Choa Kok Sui. Z podróży po świecie wyniosła olbrzymie doświadczenie zawodowe. Jej zdaniem rozbudowane systemy naprawcze tradycyjnej medycyny chińskiej dają niewyczerpane możliwości pomocy pacjentom nawet w najbardziej skomplikowanych przypadkach.

Zobacz więcej artykułów tego eksperta
Holistic Health 2/2017
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W:
Holistic Health 2/2017
KUP wydanie ELEKTRONICZNE
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W
Holistic Health 2/2017
Holistic Health
Kup teraz
Wczytaj więcej
Nasze magazyny