Nowa metoda wybudzania ze śpiączki

Dzięki eksperymentalnej metodzie wszczepienia stymulatorów polscy pacjenci jako pierwsi w Europie mogą całkowicie wybudzić się ze śpiączki.

25 czerwiec 2016
Artykuł na: 6-9 minut
Zdrowe zakupy

Pacjenci operowani są w znieczuleniu ogólnym. Najpierw otwiera się kręgosłup w odcinku szyjnym. Później neurochirurdzy nad oponę twardą rdzenia wprowadzają elektrody stymulujące rdzeń kręgowy i oddziałujące na mózg. Na tułowiu chorych umieszcza się stymulatory, które co 15 minut będą wysyłać do elektrod impulsy elektryczne za pomocą łączącego je przewodu przebiegającego pod skórą. Po ich włączeniu pozostaje tylko czekać, aż przyczyni się to do wybudzenia pacjentów ze śpiączki. Jak długo? Pierwsze efekty pojawią się nie wcześniej niż po miesiącu. Kolejne - nawet za rok.

Siła elektrostymulacji

Stymulację sznura tylnego rdzenia kręgowego, jak fachowo określa się operację wszczepienia stymulatora, stosuje się głównie w leczeniu uszkodzeń mózgu, np. u pacjentów po udarach. Prof. Isao Morita z Oddziału Neurochirurgii Uniwersytetu Zdrowia Fujita w Japonii zauważył jednak, że u chorych w śpiączce metoda ta pozwala odzyskać pełną świadomość. Od 1990 r. przeprowadził taką operację u ponad 300 osób.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie.

Z jego obserwacji, zamieszczonych w czasopiśmie Neuromodulation w 2009 r., wynika, że o poprawie można mówić nawet w 60% przypadków pacjentów poniżej 35. r.ż. Oczywiście efekty nie są natychmiastowe i spektakularne. Nie wiadomo nawet, jaki jest dokładny mechanizm działania tej metody.

Prof. Wojciech Maksymowicz, kierownik Kliniki Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie, gdzie we współpracy z japońskim zespołem prof. Mority podjęto się eksperymentalnych zabiegów, poinformował, że stymulacja ma wpływać na zwiększenie przepływu mózgowego i odżywienie neuronów osób w śpiączce, a w konsekwencji doprowadzić do nawiązania przez nie kontaktu z otoczeniem.

Badania prowadzone metodą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego wykazały jednak, że codzienna elektrostymulacja tkanki nerwowej co prawda poprawia przepływ krwi, ale nie powoduje powstawania nowych komórek nerwowych. Chorzy, u których uszkodzone są ośrodki w mózgu odpowiedzialne np. za ruchy rąk czy nóg, nadal będą sparaliżowani. Poza tym nawet jeśli uda się nawiązać z nimi kontakt, będzie to tylko początek drogi -  trzeba na nowo nauczyć ich mówić, chodzić, jeść. Niemniej dla rodzin pacjentów to nadal olbrzymia - może jedyna -  szansa na obudzenie najbliższych.

Minimalna świadomość, maksymalna nadzieja

Prof. Morita przeprowadzał stymulację sznura tylnego rdzenia kręgowego w Japonii, Chinach i na Bliskim Wschodzie. Polska jest pierwszym krajem w Europie, w którym podjęto się podobnego eksperymentu.

Szansę na wyzdrowienie otrzymało na razie 4 podopiecznych Fundacji Ewy Błaszczyk „Akogo?”: jej 22-letnia córka Aleksandra (od 16 lat w śpiączce), 24-letnia Agnieszka potrącona półtora roku temu przez samochód, 19-letnia Sylwia - ofiara wypadku samochodowego sprzed ponad 2 lat oraz 25-letni Adrian, który zapadł w śpiączkę po wypadku w 2013 r.

Przed operacją każde z nich przeszło dokładną kwalifikację medyczną: podstawowym kryterium był minimalny stan świadomości, czyli występowanie reakcji na bodźce z zewnątrz. By ją stwierdzić, poddano ich m.in. badaniu przepływu mózgowego za pomocą aparatu do diagnostyki obrazowej SPECT/CT.

Nawet w 40% przypadków pacjenci są błędnie kwalifikowani jako znajdujący się w stanie wegetatywnym, a nie minimalnej świadomości.

Pacjenci przeszli operacje 17 i 18 maja w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Olsztynie. Po ich zakończeniu profesor Maksymowicz poinformował, że zabiegi zakończyły się sukcesem, a chorzy są w dobrym stanie.

- Plan, żeby wprowadzić w Polsce unikalną metodę operowania osób w śpiączce przy użyciu nadtwardówkowej stymulacji rdzenia kręgowego w odcinku szyjnym dla pobudzenia aktywności pnia mózgu i zwiększenia przepływu mózgowego, został zrealizowany - zapewnił na konferencji prasowej.

Co dalej?

W Polsce, według danych Narodowego Funduszu Zdrowia, co roku nawet 270-540 osób zapada na przedłużającą się śpiączkę. Obserwacje pokazują jednak, że nawet w 40% przypadków pacjenci są błędnie kwalifikowani jako znajdujący się w stanie wegetatywnym, a nie minimalnej świadomości.

Tak naprawdę nie wiadomo, co dzieje się z ich mózgami i na ile odbierają bodźce z zewnątrz. Wielu z nich budzi się nawet po latach, zazwyczaj dzięki determinacji bliskich, którzy nie pozwalają im odejść. Eksperymentalna na razie metoda może być dla nich szansą.

Profesor Maksymowicz zapewnia, że jeszcze  w lipcu tego roku jego zespół, już bez asysty Japończyków, wykona kolejne operacje. Konieczne jest jednak zebranie odpowiednich środków finansowych - sam stymulator to koszt ok. 50-80 tys. zł. Szanse na to, że za leczenie zapłaci Narodowy Fundusz zdrowia, są niewielkie - prof. Morita w Japonii również polega na hojności darczyńców.

Specjaliści nie zamierzają jednak się poddawać i już przedstawili decydentom program leczenia dorosłych chorych ze śpiączką. W listopadzie 2015 r. pozytywnie zaopiniowała go Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Teraz program czeka na zatwierdzenie przez Ministerstwo Zdrowia.

Dagmara Moszyńska

Wczytaj więcej
Nasze magazyny